,
Obserwuj
Mazowieckie

Nie czekały na związki partnerskie, wzięły ślub w Danii. "W Polsce wylano na nas kubeł zimnej wody"

7 min. czytania
25.06.2024 16:18
Pisarka Renata Lis, autorka książki "Moja ukochana i ja" jest w związku z Elżbietą Czerwińską od prawie 30 lat. W marcu wzięły ślub w Danii. Teraz chcą, żeby uznano ich prawa w Polsce. - Gdy w czasie kampanii wyborczej słuchałam przemówień Donalda Tuska, to byłam przekonana, że związki partnerskie to jest coś, co oni traktują jako rzecz niezbędną, którą załatwią szybko i bez problemów, że będą ją popierać i o którą będą zabiegać. A jest, jak jest - przyznają.
|
|
fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Po wyborach 15 października liczyły na demokratyczną większość. Wierzyły w zmiany, w tym w działania nowej władzy na rzecz osób ze społeczności LGBT+. Choćby na związki partnerskie. Niewiele się jednak działo, dlatego postanowiły wziąć ślub w Danii. - Było to dla nas ważne - podkreślają. Uroczystość odbyła się w marcu 2024 roku. - Było pięknie, duńska urzędniczka cieszyła się, że może nam tego ślubu udzielić. To było widać - opowiadają.

Żony od początku wiedziały, że będą chciały, by Polska uznała ich małżeństwo. - Nie zgadzam się z twierdzeniem, że my teraz o to walczymy - nie, my po prostu robimy to, co jako obywatelki zrobić powinnyśmy. Prawo oczekuje od nas, że jeśli zmieniłyśmy stan cywilny w innym kraju Unii Europejskiej, to powinnyśmy w określonym terminie zgłosić to w Polsce, w Urzędzie Stanu Cywilnego, żeby państwo polskie mogło wpisać do swoich rejestrów, że zmieniłyśmy stan cywilny - tłumaczy Renata.

Dlatego właśnie z aktem ślubu zgłosiły się do Urzędu Stanu Cywilnego w Warszawie, by dokonać transkrypcji dokumentu - chodzi o wierne przeniesienie na grunt polskiego prawa treści zagranicznego aktu stanu cywilnego - zarówno językowo, jak i formalnie - bez żadnej ingerencji w pisownię imion i nazwisk. - Złożyłam wypełniony przez nas wniosek, wraz z tłumaczeniem przysięgłym aktu naszego małżeństwa, wniosłam opłatę i zaczęłyśmy czekać. Urząd miał 30 dni, aby jakoś odnieść się do naszej sprawy - opowiada w TOK FM Renata Lis.

Liczyły na zmiany

Gościnie TOK FM wiedziały, że za czasów 'dobrej zmiany' i rządów Zbigniewa Ziobry każdorazowo o próbach transkrypcji dokumentów w USC była zawiadamiana prokuratura. Ministerstwo wydało urzędom takie polecenie. Prokuratorzy włączali się do takich spraw niejako z urzędu, by udowadniać, że prawo nie pozwala na transkrypcję dokumentów. Renata i Elżbieta były jednak przekonane, że w ich sprawie, po wyborach 15 października, będzie inaczej.

Dlatego mimo wszystko, sporym zaskoczeniem było dla nich to, gdy kilka dni temu dostały pismo z warszawskiego USC, podpisane przez zastępcę kierownika tej instytucji. To informacja o tym, że o sprawie poinformowano prokuraturę. 'Uprzejmie informuję, że w dniu 17 maja br. w tutejszym Urzędzie Stanu Cywilnego został złożony wniosek o dokonanie transkrypcji aktu małżeństwa zawartego w Danii, pomiędzy Panią Elżbietą Czerwińską a Panią Renatą Lis. W załączeniu przekazuję kopię akt sprawy' - napisał kierownik Marek Żochowski w liście skierowanym do Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

 

- Prokurator w Polsce kojarzy nam się z przestępstwem. Wokół ciebie zaczyna się tworzyć aura, że zrobiłaś coś złego. W tle jest już jakiś Kodeks karny, śledztwo, oskarżenie. Dlatego - mimo, że znałyśmy polecenie Ziobry - to pismo to był dla nas ciężki cios. Poczułam się okropnie, jako osoba naznaczona i napiętnowana. Zaczęłam się niepokoić, czy prokuratura nie tworzy sobie jakichś własnych rejestrów, bez naszej zgody i właściwie nie wiadomo, w jakim celu - opowiada Renata. - Powiem szczerze, że to przekroczyło jednak trochę moją wyobraźnię. Bo po tym miękkim ślubie we wspaniałej Danii, w Kopenhadze, w Polsce właśnie wylano na nas kubeł zimnej wody - dodaje Elżbieta.

Kto popełnił błąd

Renata opisała wszystko w mediach społecznościowych, załączając pismo, które otrzymały. Dokument datowany na czerwiec, który w ogóle nie powinno do nich trafić. Okazało się bowiem, że prokurator krajowy już w maju wydał polecenie, aby już nigdy więcej nie informować śledczych o tym, że do danego Urzędu Stanu Cywilnego zgłasza się para jednopłciowa, która pobrała się za granicą i chce dokonać transkrypcji aktu małżeństwa. 'Akty stanu cywilnego i wiążące się z nimi normy dotyczące małżeństwa należą do kompetencji państw członkowskich. Wykonywanie tych kompetencji przez państwo nie może jednakże naruszać prawa UE do swobodnego przemieszczania się i przebywania na terytorium państw członkowskich, co powinno skutkować uznaniem stanu cywilnego osoby, ustalonego w innym państwie członkowskim (poszanowanie godności jednostki art. 1 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej)' - napisała Prokuratura Krajowa w komunikacie.

Z informacji przekazanych 'Gazecie Wyborczej' przez wiceprezydentkę Warszawy, Aldonę Machnowską-Górę wynika, że 6 czerwca Prokuratura Okręgowa poprosiła miejskich urzędników o udzielenie informacji "w przedmiocie, czy USC m.st. Warszawy Sekcja Obrotu Zagranicznego prowadził w okresie od udzielenia ostatniej informacji (od 19 grudnia 2023) postępowania administracyjne w przedmiocie transkrypcji aktów stanu cywilnego, w których jako małżonków wpisano osoby tej samej płci". Pani prezydent wskazała, że pismo, które dotarło do Renaty Lis i Elżbiety Czerwińskiej, nie jest wynikiem "nadgorliwości" urzędnika, ale odpowiedzią właśnie na ten wniosek z prokuratury. Do USC w Warszawie nowe wytyczne - nowej prokuratury - by o takich rzeczach nie informować - po prostu jeszcze nie dotarły.

- Czy pisma się rozminęły, czy nie, to mówiąc szczerze, mnie to średnio interesuje. Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego miał obowiązek stosować się do aktualnych przepisów. Nie zrobił tego i zrobił to na naszą szkodę - tłumaczy Renata. - Wydaje mi się, że ten pan kierownik dalej tkwi mentalnie w systemie, który ściga ludzi, którzy korzystają z możliwości, które dała nam Unia Europejska, że możemy zawierać śluby - dodaje Elżbieta.

Co na to prokuratura?

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Piotr Antoni Skiba przekazał TOK FM, że do sprawy pani Renaty i jej partnerki o transkrypcję aktu małżeństwa śledczy z całą pewnością się nie przyłączą. - Dla nas stanowisko na dziś jest jasne - koniec z przyłączaniem się do takich postępowań. Taka jest decyzja Prokuratury Krajowej i my już więcej nie będziemy tego robić. Odpowiednie informacje zostały też przekazane do prokuratur niższego szczebla - mówi w rozmowie z TOK FM prokurator Skiba. I dodaje, że z jego ustaleń wynika, że przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie jest obecnie kilka postępowań, do których - jeszcze za 'dobrej zmiany' - prokurator się przyłączył. Te sprawy są jednak na razie zawieszone, bo sądy czekają na odpowiedź TSUE na pytania prejudycjalne w tym zakresie.

Obie przyznają jednocześnie, że stanowisko nowego prokuratora krajowego to ogromna zmiana, którą należy docenić i pochwalić, jako idącą we właściwym kierunku. - Choć dziwi to, że nie wyszło to od polityków którejś z partii rządzących, bo tego bym oczekiwała - dodaje Renata.

Co ze związkami partnerskimi?

Nasze rozmówczynie nie kryją, że w ich przypadku - gdy są już po ślubie - związki partnerskie to za mało. Ale wiedzą, że wiele par na takie rozwiązanie czeka. Czują się rozczarowane działaniami obecnego rządu, w tym tempem prac - m.in. ze strony ministry do spraw równości, Katarzyny Kotuli.

- Kilka dni temu odbyło się spotkanie Katarzyny Kotuli z PSL. Miało być ostateczne i decyzyjne, ale decyzje nie zapadły. A przy okazji, dowiedziałam się z największym zdumieniem, że w czasie tej rozmowy z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem pan premier usłyszał od niej, że np. związki partnerskie funkcjonują od lat na Węgrzech. Czyli on tego wcześniej nie wiedział, a miał czelność mieć zdanie w tej sprawie. Ale zastanawia mnie też, dlaczego nie został poinformowany o tym wcześniej, skoro mówimy o tym od miesięcy - mówi Renata Lis. - Te korowody, które są związane z tą sprawą, budzą we mnie głęboką nieufność. Jest to dla mnie nieprzejrzyste i nieczytelne. Gdy w czasie kampanii wyborczej słuchałam przemówień Donalda Tuska, to byłam przekonana, że związki partnerskie to jest coś, co oni traktują jako rzecz niezbędną, którą załatwią szybko i bez problemów, że będą ją popierać i o którą będą zabiegać. A jest, jak jest - dodaje gościni TOK FM.

Elżbieta Czerwińska podkreśla z kolei, że w jej ocenie cała sprawa jest 'rozmywana'. - Choć to jest nawet coś więcej niż rozmycie czy manipulacja. Dla mnie to jest oszustwo. Takie mamy poczucie, że jest to niedotrzymanie obietnic - mówi Elżbieta.

'Politycy nie są od przydzielania czy odbierania nam godności'

- Związki partnerskie czy szerzej - równość małżeńska - to nie jest coś, o co ja chcę kogokolwiek prosić, to nie jest coś, co ktokolwiek może mi dać. Politycy nie są od tego. Oni nie są od przydzielania czy odbierania ludziom godności. Nie są też od wychowywania nas, po prostu - tłumaczy Renata. Obie wskazują, że 'bój' o związki partnerskie pokazuje wielkie osamotnienie osób ze społeczności LGBT+. - Mam poczucie, że nie ma siły politycznej, która reprezentowałaby nasze interesy. Siły, która by o nie walczyła. Bo widzę wyraźnie, że o tak podstawowe rzeczy musimy walczyć, po prostu walczyć. W samotności - mówi Elżbieta.

Projekt ustawy o związkach partnerskich jest już gotowy, ale wciąż nie wiadomo, czy będzie to projekt poselski, czy rządowy i kiedy zajmie się nim Sejm. Wiadomo, że PSL nie zgadza się na przysposobienie dzieci przez pary jednopłciowe. Jak mówił lider ludowców, wicepremier Władysław Kosiniak - Kamysz, on tej 'granicy' nie przekroczy. We wtorek temat ma być poruszony na posiedzeniu klubu PSL - Trzecia Droga. - Kwestia tzw. przysposobienia dzieci jest dla nas pewną granicą - przyznał rzecznik PSL Miłosz Motyka.