Najpierw mróz, potem grad. Dramat na Lubelszczyźnie
Najgorsza sytuacja jest w powiatach kraśnickim i lubelskim, ale też pod Włodawą. - To jest kolejny bardzo ciężki rok dla lubelskiego rolnika. W ubiegłym mieliśmy około 150 gmin, które zgłosiły nam straty związane z przymrozkami i innymi niekorzystnymi zjawiskami pogodowymi, w tym już mamy 130, które przystąpiły do szacowania strat. A przecież nie wiemy co przed nami, jeśli chodzi o pogodę. Może przyjść kolejny ulewny deszcz czy gradobicie - mówi Paweł Turczyn, dyrektor Wydziału Rolnictwa w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie.
Zobowiązania trzeba uregulować
Tomasz Kremlaś to rolnik z gminy Gościeradów. Uprawia m.in. czarną porzeczkę. - Było tak duże gradobicie w pasie o szerokości kilometra, że z około ośmiu hektarów mojej uprawy nie ma co zbierać. Co więcej, rośliny są tak poranione, że nie ma też mowy o tym, by w przyszłym roku dały jakiś dobry plon - mówi gość TOK FM. Jak dodaje, jeszcze kilka tygodni temu był przekonany, że to będzie dobry rok. - Krzaki uginały się od owoców. Aż do tego gradobicia. Z tych ośmiu hektarów nic nie zbiorę. Mam jeszcze cztery hektary w innym miejscu i tam coś może jeszcze będzie - tłumaczy.
Nie kryje, że jest załamany, bo zbiory będą marne, a zobowiązania trzeba uregulować. - Choćby biorąc od firm opryski czy nawozy, często dostajemy długi termin płatności, tak by zapłacić po zbiorach. A teraz - nie wiem, z czego to spłacę. Koszty były poniesione ogromne i niewiele z tego zostało - opowiada. Przed rokiem plantację porzeczki miał ubezpieczoną. - A że były przymrozki, wystąpiłem wtedy o odszkodowanie i coś tam niewielkiego dostałem. I chyba przez to teraz wskoczyłem na 'czarną listę' firm ubezpieczeniowych, bo w tym roku już nie chcieli mi ubezpieczyć plantacji - dodaje nasz rozmówca.
Nieszczęście za nieszczęściem
Ireneusz Nowak to rolnik z innej części Lubelszczyzny, spod Bychawy. Uprawia m.in. rzepak, kukurydzę, groch. Jak mówi, u niego grad też spowodował duże straty - rzędu 50-60 procent. - Ale u niektórych w gminie jest jeszcze gorzej. W miejscowości Kowersk, gdzie byłem, straty w rzepaku są stuprocentowe. Tam nie ma już nic. Tak samo jest w zbożach - pszenica czy żyto - tam poucinane są całe kłosy, została sama słoma. Podobnie jest w przypadku choćby buraków czy kukurydzy. Dramat - mówi nasz rozmówca.
Pan Irek wchodzi też - jako reprezentant Izb Rolniczych - w skład komisji szacującej straty. - W tej chwili zajmujemy się przymrozkami sprzed kilku tygodni. Sprawa jest trudna bo po nich przyszedł grad. I teraz trzeba się zastanowić, co szacować - czy ten przymrozek, czy ten grad, bo niejednokrotnie te straty gradowe są dużo większe. Wtedy protokół będzie jeden, a szkody połączymy - wyjaśnia nasz rozmówca.
- Grad zawsze idzie pasmem. I w tym ostatnim przypadku to było pasmo, które przeszło w kierunku od Kraśnika do Bychawy. Zniszczone są m.in. plantacje malin, sady z jabłkami. Szacowanie strat jest długą procedurą a ich ilość jest ogromna. Każda komisja ma bardzo dużo pól do obejścia, a jej członkowie pracują społecznie - mówi dyrektor Paweł Turczyn. I dodaje, że choć prace zaczęły się już kilka tygodni temu, dopiero dziś spłynął pierwszy protokół. A by móc liczyć na wypłatę środków, do wojewody muszą spłynąć wszystkie protokoły, ze wszystkich dotkniętych klęskami gmin.
Przed rokiem do wojewody lubelskiego wpłynęło 14 tysięcy protokołów z szacowania strat, ponad 11 tysięcy gospodarstw otrzymało wsparcie. Tyle tylko, że szacowanie skończyło się we wrześniu, a rolnicy otrzymali pieniądze dopiero w grudniu. W tym roku niestety może być podobnie. W sumie otrzymali 112,5 miliona zł.
- Na pewno musimy się nastawić na to, że owoce na targowiskach czy w sklepach będą droższe, warzywa w jakiejś części zapewne też. Teraz myślimy tylko o tym, by nie przyszedł już do zbiorów żaden kolejny kataklizm - mówią nam rolnicy.