advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Mazowieckie

Zarzut dla mężczyzny, który wszedł na pomnik smoleński. Groził, że się wysadzi

tokfm.pl/PAP
2 min. czytania
16.10.2023 14:43
Krzysztof B., który w sobotę wszedł na pomnik smoleński, usłyszał zarzut i został objęty policyjnym dozorem - przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prok. Szymon Banna. Śledczy potwierdzili, że mężczyzna nie miał przy sobie żadnego ładunku wybuchowego.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

W sobotę około godz. 10 na pomnik smoleński na pl. Piłsudskiego wszedł mężczyzna, który zagroził, że się wysadzi. Wszedł na sama górę pomnika z torbą. Twarz miał zasłoniętą czarną chustą.

Policja zadecydowała o zamknięciu placu i ulic przyległych. Na miejscu działali policyjni negocjatorzy i kontrterroryści - w sumie zaangażowanych było kilkuset funkcjonariuszy. Po rozmowie z negocjatorem, mężczyzna zszedł z pomnika, został obezwładniony i zatrzymany. Trafił do wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw.

- Krzysztof B. w poniedziałek został przekazany do dyspozycji prokuratury, gdzie usłyszał zarzut stworzenia sytuacji mającej wywołać przekonanie o istnieniu zagrożenia dla życia lub zdrowia wielu osób i w efekcie wywołanie czynności policji, wiedząc, że takie zagrożenie nie istnieje oraz zmuszenia groźbą interweniujących funkcjonariuszy policji do określonego zachowania - poinformował prok. Banna.

Zaznaczył, że w toku śledztwa ustalono, że mężczyzna w sobotę nie posługiwał się urządzaniem wybuchowym, ani innym niebezpiecznym narzędziem. - Mężczyzna w dniu dzisiejszym złożył wyjaśniania w Prokuraturze. Z uwagi na konieczność zapewnienia prawidłowego toku postępowania prokurator zostawiał wobec niego środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji z obowiązkiem stawiennictwa w wyznaczonej jednostce policji - dodał.

Wyjaśnił, że za czyn ten grozi mu kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

Jak dowiedziała się PAP, mężczyzna stojąc na pomniku, nie miał żadnych postulatów oprócz tego, że chciał jedynie dostać mikrofon i głośnik. W reklamówce miał kilka kabli i zapalnik, który po sprawdzeniu pirotechnicznym okazały się atrapą.