Czarnkowi nie podoba się Szkoła w Chmurze. "Będziemy walczyć, aż skończymy z tą patologią"
Zgodnie z przepisami uczniowie w edukacji domowej realizują obowiązek szkolny poza murami szkoły. Odpowiedzialność za edukację spada wtedy na rodziców. Uczniowie muszą być jednak zapisani do konkretnej placówki, w której co roku zdają egzaminy do następnej klasy. Taka szkoła dostaje subwencję oświatową na każdego ucznia.
Po poluzowaniu przepisów - co polegało m.in. na zniesieniu rejonizacji dla edukacji domowej oraz wskutek pandemii i zdalnych lekcji - popularność edukacji domowej znacząco wzrosła. Według raportu Ministerstwa Edukacji i Nauki, przygotowanego dla Fundacji Edukacji Domowej, w ten sposób uczy się już ponad 42 tys. dzieci. To oznacza, że mniej więcej połowa korzysta ze Szkoły w Chmurze.
Z początkiem roku minister edukacji obciął finansowanie największym szkołom specjalizującym się w edukacji domowej. Nalegały na to samorządy, w tym Warszawa. Zgodnie z rozporządzeniem niemal z dnia na dzień placówki mające powyżej 200 uczniów realizujących obowiązek szkolny poza murami szkolnymi, otrzymują 20 proc. kwoty standardowej subwencji. Mniejsze zostały przy 80 proc.
Jak już pisaliśmy, z tego powodu Szkoła w Chmurze wpadła w kłopoty finansowe. Placówka skarży się, że musi ograniczać wydatki i wstrzymywać inwestycje. Zwolniła też część pracowników.
Szkoła w Chmurze w tarapatach. Zwolniono część nauczycieli. Co z uczniami? 'To bilet w jedną stronę'
Minister Czarnek: Będziemy z tym walczyć do końca
To jednak może być dopiero początek jej problemów. Minister chce kolejnych ograniczeń dla największych placówek. - Nie mamy nic przeciwko edukacji domowej, ale edukacja domowa to edukacja domowa, a nie edukacja stadionowa i w chmurze - stwierdził w środę Przemysław Czarnek.
- Jeśli mówimy o szkole, która ma kilkadziesiąt tysięcy uczniów i służy również temu, żeby uczniowie szkół, zwłaszcza ponadpodstawowych, korzystając z braku zainteresowania niektórych rodziców, obchodzili obowiązek szkolny (...), a później liczyli na zdanie egzaminów klasyfikacyjnych na jakimś stadionie, w jakimś tłumie albo w sposób zdalny, to to nie jest żadna edukacja domowa, tylko nowoczesny sposób obejścia obowiązku szkolnego. Będziemy z tym walczyć do końca, aż skończymy z tą patologią - zapowiadał Czarnek.
Dopytywany o konkrety przypomniał propozycje złożone w tzw. ustawie Lex Czarnek, którą zawetował prezydent. To m.in. ograniczenie liczebności szkół przyjmujących uczniów w edukacji domowej oraz wprowadzenie obowiązkowych egzaminów stacjonarnych.
- Edukacja domowa polega na tym, że rodzice - albo jedno z rodziców - zajmują się swoimi dziećmi. Edukują je domowo, a następnie zdają one egzaminy klasyfikacyjne po to, żeby przejść do następnej klasy. Jeśli natomiast na bazie edukacji domowej tworzy się wielotysięczne szkoły, a następnie przeprowadza się półfikcyjne egzaminy, to z edukacją domową nie ma to nic wspólnego - mówił minister.
Szkoła w Chmurze: Nieuchronne zmiany
W Szkole w Chmurze egzaminy klasyfikacyjne do następnej klasy uczniowie mogą zdawać zdalnie. Pozwalają na to przepisy. W maju placówka zorganizowała po raz pierwszy maturę. Stacjonarnie - na stadionie Legii Warszawa - pisało ją ponad 700 uczniów. W pierwszych dniach egzaminy rozpoczęły się z opóźnieniem. Na miejscu byli jednak obserwatorzy z Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej i kuratorium, którzy nie dopatrzyli się poważniejszych naruszeń. Do egzaminu ósmoklasisty na stadionie Legii i w Hali Expo XXI przystąpiło z kolei ponad 1,5 tys. uczniów.
Maturzyści ze Szkoły w Chmurze napiszą egzamin dojrzałości jeszcze raz? Jest decyzja OKE
Do słów ministra odniosła się dyrektorka Szkoły w Chmurze. W komentarzu przesłanym TOK FM Barbara Jędrusiak napisała:
Według nas szkoły mają służyć przede wszystkim dzieciom i młodym ludziom. Kiedy nasi uczniowie przychodzą do szkoły, to tylko 20 proc. z nich deklaruje, że ma dobre lub bardzo dobre samopoczucie, a po kilku miesiącach - już 80 proc.! Oprócz tego poprawia się ich zdrowie psychiczne i fizyczne, rozwijają swój potencjał artystyczny, naukowy, przedsiębiorczy.
Mamy zespół psychologów, którzy dbają o dobrostan uczniów podczas darmowych konsultacji, a w razie jakiejkolwiek wątpliwości - sprawdzamy, czy wszystko jest OK w rodzinie ucznia i w razie potrzeby zgłaszamy sprawy do odpowiednich służb. Najważniejsze jednak jest to, że nasza szkoła jest dla uczniów i rodziców, którzy chcą brać odpowiedzialność za swoją edukację i swoje życie, i to oni będą ponosić największe konsekwencje wyboru takiej szkoły.
Jędrusik przekonywała też, że zamiast blokować "nieuchronne zmiany w systemie edukacji, których Szkoła w Chmurze jest tylko przejawem", minister powinien zastanowić się nad tym, jak edukacja za kilka lat może wyglądać i co zrobić, by zaspokoić potrzeby wszystkich zaangażowanych w nią stron.
Prawie połowa szkół pod kreską
Szkoła w Chmurze jest największą, ale nie jedyną placówką przyjmującą uczniów chcących spełniać obowiązek szkoły poza tradycyjnym systemem. Kolejne zmiany uderzają również w pozostałe szkoły wspierające edukację domową.
Jak wynika z badań Fundacji Edukacji Domowej, każda ze szkół deklaruje, że zmiany w finansowaniu wprowadzone 1 stycznia wpłynęły na ich sytuację finansową. 55 proc. jest jednak w stanie sfinansować koszty podstawowych działań związanych z obsługą uczniów w edukacji domowej. Brak takiej możliwości deklaruje 45 proc. badanych szkół.
Według fundacji zmiany związane z finansowaniem bezpośrednio zaszkodziły uczniom. Prawie 60 proc. placówek musiało zmniejszyć liczbę uczniów chcących przejść na edukację domową. Prawie 14 proc. szkół było zmuszonych do zwolnienia pracowników.