,
Obserwuj
Małopolskie

A w Krakowie na Szewskiej zrobiło się... ciszej. "Efekt był piorunujący"

Paulina Nawrocka-Olejniczak
4 min. czytania
21.07.2025 09:51
W centrum Krakowa nocą zrobiło się nieco spokojniej - widać to w statystykach wykroczeń i po liczbie zgłoszeń do służb. Na mieście spotkać można więcej patroli policjantów, strażników miejskich i specjalnych wolontariuszy. W każdy weekend wspierają ich też urzędnicy.
|
|
fot. Jan Graczynski/East News

 

  • Kraków od lat boryka się z problemem hałasu w centrum;
  • Początek wakacji to moment newralgiczny, dlatego prezydent miasta przekazał 600 tysięcy złotych na dodatkowe wynagrodzenia dla służb;
  • "Raporty straży miejskiej, policji, "city helpers" i moje osobiste obserwacje wskazują, że sytuacja (jeśli chodzi o hałas) się poprawiła" - mówi nam nocny burmistrz Krakowa;
  • Problemem w Krakowie pozostają sprzedawcy świecących helikopterków i promotorzy nocnych klubów. Samorządy mają związane ręce, bo brakuje ustawowych rozwiązań regulujących takie profesje.

 

Mieszkańcy Krakowa narzekają na głośne grupy imprezowiczów (przede wszystkim turystów), nocne rozróby czy nielegalny handel. Szczególnie dotknięte tym problemem są główne rozrywkowe arterie odchodzące od Rynku Głównego, na czele z ulicą Szewską. Walka o spokój trwa od dawna, od roku nabrała dodatkowego tempa wraz z powołaniem instytucji Nocnego Burmistrza.

Kim są "city helpers"?

Początek wakacji to moment newralgiczny, dlatego w połowie czerwca na ulice Krakowa wyruszyły specjalne nocne patrole. Prezydent miasta zdecydował o przekazaniu 600 tysięcy złotych na dodatkowe wynagrodzenia dla służb: 200 tysięcy trafiło do policji, a 400 tysięcy do straży miejskiej.

Do funkcjonariuszy dołączyli tzw. city helpers - grupa specjalnie przeszkolonych pracowników urzędu, którzy pełnią rolę ulicznych pomocników. Ich głównym zadaniem jest udzielanie informacji turystom, przypominanie o obowiązujących zasadach w mieście oraz dbanie o porządek i bezpieczeństwo. Nocą mają być "oczami i uszami" straży miejskiej. - "City helpers" wspomagają patrole w weekendy do drugiej w nocy, mają bezpośredni kontakt z dyżurnym straży miejskiej, przekazują zgłoszenia o wykroczeniach i zakłóceniach - wylicza burmistrz nocny Krakowa Jacek Jordan.

Przez zabawy 'areczków' oni nie mogą spać. 'Siadam wściekła i piszą maile'

Start tegorocznej akcji określa jako "spektakularny". - Zaczęliśmy od mocnego uderzenia 14 czerwca. Razem ze strażą miejską i policją patrolowaliśmy Szewską. Koło północy znaleźliśmy trzy duże grupy młodzieży z boomboxami, głośne, spożywające alkohol. Natychmiast wezwaliśmy cztery patrole straży miejskiej i dwa policyjne - i to z psami. Pół godziny zajęło nam wyciszenie sytuacji, a efekt był piorunujący: choć ludzi było naprawdę sporo, nagle w okolicach Rynku zrobiło się zdecydowanie ciszej - opowiada Jordan i podkreśla, że nawet najbardziej uciążliwe lokale zaczęły wyciszać muzykę i zamykać ogródki.

Efekt, jak zapewnia, nie był jednorazowy. - Raporty straży miejskiej, policji, "city helpers" i moje osobiste obserwacje wskazują, że sytuacja się poprawiła. Podczas kolejnej dużej akcji na Szewskiej nie trzeba już było wzywać posiłków - dodaje Jordan.

Świecące helikopterki i promotorzy klubów. "To proceder nielegalny"

Ale miastu do ideału wciąż daleko. W zeszły weekend funkcjonariusze odnotowali ponad 200 wykroczeń, z czego ponad połowa zakończyła się mandatami karnymi. Nie dotyczą już tylko ścisłego, najbardziej problematycznego centrum. Patrole pojawiły się także na Bulwarach Wiślanych. Reagują nie tylko na alkohol i hałas, ale również na nagabywanie i nielegalny handel, który - jak przyznaje Jordan - stale ewoluuje. - Doskonale zdajemy sobie sprawę, że to walka z wiatrakami. To grupy bardzo dobrze zorganizowane, mają czujki i szybko reagują na widok patroli - przyznaje nasz rozmówca.

Problemem są zwłaszcza sprzedawcy świecących helikopterków. - Kupują je w hurtowni za 2 zł, sprzedają po 20 zł. Pamiętajmy, to jest proceder nielegalny, oni nie płacą podatków, popełniają wykroczenie i w związku z tym kupujący również popełnia wykroczenie - podkreśla Jordan. Według burmistrza sprzedawcy w godzinę potrafią sprzedać 100 światełek - a to już duży, nieopodatkowany zysk.

Wyzwaniem pozostają także promotorzy klubów nocnych (czyli osoby, które na ulicach zachęcają przechodniów, by przyjść do klubu). - Najgorsze kluby zniknęły, ale kwestia tzw. promotorów jest dalej nierozwiązana, bo nie ma prawa, które zakazywałoby takiej działalności. Jedyną formą walki jest zgłaszanie przypadków nachalnego nagabywania, a to wymagałoby złapania na gorącym uczynku i w praktyce wezwania służb przez osobę, która jest zaczepiana. Mało kto się na to decyduje - wyjaśnia.

Turyści biją tu rekordy, a mieszkańcy narzekają. 'Powoli robi się już Disneyland'

Brakuje ustawowych rozwiązań

Samorządy mają związane ręce, bo brakuje ustawowych rozwiązań regulujących takie profesje. Dlatego Komisja ds. Zrównoważonej Gospodarki Nocy, której Jordan przewodzi, nie ogranicza się tylko do działań doraźnych. Równolegle trwają prace nad nowelizacją przepisów - m.in. przygotowywane są projekty uchwał i rezolucji do parlamentu.

- Chcemy przygotować rezolucję dotyczącą nowelizacji ustawy wprowadzającą kategoryzację lokali gastronomicznych, żeby rozróżnić te, których główny obrót to jedzenie, od tych, w których dominuje alkohol. To pozwoliłoby samorządowi ograniczyć godziny otwarcia "typowych" klubów, bez karania restauracji czy kawiarni, z których też nocą korzystają turyści czy podróżni. - Teraz nie mamy możliwości prawnych, by na przykład zamknąć tylko lokale skupione na sprzedaży alkoholu, wprowadzić jakąkolwiek formę prohibicji. Każda restrykcja musi obejmować wszystkie lokale gastronomiczne - wyjaśnia nasz rozmówca.

Jak podkreśla nocny burmistrz, latem komisja pracuje w zwolnionym tempie z uwagi na urlopy, ale już w sierpniu na tapet mają trafić legislacyjne propozycje rozwiązań. A wzmocnione patrole mają wychodzić na ulice w każdy weekend, aż do połowy września.