Już pięć ewakuacji obozów na Lubelszczyźnie. "Cały czas jesteśmy w gotowości"
- Lepiej zapobiegać niż potem prowadzić akcje ratownicze - z takiego założenia wychodzą strażacy z województwa lubelskiego;
- Dlatego w ostatnich dniach ewakuowali pięć obozów harcerskich rozmieszczonych w lasach pod namiotami;
- Na wszystkich szczeblach samorządu pełnione są całodobowe dyżury po to, by niezwłocznie podjąć działania ratunkowe, jeśli zaszłaby taka potrzeba.
Na Lubelszczyźnie do poniedziałkowego popołudnia było 12 obozów harcerskich, kilka ulokowanych w lasach pod namiotami. Ewakuowano pięć, w tym trzy w okolicy Tomaszowa Lubelskiego - w sumie ponad 100 osób - nastolatków i wychowawców. Kolejne obozy były zorganizowane w powiatach łukowskim i świdnickim. Przebywało na nich 50 uczestników.
Na wszelki wypadek
Jak zaznacza Dariusz Działo, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego w Urzędzie Wojewódzkim, były to ewakuacje prewencyjne, czyli nie w trakcie burz czy wichur, ale asekuracyjnie, przed nimi. - Wszystko po to, żebyśmy w trakcie eskalacji zjawisk pogodowych - chociażby gwałtownych wichur - nie musieli prowadzić akcji ratowniczej. Zapobiegamy wcześniej - mówi Działo.
Komendant wojewódzki lubelskiej Straży Pożarnej, Zenon Pisiewicz tłumaczy w TOK FM, że ewakuacje odbywały się w ścisłym porozumieniu z kierownikami obozów harcerskich. - Wszystko było na spokojnie, bez stresu, dzieci zostały uprzedzone i szczegółowo poinformowane. Zostały przeniesione do innych, wcześniej przygotowanych obiektów - oświatowych czy do siedzib Ochotniczej Straży Pożarnej - mówi Pisiewicz.
Dlaczego tylko pięć?
Komendant tłumaczy, że strażacy odwiedzili wszystkie miejsca w których przebywali harcerze. - Uzgodnili z kierownikami obozów możliwości ewakuacji i lokalizacje, do których mogliby być przewiezieni uczestnicy, przekazali prognozy pogody. Jesteśmy z nimi na bieżąco w kontakcie. Funkcjonariusze uznali, że część obozów jest na dziś bezpieczna i pozostanie na miejscu. Oczywiście, wszystko może się zmienić w zależności od warunków pogodowych - tłumaczy komendant Straży Pożarnej w Lublinie.
Oprócz ewakuacji obozów harcerskich, strażacy wyjeżdżali też do powalonych na jezdnię drzew i do usuwania skutków wichury, która przeszła nad Lubelszczyzną w nocy z niedzieli na poniedziałek. - Na szczęście miniona noc była spokojna. Ale cały czas jesteśmy w gotowości. Chcę podkreślić, że bardzo dobry efekt przyniosły szkolenia z zakresu ochrony ludności i obrony cywilnej dla samorządowców. Oni sami mówią nam, że dzięki temu wiedzą, jak działać. Cały czas są w kontakcie z naszym Wydziałem Zarządzania Kryzysowego - mówi wojewoda lubelski, Krzysztof Komorski.
Dariusz Działo, który koordynuje i nadzoruje działania z ramienia wojewody podkreśla, że kluczowa jest edukacja społeczeństwa. - Każdy musi wiedzieć, by w czasie burz i ulewnych deszczy nie przebywać na wolnym powietrzu, że trzeba zabezpieczyć swój majątek, że trzeba być przygotowanym do ewakuacji. To podstawowe kwestie, na które trzeba zwrócić uwagę - mówi dyrektor Działo.
Jednocześnie na Lubelszczyźnie służby wojewody poprosiły samorządowców wszystkich szczebli o całodobowe dyżury po to, by niezwłocznie podjąć działania ratunkowe, jeśli zaszłaby taka potrzeba. - Poprosiliśmy również o stworzenie mobilnych zespołów, które - w przypadku wystąpienia strat w rolnictwie czy w obiektach użyteczności publicznej - będą jak najszybciej szacować straty - dodaje Dariusz Działo.
W gotowości czekają żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. Gdyby trzeba było pomóc np. w ewakuacji ludzi, zabezpieczaniu mienia czy budowie wałów przeciwpowodziowych, są w stanie pojawić się na miejscu w ciągu sześciu godzin. Na dziś jednak takiej potrzeby nie ma.