,
Obserwuj
Mazowieckie

Drugie dno sporu o Dino na Wilanowie. "Już raz to widzieliśmy"

4 min. czytania
04.08.2025 12:56
Sporem wokół planów budowy sklepu Dino na warszawskim Wilanowie zajmują się - z jednej strony - twórcy memów, a z drugiej - wysocy rangą politycy z wicepremierem Radosławem Sikorskim na czele. - Dla mnie ta cała awantura jest bardzo zabawna - komentował w TOK FM pisarz i publicysta Michał R. Wiśniewski.
|
|
fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Wyborcza.pl
  • Mieszkańcy Wilanowa stali się ostatnio obiektem żartów, a powodem jest sprzeciw części z nich wobec budowy sklepu sieci Dino, popularnej w małych miejscowościach;
  • Jak wskazał w TOK FM pisarz i publicysta Michał R. Wiśniewski, historia ta pokazuje 'sztuczne pęknięcie' pomiędzy mieszkańcami stolicy a resztą. 'Ludzie na wsi, w małych i dużych miastach mają te same potrzeby i aspiracje, chcą żyć coraz lepszym życiem. Tak było zawsze' - powiedział;
  • W sprawie zabrał głos nawet Patryk Jaki, który nazwał mieszkańców Wilanowa 'nowoPolakami'. 'Skrajna prawica rozgrywa ten sztuczny podział, stara się te podziały pogłębiać i pokazywać' - powiedział Wiśniewski.

Jedną ze spraw, które w ostatnich tygodniach rozgrzewają Internet, jest wejście sieci sklepów spożywczych Dino do Warszawy. Kontrowersje budzi lokalizacja pierwszego dyskontu, który ma powstać na Zawadach w dzielnicy Wilanów, zamieszkiwanej przez co zamożniejszych mieszkańców stolicy.

Część miejscowych, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" i Wirtualną Polską, sprzeciwia się planom sieci i argumentuje, że w okolicy sklepów jest już wystarczająco dużo, a nowa inwestycja może dodatkowo generować korki i hałas. Inni z kolei zwracają uwagę na "prowincjonalny" wygląd przyszłego budynku sklepu. "To wygląda jak sklep pod Przasnyszem", "No kurnik, no" - komentowali mieszkańcy Wilanowa , co stało się przyczyną licznych żartów i memów, często z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Michał R. Wiśniewski, pisarz, publicysta i autor tekstu w "Polityce" pt.: 'Komu przeszkadza Dino, komu przeszkadza Wilanów' , ocenił w TOK FM, że gdyby ta sama historia wydarzyła się w jakimkolwiek innym miejscu w Polsce, nie odbiłaby się takim szerokim echem.

- To typowe, że mieszkańcy zajmują się swoją okolicą. Ale ponieważ to się dzieje w Warszawie, to pojawia się zupełnie inna narracja. Dla mnie ta cała awantura jest bardzo zabawna. To, że Warszawa dzieli się na lepszą i gorszą i że niestety prowincja tę Warszawę tak widzi. Kiedy u nas na prowincji słyszymy, że Warszawie nie podoba się pomysł na zbudowanie Dino, to wiemy o co chodzi: "warszafce" znowu się przewróciło w głowie - ironizował gość "Pierwszego Programu".

Pisarz odnosząc się do krytykowanej przez część mieszkańców Wilanowa prostej konstrukcji budynków sklepów Dino, wskazał, że ta nie różni się zbytnio od innych dyskontów.

- Jeżeli popatrzy się na przykład na Netto, to Netto też ma spadzisty dach. Gdy tylko przekroczy się granicę, to całe Niemcy są pokryte takimi właśnie "stodołami" i nikt nie narzeka, prawda? To mówi nam coś o Polsce - gdy tylko te rzeczy pojawiają się w Polsce, to Polacy, którzy aspirują, bardzo na to narzekają - zwrócił także uwagę gość Piotra Jaśkowiaka.

Po zakupach dla bogacza najadła się wstydu. 'Założyłam, że elita je jak ja'

Zdaniem Michała R. Wiśniewskiego afera wokół Dino na Wilanowie pokazuje nam coś jeszcze, a mianowicie 'pęknięcie' pomiędzy Warszawą a resztą kraju, które - jak podkreślił autor - w rzeczywistości jest 'sztuczne'.

- Ludzie na wsi, w małych i dużych miastach mają te same potrzeby i aspiracje, chcą żyć coraz lepszym życiem. Tak było zawsze. Stąd się biorą te wszystkie migracje do Warszawy. I nagle okazuje się, że nie trzeba wyjechać, że trochę tego "lepszego" świata może przyjść do nas i może to się niektórym nie podoba. Bo nie po to uciekali z tej prowincji, żeby teraz żyć na tej prowincji - stwierdził gość TOK FM.

Jaki pisze o "nowoPolakach", a Sikorski kupuje w Dino

Zdaniem Wiśniewskiego, pęknięcia, choć sztuczne, odgrywają jednak dużą rolę, w czym swoją zasługę mają też politycy.

- Widzieliśmy to przy okazji ostatnich wyborów prezydenckich, bo Rafał Trzaskowski był bardzo kojarzony z "warszafką". I widać, jak skrajna prawica rozgrywa ten sztuczny podział, jak stara się te podziały pogłębiać i pokazywać. Patryk Jaki (PiS - red.) użył nawet sformułowania "nowoPolacy", czyli próbuje tym ludziom, którzy chcą trochę lepszego życia, odbierać polskość. Jakby Polska musiała być zgrzebna i przaśna. Pamiętajmy też, że jak Jaki kandydował na urząd prezydenta Warszawy, to bardzo starał się udawać blokersa, a teraz jak już jest europarlamentarzystą, to widać, że jednak to lepsze życie mu się podoba, co widać też po jego strojach - ocenił publicysta.

Dowodem na to, że spór o Dino na Wilanowie stał się niemal sprawą polityczną, jest również zaangażowanie Radosława Sikorskiego. "My z Anną Applebaum (żona Sikorskiego - red.) często kupujemy w naszym Dino w Występie koło Nakła nad Notecią i płacimy patriotycznym Blikiem" - pochwalił się szef polskiej dyplomacji i wicepremier.

W ocenie Michała R. Wiśniewskiego post Sikorskiego pokazuje, że "niestety politycy koalicji rządzącej grają w grę narzuconą przez skrajną prawicę". - Sikorski poczuł się wywołany do tablicy i musiał podkreślić, że on tu ze swoją żoną Anną Applebaum też chodzą do Dino, po prostu musi od czasu do czasu przypomnieć, że jest z ludem. Wydaje mi się to komicznym obrazkiem. Mamy tutaj spotkanie tych dwóch światów i jest ono bardzo zabawne - skwitował w TOK FM.