Co nam pokazały wybory w Krakowie? Politolog nie ma dobrych wieści dla Tuska
- W niedzielę w Krakowie odbyły się wybory uzupełniające do Senatu;
- Wygrała Monika Piątkowska, kandydatka Koalicji Obywatelskiej, PSL i Lewicy;
- Frekwencja wyniosła zaledwie 16,52 proc.;
- Nie da się ukryć, że uzyskany przez panią Piątkowską wynik jest słabszy od tego, który udało się wypracować Bogdanowi Klichowi w poprzednich wyborach do Senatu - komentuje politolog.
O miejsce po Bogdanie Klichu, który objął stanowisko w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, ubiegało się czworo kandydatów: Adam Berkowicz reprezentujący Konfederację, Mateusz Małodziński popierany przez PiS, Monika Piątkowska zgłoszona przez KO, PSL i Lewicę oraz Ewa Sładek z Partii Razem.
Kiepskie zainteresowanie wyborami w Krakowie
Tłumów w komisjach nie było. Frekwencja wyniosła zaledwie 16,52 proc. Dlatego do zwycięstwa wystarczyło zdobycie ponad 25 tysięcy głosów - na Monikę Piątkowską głosował co drugi uprawniony (50,14 proc.).
Według premiera Donalda Tuska to miał być test mobilizacji przed majowymi wyborami prezydenckimi. - Byłam bardzo zdeterminowana, bo wiedziałam, że te wybory nie są zwykłymi wyborami uzupełniającymi do Senatu. To jest prawdziwy sondaż preferencji wyborczych mieszkanek i mieszkańców Krakowa - mówiła mi Piątkowska bezpośrednio po ogłoszeniu wyników.
Platforma Obywatelska ma powody do zadowolenia?
Plan minimum został zatem wykonany, ale trudno uciec od porównań. Bogdan Klich w 2023 roku uzyskał 70,90 proc. poparcia.
- Nie da się ukryć, że uzyskany przez panią Piątkowską wynik jest słabszy od tego, który udało się wypracować Bogdanowi Klichowi w poprzednich wyborach do Senatu - komentuje politolog dr Łukasz Stach z Centrum Studiów Międzynarodowych i Rozwoju Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Nastąpił tutaj wyraźny spadek. Trudno jednak prognozować - przy tak niskiej frekwencji - czy te wyniki przełożą się na wybory prezydenckie. Sam wynik, ale i niska frekwencja, budzi pytania dotyczące mobilizacji elektoratu oraz pewnej tendencji związanej z tym, że poparcie dla Koalicji Obywatelskiej zatrzymało się lub też spada, co pokazują również sondaże - dodaje w rozmowie ze mną ekspert.
Wybory w Krakowie. Jak wypadli pozostali kandydaci?
Drugi wynik - 31,41 proc. uzyskał polityk Prawa i Sprawiedliwości Mateusz Małodziński, startujący z obywatelskiego KWW "Dla Krakowa". - W porównaniu do poprzednich wyborów nie jest to jakiś skok poparcia - komentuje politolog. I dodaje, że również wynik kandydata Konfederacji (Adama Berkowicza poparło 10,47 proc. głosujących) może być rozczarowaniem. - Konfederacja może cieszyć się z tego, że te wybory potwierdzają, że jest trzecią siłą polityczną, ale wynik nie należy do szczególnie wysokich, lokuje się poniżej sondaży - zauważa mój rozmówca.
Powyżej sondażowych wyników wypadła za to kandydatka Partii Razem Ewa Sładek, na którą zagłosowało 7,98 proc. wyborców. Zdaniem eksperta wpływ na to ma specyfika Krakowa. - Tutaj znowu pojawia się kwestia czynnika wielkomiejskiego, który jednak sprzyja ugrupowaniom o silnym charakterze lewicowo-liberalnym - mówi.
Bezbarwna kampania w Krakowie
Sama kampania była - zdaniem politologa - dość bezbarwna. - Ale i nie powinniśmy oczekiwać żadnych fajerwerków, ponieważ była to swego rodzaju, nawet nie dogrywka, tylko uzupełnienie wyborów. Nie cieszyły się one dużym zainteresowaniem elektoratu, wydaje się też, że sami kandydaci nie włożyli maksimum wysiłków w wypracowanie doskonałego rezultatu - mówi Łukasz Stach.
W jego ocenie krakowskie wybory - jako prognostyk do wyborów prezydenckich - wydają się być mało miarodajne. - Przede wszystkim ze względu na fakt, że mamy tutaj do czynienia z dużym ośrodkiem miejskim, który z automatu sprzyja w polskich warunkach kandydatom Koalicji Obywatelskiej i ze względu na bardzo niską frekwencję. Ta w wyborach prezydenckich będzie zapewne dużo, dużo wyższa - przewiduje.