Bezpieczne picie? "To jest mit". Lekarka o nowym zjawisku
Paweł (imię zmienione), kierownik w jednej z większych firm w Warszawie, zarządza około 20-osobowym zespołem. Jak mówi, od mniej więcej pięciu lat, dla rozluźnienia - jak sobie wmawiał - po powrocie z pracy, regularnie po godz. 20.00 sięgał po kilka piw. Czasami po butelkę wina. Rano normalnie szedł do pracy. - Czasami piję też w pracy, bo trudno się odmawia, jak szef nad tobą proponuje albo jak przyjmujesz kontrahenta, z którym podpisujesz umowę na bardzo dużą kwotę. Ale nie miałem poczucia, że tracę kontakt z rzeczywistością, czy coś takiego. Zawsze nad tym panowałem - opowiada w rozmowie z TOK FM.
Tak było aż do teraz. Kilkanaście tygodni temu Paweł zaczął źle się czuć. Odczuwał chroniczne zmęczenie, co chwilę musiał odpoczywać, nie mógł się skupić na pracy. Poszedł do lekarza, zrobił badania. Okazało się, że ma chorą wątrobę. Jej parametry były znacznie powyżej normy. - Nie powiedziałem lekarzowi, że piję to piwo. Sam się domyślił po analizie moich wyników i sam o to zapytał. Sprawa stała się jasna, uzależniłem się od alkoholu, bez niego nie daję rady normalnie funkcjonować. Wmówiłem sobie, że mi pomaga. Obecnie próbuję z tego wyjść, a jednocześnie zadbać o moją wątrobę - opowiada w rozmowie z nami.
Fame MMA. Tego rodzice nie wiedzą. 'Nie mogi, to za mocne'
Bezpieczne picie? "To jest mit"
Dr Karolina Pyziak-Kowalska jest specjalistką chorób zakaźnych, ale też hepatologiem. Pracuje w jednym z warszawskich szpitali zakaźnych. Przyjmuje też pacjentów w przychodni, w tym tych, którzy nadużywają alkoholu i zgłaszają się do niej z chorą wątrobą. - Wielu pacjentów, gdy zgłasza się do lekarza, już na wstępie zastrzega, że oni bezpiecznie piją. Nic bardziej złudnego. Alkohol spożywany w jakichkolwiek ilościach może powodować uszkodzenie wątroby. Więc nie ma bezpiecznego poziomu picia. To jest mit - mówi pani doktor w rozmowie z TOK FM.
Lekarka podkreśla, że część pacjentów zasłania się tym, że piją jedno piwo dziennie. - Tyle, że w trakcie rozmowy wychodzi, że nie jedno piwo, a najczęściej kilka, a jak jest mecz z kolegami, to jest tego alkoholu więcej. I pacjenci już nie tylko nadużywają, ale zaczynają się uzależniać, czyli mówiąc inaczej - potrzebują się napić, aby poprawić sobie nastrój, żeby było nam lepiej, żeby lepiej oglądało się mecz. Picie zaczyna się kojarzyć z określonymi procesami czy działaniami, a to już jest bardzo niebezpieczne zjawisko - dodaje dr Pyziak-Kowalska.
Podkreśla, że ma coraz więcej pacjentów, którzy sprawują wysokie, kierownicze czy menadżerskie stanowiska, są prezesami firm i zaczynają mieć poważne problemy zdrowotne, w tym znacznie podwyższone próby wątrobowe, ale nie zamierzają przestać pić. - Często w gabinecie, jak zaczynamy rozmawiać, te osoby są zszokowanie tym, jakie mają wyniki badań, tłumaczą się, że przecież nie pili długo, a wyniki okazują się być dramatyczne. Mimo to, mają swoje przekonania i nie chcą przestać pić - opowiada lekarka.
Dr Karolina Pyziak-Kowalska podkreśla, że to nowe zjawisko, że prezes czy dyrektor firmy - już na wejściu do gabinetu lekarza - zasłania się tym, że ma powody, dla których nie może zrezygnować z alkoholu. - Wchodzi taki mężczyzna, bo to dotyczy głównie mężczyzn i mówi: "Nie zamierzam przestać pić, bo mam spotkania towarzyskie, muszę współpracować z kontrahentami". Więc ja mówię: albo, albo. Bo moje działania będą bezcelowe, bo to i tak się skończy tym, że pacjent zacznie krwawić z przewodu pokarmowego albo dostanie marskości wątroby. Więc pytanie jest jedno: z czym dany pacjent chce się zmierzyć? Z tym, by zawalczyć o swoje zdrowie i nie myśleć o tym, że za jakiś czas potrzebny będzie np. przeszczep wątroby, czy woli wybrać kolejny kontrakt i dalej pić? - mówi gościni TOK FM.
"Wychodzi szydło z worka"
Jak dodaje, dziś, gdy wszyscy dążą do sukcesu, tzw. wysokofunkcjonujący alkoholicy myślą podobnie. - Stawiają sobie kolejne wyzwania, nie biorąc pod uwagę tego, że jeśli nie zmienią stylu życia, to niebawem nie będą mogli robić czegokolwiek. Miałam takiego pacjenta, który jest sztandarowym przykładem niepowodzenia terapeutycznego. Prezes dużej firmy, który ciągle podkreślał, że na jego spotkaniach "alkohol leje się strumieniami i nie wypada odmówić". Ten pacjent nie dotrwał do przeszczepu, niestety, nie zdążył - opowiada pani doktor.
Jak mówi lekarka, czasami problem uzależnienia wychodzi w trakcie kontrolnych badań, gdy w wynikach widać stan zapalny w wątrobie. - Zaczynam z pacjentem rozmawiać i wychodzi szydło z worka, że jednak ten alkohol okazuje się być niemałym problemem. A pacjent nie zdaje sobie z tego sprawy - słyszymy od lekarki.
Mała małpka, wielki problem
Gigantycznym problemem w Polsce są tzw. "małpki", czyli alkohol w małych buteleczkach, które można schować do kieszeni, by nikt nie widział. Jest bardzo wiele osób, które kupują taką "małpkę" w drodze do pracy. - "Małpki" są bardzo niebezpieczne. To jest 100-200 mililitrów alkoholu, czyli ogromna ilość, jeśli pije się codziennie. A patrząc na dostępność tego alkoholu, jestem zwolenniczką ograniczeń godzinowych w jego sprzedaży - dodaje pani doktor.
O problemie małpek i sięgania po nie pisaliśmy w TOK FM kilka miesięcy temu.
Feliks z popiołów. 'To ksiądz wybrał dla mnie imię'. Miałem być tym, który ocaleje'
- "Małpek" nie kupujemy tak jak np. półlitrowej butelki, aby wspólnie z kimś celebrować jakąś uroczystość, np. na rodzinnej imprezie. "Małpka" jest do samotnej konsumpcji, a jej dostępność oraz cena są dużo bardziej szkodliwe z perspektywy profilaktyki, ponieważ za dosłownie kilka złotych możemy wejść w posiadanie czystego alkoholu. Ich rozmiar z kolei sprzyja ukrywaniu problemów związanych z alkoholem, ponieważ taką buteleczkę przecież łatwo przenieść, spożyć gdziekolwiek i schować np. w kieszeni - podkreślała w rozmowie z nami Katarzyna Łukowska, wicedyrektorka Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.
Jak podkreśla, w Polsce wytworzyła się "kultura" picia, która zakłada spożywanie alkoholu od narodzin aż do śmierci. - Polacy piją na chrzcinach, na kolejnych rodzinnych wydarzeniach w życiu, piją także na spotkaniach rodzinnych po pochowaniu kogoś bliskiego. Niemal każda impreza to alkohol. Nie umiemy bawić się bez niego. A nie powinno się oswajać tematu alkoholu, bo im wcześniejsza inicjacja, tym większe zagrożenie zdrowotne. Alkohol to alkohol. Po prostu - podsumowuje gościni TOK FM.