Wymienili imię córki i rozmowa potoczyła się już gładko. Podejrzeń nie wzbudziła nawet 20-letnia "pani notariusz"
- Ofiarą oszustwa może paść każdy, niezależnie od wieku - nie pozostawia wątpliwości Małgorzata Barska, rzeczniczka Komendanta Miejskiego Policji w Zielonej Górze. - Dlatego często powtarzam, że jeżeli ktoś dzwoni i chce rozmawiać o naszych pieniądzach, to nie słuchamy, co ma do powiedzenia, tylko się rozłączamy. Dlaczego? Bo oszuści manipulują swoim rozmówcą. Wywołują niepokój, a przecież zdenerwowana osoba nie jest w stanie racjonalnie ocenić danej sytuacji - dodaje.
Wyszukując ofiary, oszuści często posługują się książkami telefonicznymi zawierającymi numery telefonów stacjonarnych. Młodsze osoby mogą nawet nie wiedzieć, że coś takiego istnieje. Ale - jak wskazuje Barska - do książek wciąż jest dostęp. Oszuści najczęściej wybierają osoby o charakterystycznych imionach wskazujących na to, że po drugiej stronie słuchawki usłyszą osobę starszą, którą łatwiej zmanipulować.
Dzwonią. Rozmowę prowadzą tak, aby oszukiwana osoba uwierzyła, że rozmawia z kimś z rodziny, kto potrzebuje finansowej pomocy. Bardzo często osoba ta - w trakcie dyskusji - sama wymienia imiona czy inne dane bliskich, co oszuści wykorzystują, by uwiarygodnić dalszą wymianę zdań.
- Gdy osoba oszukiwana zaczyna mieć wątpliwości, oszuści zrobią wszystko, by nie przerwać połączenia i utrudnić nawiązanie kontaktu z członkami rodziny - mówi podisp. Barska. I dodaje, że kiedy oszustowi udaje się nakłonić do udzielenia "pożyczki", nagle okazuje się, że nie będzie mógł osobiście odebrać tych pieniędzy i podaje sposób ich przekazania innej osobie. Odbiorca gotówkę lub kosztowności odbiera w miejscu zamieszkania oszukiwanej osoby albo na ulicy. Zdarza się, że sprawcy ze swoimi ofiarami jadą np. do banku w celu dokonania przelewu i pobrania gotówki.
Kobieta podająca się za córkę
By osiągnąć swój cel - czyli wyłudzić pieniądze - oszuści nieustannie zmieniają sposoby działania. - Kilka miesięcy temu mieliśmy taką historię, że do starszego małżeństwa zadzwoniła kobieta podająca się za córkę. Powiedziała, że jest w szpitalu i podaje lekarza do telefonu. Ten poinformował, że potrzebne są pieniądze na eksperymentalny lek. Małżeństwo odparło, iż musi się skontaktować ze starszą córką. Prawdopodobnie wymienili przy tym jej imię. Wtedy rzekomy doktor powiedział, że starsza córka jest w szpitalu i oddał słuchawkę. Seniorzy znów usłyszeli kobiecy głos, a ponieważ oszustka przestawiła się imieniem, jakie wcześniej podali rozmówcy, byli przekonani, że to ktoś z rodziny - opowiada podisp. Barska.
Finału tego zdarzenia można się domyślić. - Ustalono, że po pieniądze zgłosi się pani z notariatu. Po kilkadziesiąt tysięcy złotych przyszła młoda, około 20-letnia dziewczyna. Ubrana w kurteczkę i jeansy. Nie pokazała przy tym żadnego dokumentu. Niestety, nawet to nie wzbudziło podejrzeń starszych państwa - wspomina nasza rozmówczyni.
Po przekazaniu pieniędzy lub wpłaceniu ich na wskazane przez oszusta konto, wszelki kontakt z przestępcami się urywa. To wtedy najczęściej pokrzywdzony orientuje się, że padł ofiarą oszusta. Odzyskanie skradzionych w ten sposób pieniędzy jest w zasadzie niemożliwe. Głównie dlatego, że przestępcy nigdy nie dzwonią z tego samego miasta, w którym namierzyli swoją ofiarę. Kurierzy odbierający przekazywane kwoty to wynajmowane osoby.
Na policjanta i pracownika banku
Jak wskazuje Barska, wciąż popularne są oszustwa "na policjanta" czy "na pracownika banku". Często dzwoniący mówią, że prowadzą specjalną "akcję". Straszą, że dane konto jest zagrożone atakiem hakerskim i w celu ocalenia pieniędzy należy założyć nowe konto, przelać na nie oszczędności, a rozmówcy udostępnić numer PIN.
Tak było ostatnio w Zielonej Górze. Starsze małżeństwo odebrało telefon od osoby podającej się za policjanta. Rzekomy funkcjonariusz próbował wmówić, że ktoś chciał włamać się na ich konto bankowe. Przestraszeni seniorzy uwierzyli w opowiedzianą historię i wykonywali polecania, które słyszeli przez telefon. Podali dane do konta, a także - za pomocą kodów autoryzacyjnych - realizowali nieznane transakcje. Z ich konta zniknęło ponad 70 tys. złotych. Zaraz potem seniorzy dostali informację, że ktoś zaciągnął na nich 78 tys. złotych pożyczki. Wtedy zorientowali się, że zostali oszukani. Zadzwonili na policję. Tym razem udało się oszczędności uratować. Zlecony przelew na 70 tys. złotych został zablokowany, a umowa pożyczki unieważniona. - Funkcjonariusze nigdy nie żądają wpłaty żadnych pieniędzy ani nie informują o prowadzonych działaniach [przez telefon] - przypomina podisp. Małgorzata Barska.
Nasza rozmówczyni wskazuje też, że oszuści - w krótkich odstępach czasu - wykonują do swoich ofiar bardzo dużo połączeń. To przemyślane działanie mające na celu wywarcie presji psychologicznej i nakłonienia do szybkiego przekazania pieniędzy. Takie częste telefony mają też utrudnić osobie oszukiwanej ocenę sytuacji, w jakiej się znajduje. By być wiarygodnym, przestępcy nakłaniają nawet do oddzwonienia na rzekomy numer banku, który wyświetlił się na ekranie rozmówcy. - Nigdy tego nie róbmy. Należy rozłączyć się i samemu z klawiatury wybrać numer telefonu placówki, która obsługuje nasze konto bankowe - tłumaczy policjantka.
"Nie dajmy się nabrać"
Barska radzi: "Bądźmy ostrożni, nie dajmy się nabrać i chrońmy swoje dane dostępowe do kont bankowych, jak również dane kart płatniczych i kredytowych". Wskazuje, że prośba o przelew pieniędzy na podane konto czy zatwierdzanie nieznanych transakcji, przelewów czy wypłat blikiem powinny wzbudzić czujność. Najlepiej wtedy rozłączyć się i zadzwonić na numer 112.
Policjanci ostrzegają także przed znajomościami nawiązywanymi w sieci. Barska wskazuje, że powinniśmy weryfikować informacje i bardzo uważać na to, co o sobie ujawniamy. Kolejny raz zielonogórska policja otrzymała zgłoszenie o szantażu. Przestępcy zażądali od osoby pokrzywdzonej pieniędzy, twierdząc, że mają jej intymne nagrania.
Jak działają? Najpierw zaczepiają swoją ofiarę w mediach społecznościowych. Jeśli odpowie, nawiązują korespondencję. Kiedy nawiąże się więź, osoba po drugiej stronie proponuje bardziej intymne spotkania on-line. Niestety, często po takim spotkaniu znajomość się kończy. Osoba pokrzywdzona dostaje wiadomość: "Zapłać, bo wrzucimy do sieci nagranie".
Problem nie dotyczy tylko naszego kraju. - Przestępcy działają w podobny sposób na całym świecie, zarówno przy oszustwach na wnuczka, policjanta albo stosując wspominany szantaż - mówi podisp. Barska. Jedyne, co możemy zrobić, to zachować ostrożność. Policjantka podkreśla, że przy tego typu sprawach bardzo ważną rolę odgrywa profilaktyka. Dlatego też powinno się uświadamiać innych - np. dzieci - przed grożącym niebezpieczeństwem ze strony oszustów.