,
Obserwuj
Polska

O ile niższe raty kredytów po obniżce stóp procentowych? RPP może się szybko nie zatrzymać

Wojciech Kowalik
6 min. czytania
07.11.2025 13:57

Prezes Narodowego Banku Polskiego chce otwierać szampana, żeby uczcić niską inflację. To ona przekonała Radę Polityki Pieniężnej (której Adam Glapiński przewodniczy) do kolejnego, piątego w tym roku cięcia stóp procentowych, znów o 25 punktów bazowych. To znów ucieszy spłacających kredyty, bo spadną im raty, zmartwi za to oszczędzających, bo banki dalej będą cięły oprocentowanie lokat.

Szef RPP Adam Glapiński
Szef RPP Adam Glapiński
fot. Filip Naumienko/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto zyska, a kto straci na obniżce stóp?
  • Jak długo RPP utrzyma taką politykę?
  • Co z inflacją w najbliższych latach?

Zaczynamy od powodów, dla których Rada Polityki Pieniężnej ścięła stopy procentowe. Główny jest jeden - inflacja. W październiku ceny rosły w tempie 2,8 procent, co zaskoczyło ekonomistów, bo spodziewali się, że jednak będzie ciut więcej. Ale okazało się, że żywność drożeje wolniej niż zwykle jesienią, rosnące koszty ogrzewania jeszcze nie przełożyły się tak mocno na inflację, hamuje też wzrost wynagrodzeń - co jest nienajlepszą wiadomością dla pracowników, ale jest dobrą wiadomością z punktu widzenia nas wszystkich jako konsumentów. Inflację w dół ciągną tańsze paliwa, ale i inne czynniki, np. import niskiej inflacji z zagranicy. Chiny zalewają Europę swoją produkcją i nie zamierzają tego zmienić w najbliższym czasie, bo rynek amerykański się dla nich zamknął. Inflacyjne widoki są więc całkiem niezłe, co Rada wyczytała też w najnowszych prognozach.

Niższe raty kredytów

Ale zanim o nich, teraz liczby, bo to interesuje wszystkich najbardziej. Najpierw dobre informacje. Wpływ stóp procentowych na raty dotyczy wszystkich kredytów ze zmiennym oprocentowaniem, ale widać go szczególnie w przypadku kredytów mieszkaniowych - bo są największe, mają najwyższe raty i są jednym z głównych punktów wydatkowych w zakredytowanych gospodarstwach domowych. Tę listopadową obniżkę stóp rynek już przewidział i jest ona uwzględniona we wskaźniku WIBOR - tych pięć liter jest kluczowych dla wysokości rat kredytów, bo to właśnie zależny od stóp procentowych WIBOR wyznacza ich oprocentowanie. A jest on skonstruowany tak, że niejako wyprzedza i przewiduje ruchy Rady Polityki Pieniężnej. I tak stało się również tym razem.

Przyjmijmy modelowy i najczęstszy kredyt na pół miliona złotych na 30 lat. Przed tegorocznymi obniżkami rata przekraczała 3600 złotych. Po ostatniej obniżce stóp obniżka raty to około 80 złotych, ale że to już piąty raz w tym roku, to łączna ulga sięga 540 złotych. Teraz taka rata to nieco ponad 3100 złotych, więc w kieszeni już coś nam zostanie. Oczywiście wiele zależy też od tego kiedy kredyt był brany. Bo jeżeli ktoś zadłużał się w pandemii, kiedy mieliśmy rekordowo niskie stopy procentowe, to wciąż rata jest dużo wyższa niż była na początku, aczkolwiek i tak finansowy oddech jest, bo w najgorszym momencie raty takich kredytów się podwoiły. Jeśli już wiemy, jaka to ulga, to teraz pewnie kredytobiorcy pytają: kiedy?

Przy najbliższej aktualizacji oprocentowania, zależnie od umowy, najczęściej mają one miejsce co trzy lub co sześć miesięcy. W każdym razie - list albo mail z banku z nowym harmonogramem spłat kredytobiorcy mogą otwierać bez obaw.

Ale nie tylko kredyty mieszkaniowe - po raz kolejny spadną raty kredytów gotówkowych, samochodowych, ratalnych, kart kredytowych, a dla przedsiębiorców - leasingów, choćby za samochody. Tu ulga będzie mniejsza, bo i te kredyty są mniejsze, ale kilka-kilkanaście złotych mniej uda się zejść, a biorąc pod uwagę, że to już piąta w tym roku obniżka - to już da zauważalną oszczędność.

Lepsze wieści są też dla tych, którzy na mieszkanie dopiero chcą się zapożyczyć. Bo niższe stopy procentowe to coraz wyższa zdolność kredytowa. I jest na to konkretny przykład: sami bankowcy wyliczają, że potencjalni kredytobiorcy mogą zapożyczyć się na jeden - choć niewielki - pokój więcej. Na mieszkanie można pożyczyć przeciętnie o jedną czwartą więcej niż rok temu - to właśnie ten jeden pokój ekstra. A wszystko dzięki spadającym stopom procentowym, ale też rosnącym wynagrodzeniom oraz rosnącemu apetytowi banków na pożyczanie.

Mniejsze procenty na koncie

To teraz te gorsze wiadomości, dla oszczędzających, bo przecież grube miliardy trzymamy na bankowych lokatach i w obligacjach skarbu państwa. Tu dobrych informacji brak. Bo oprocentowanie lokat zsuwa się po równi pochyłej, przeciętnie - i to ostatnie oficjalne dane za wrzesień - wynosiło 3,6 procent w skali roku. Niewiele, a będzie jeszcze niżej, w dużych bankach już pojawiają się lokaty na 1-2 procent w skali roku. Ale ktoś może przecież zapytać: jak to, skoro w reklamach telewizyjnych banki chwalą się nawet siedmioma procentami?

Owszem, ale w promocjach: na krótko - na przykład trzy miesiące, na określone kwoty, po spełnieniu kilku warunków. Takie promocje to raczej teraz wabik na potencjalnych nowych klientów niż sposób na długotrwałe oszczędzanie. Jeśli ktoś nie ma ochoty krążyć z pieniędzmi po bankach, zakładać tam kont i pilnować spełnienia wymyślnych warunków, nie ma co liczyć na porządniejszy procent. I trzeba się pogodzić z tym, że tak już teraz będzie.

To lokaty, a co z też przecież popularnymi obligacjami skarbu państwa? Ich oprocentowanie też spada, państwo wypłaca coraz mniej odsetek za pożyczane mu pieniądze - bo tym de facto obligacje są, pożyczką na procent dla państwowej kasy - ale te najpopularniejsze, trzyletnie obligacje, dają jeszcze 4,9 procent w skali roku. Aczkolwiek spieszmy się łapać procenty, bo szybko znikają.

Jaka czeka nas przyszłość?

Obiecaliśmy prognozy, więc czas na nie. Rada, podejmując listopadową decyzję, miała na stole najnowszą projekcję inflacji, czyli prognozy dotyczące cen, jakie przygotowują eksperci Narodowego Banku Polskiego. To długi i skomplikowany dokument, ale "making long story short": jest bardziej optymistyczny od poprzedniego. Bo wskazuje na niższe prognozy wzrostu cen w najbliższych latach, w których będziemy się kręcili przy poziomie inflacji uważanym za optymalny dla całej gospodarki w skali makro i dla naszych kieszeni w skali mikro, a to przy lepszym wzroście całej gospodarki. Co więc ze stopami procentowymi?

Kolejne obniżki stóp będą, ale musimy na nie zaczekać - mówią zgodnie ekonomiści. Grudzień zwyczajowo jest miesiącem, w którym Rada stóp już nie zmienia. Początek roku też nie sprzyja takim decyzjom, dlatego że pojawiają się nowe inflacyjne elementy takie jak coroczne podwyżki czynszów, zmiany w rachunkach za prąd, nadchodzące podwyżki akcyzy. Główny Urząd Statystyczny zmienia tak zwany koszyk, czyli sposób liczenia inflacji. Kiedy to wszystko minie, to w marcu będzie już pełny obraz inflacji i wpływu na nią noworocznych podwyżek. I wtedy - jak mówią ekonomiści - otworzy się okno do dalszych obniżek. Choć...

Wszystkie te prognozy na głowie stawia prezes Narodowego Banku Polskiego, który mówi, że ekonomiści prognozy biorą - jak to ujął - z chmur i nikt nie powiedział, że w grudniu, styczniu czy lutym żadnych ruchów stóp być nie może. Jednocześnie ich też nie zapowiedział, prognoz nie przedstawił żadnych, więc bazujemy na tym, co mówią ekonomiści.

A mówią, że przyszły rok może już nie być tak sprzyjający obniżkom stóp. Bo inflacja będzie nisko, a do tego dojdzie silniejszy wzrost gospodarczy, oparty na solidniejszych podstawach niż teraz. Bo teraz to głównie my, konsumenci, napędzamy gospodarkę swoimi wydatkami, a łaska konsumenta na pstrym koniu jeździ. W przyszłym gospodarka ma się coraz bardziej opierać o drugą nogę - inwestycji napędzanych pieniędzmi unijnymi. Są już pierwsze sygnały ożywienia na rynku kredytowym - odbudowuje się rynek kredytów mieszkaniowych i konsumpcyjnych, widać pewne odbicie także w przypadku kredytu dla przedsiębiorstw. A zatem - w przyszłym roku jest miejsce na obniżki stóp, ale już nie w takiej skali jak w tym. Możemy zacząć od marca, później ruchy w dół możliwe są w drugim kwartale - łącznie, jeśli spojrzeć w prognozy ekonomistów, może to być około 50-75 punktów bazowych.

Na koniec tę wielką ekonomię znów przełóżmy na nasze życie - czyli jak to wszystko wróży naszym portfelom? Wróży nieźle, albo wróży fatalnie - tu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bo dla oszczędzających oznacza to jeszcze niższe odsetki, jakie banki dopisują do naszych pieniędzy - i być może za rok obecne 3-4-5-procentowe oferty będą się wydawały atrakcyjne. Dla kredytobiorców - dobre informacje dopiero się rozkręcają. Bo jeśli stopy procentowe podążyłyby drogą, jaką widzą ekonomiści, to w naszym przykładzie sprzed chwili, rata mogłaby do połowy przyszłego roku spaść jeszcze o 150 złotych. Łącznie byłoby to więc 700 złotych, które zostałoby w kieszeniach kredytobiorców. O ile oczywiście nie wydarzy się nic, co ten scenariusz wywróciłoby do góry nogami. Czyli - jeśli nie nadpłynie czarny łabędź.

Wyliczenia zaprezentowane w tym odcinku przygotował Jarosław Sadowski, dyrektor Departamentu Analiz rankomat.pl.

Myślisz, że jesteś na bieżąco ze wszystkimi newsami z ostatniego tygodnia? Sprawdź się w naszym quizie! Tylko eksperci będą mieli więcej, niż 8/10 poprawnych odpowiedzi...

Quiz: Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w kończącym się tygodniu! Quiz nie tylko o polityce

Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!

Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.

Poprawnych odpowiedzi Zniżka
  • 100% -40%
  • 81-99% -30%
  • 61-80% -25%
  • 41-60% -20%
  • 0-40% -10%
  • Promocje nie łączą się.

    Progi nagród Strzałka rozwiń
    1/10 Na początek pytanie dotyczące najważniejszego tematu polskiej polityki w tym tygodniu. Chodzi oczywiście o Zbigniewa Ziobrę. Pytanie jest bardzo łatwe. W jakim mieście poseł PiS-u spędził czwartek, kiedy sejmowa komisja głosowała nad wnioskami prokuratury w jego sprawie?