,
Obserwuj
Mazowieckie

Noc na "dołku" po Strajku Kobiet. Janek Radziwon ma dostać od państwa zadośćuczynienie

3 min. czytania
13.01.2024 10:00
2,5 tysiąca złotych zadośćuczynienia przyznał Janowi Radziwonowi Sąd Okręgowy w Warszawie. Chodzi o sprawę niezasadnego zatrzymania podczas protestu Strajku Kobiet. - Dla mojego syna ma to ogromne znaczenie - mówi Marek Radziwon, ojciec Jana.
|
|
fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Wyborcza.pl

Manifestacja, na której zatrzymano Janka Radziwona, miała miejsce w listopadzie 2020 roku, niedługo po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu aborcji. Chłopak miał wtedy 17 lat. Na komisariacie spędził ponad 30 godzin. Usłyszał zarzut naruszenia nietykalności cielesnej jednego z funkcjonariuszy. Sprawa była szeroko opisywana w mediach .

Radziwon od początku przekonywał, że nie naruszył niczyjej nietykalności. Gdy policja go wylegitymowała - pokazał szkolną legitymację, podał adres zamieszkania, a także numery telefonów obojga rodziców. Utrzymywał więc, że został niesłusznie zatrzymany i domagał się za to zadośćuczynienia. Sąd Okręgowy w Warszawie przyznał mu rację. Radziwon ma otrzymać 2,5 tys. złotych.

- Nie mamy jeszcze pisemnego uzasadnienia. Poznaliśmy jedynie ustne uzasadnienie, bo byłem na ogłoszeniu wyroku. Sąd przyznał Jankowi zadośćuczynienie za niezasadne zatrzymanie. Dla mojego syna ma to ogromne znaczenie. Jego głębokie przekonanie, że działał zgodnie z prawem, w ważnej sprawie, zostało potwierdzone przez sąd - mówi Marek Radziwon, tata Janka.

- Sąd stwierdził, że po tym, jak Janek podał wszystkie dane, wiadomo było, że chodzi do szkoły w Warszawie. W związku z tym przewożenie go do dwóch różnych komisariatów, a potem do trzeciego miejsca, gdzie przetrzymywano go przez ponad 30 godzin, było zupełnie niepotrzebne - dodaje ojciec 20-letniego dziś Jana.

Wyrok jest nieprawomocny, policja może się od niego odwołać.

Warszawski sędzia orzekał w sprawie Wąsika i Kamińskiego. Czeka go dyscyplinarka?

Sprawa za naruszenie nietykalności

W sądzie jest akt oskarżenia przeciwko Jankowi za naruszenie nietykalności policjanta. Ta sprawa jeszcze nie ruszyła, nie ma nawet wyznaczonego terminu.

Rodzina złożyła też w sądzie pozew na drodze cywilnej. Jak pisaliśmy na naszym portalu, zdecydowano się pozwać Skarb Państwa, reprezentowany przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Komendanta Głównego Policji. Janek z rodzicami wciąż czekają na wyznaczenie terminu rozprawy. Jak mówią, nie chcą pieniędzy, a jedynie symbolicznego przyznania się do winy. - Chodzi o naruszenie dóbr osobistych w postaci godności i wolności Janka Radziwona. Przed sądem będziemy dochodzić przeprosin - informowała w TOK FM mecenas Hanna Marcinkiewicz z Kancelarii Leśnodorski, Ślusarek i Wspólnicy.

- Uważam, że na każdą akcję powinna być reakcja. Jako obywatel nie zgadzam się na takie działania policji i nie będę siedział cicho - mówił nam w 2020 roku sam Janek Radziwon. - Wielkimi krokami zmierzamy w stronę autorytaryzmu, który możemy obserwować w wielu miejscach na świecie. A obywatele Polski mieszkają w kraju demokratycznym, przynajmniej na papierze. Mieszkają w państwie, które jest w Unii Europejskiej, w NATO i nie można się godzić na łamanie praw człowieka - tłumaczył Janek.

- Paradoks polega na tym, że ówczesny minister spraw wewnętrznych i komendant główny policji nie pełnią już swoich funkcji. Znamy nazwiska tych ludzi. Takie jednak są zasady Kodeksu cywilnego - występujemy przeciwko Skarbowi Państwa, choć rozumiemy, że ludzie, którzy spowodowali to zamieszanie, nie pełnią już swoich funkcji - podsumowuje tata Janka.