,
Obserwuj
Podkarpackie

Historyk oburzony decyzją IPN. "Dla mnie ta sprawa to trup wyjęty z szafy"

6 min. czytania
01.12.2023 12:47
Prokuratorzy z rzeszowskiego Instytutu Pamięci Narodowej umorzyli śledztwo w sprawie akcji "Wisła". - Uzasadnienie tej decyzji jest haniebne i z całą pewnością nie opiera się na prawdzie historycznej - mówi TOK FM dr Mariusz Zajączkowski, historyk PAN, od lat badający relacje polsko-ukraińskie w latach 40.
|
|
fot. GRZEGORZ BUKAŁA

Akcja "Wisła" polegała na przymusowym wysiedleniu obywateli polskich narodowości ukraińskiej i łemkowskiej z południowo-wschodnich terenów Polski w 1947 roku. Chodziło o ok. 140 tysięcy osób. Stały za nią komunistyczne władze Polski. Ścigania sprawców deportacji domagali się m.in. prezes Związku Ukraińców w Polsce i przewodniczący Prezydium Zjednoczenia Łemków.

Śledztwo "w sprawie zbrodni komunistycznej stanowiącej jednocześnie zbrodnię przeciwko ludzkości, popełnionej w 1947 r. przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego, a polegającej na przymusowym wysiedlaniu obywateli polskich narodowości ukraińskiej z południowo-wschodnich terenów Polski" od jesieni ubiegłego roku było zawieszone. Jak informował w komunikacie rzeszowski IPN, powodem decyzji było występowanie "długotrwałej przeszkody uniemożliwiającej prowadzenie postępowania". Chodziło głównie o wojnę w Ukrainie.

Śledztwo odwieszone i umorzone

Wojna wciąż trwa, a mimo to - decyzją Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie z 24 listopada 2023 roku - postępowanie zostało odwieszone.

Śledczy uznali, że nie będą czekać na dokumenty z archiwów rosyjskich i ukraińskich "z uwagi na trwający nieprzerwanie konflikt zbrojny (...), z brakiem realnego terminu na jego zakończenie". Co ważne, mimo kluczowego materiału dowodowego dotyczącego akcji "Wisła" przechowywanego w archiwach polskich, w tym w archiwach IPN, w dniu podjęcia śledztwa na nowo - zapadła też decyzja o jego umorzeniu. Prokuratorzy rzeszowskiego IPN (pod decyzją podpisał się prokurator Artur Grabowski) uznali, że "czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego".

"W toku śledztwa nie znaleziono podstaw do stwierdzenia, że przesiedlenie stanowiło zbrodnię przeciw ludzkości ani zbrodnię komunistyczną" - czytamy na stronie IPN. W uzasadnieniu napisano również, że "decyzja o akcji 'Wisła' (...) miała na celu zapewnienie bezpieczeństwa obywateli". "Aby ich chronić, a jednocześnie odciąć Ukraińską Powstańczą Armię od zaopatrzenia i wsparcia wywiadowczego ze strony współpracujących z nią mieszkańców, ewakuowano ludność z terenów, na których miały zostać przeprowadzone zmasowane działania wojskowe. Przy przesiedleniach nie stosowano kryterium narodowościowego" - twierdzi IPN. Wskazuje również, że "ewakuacja odbywała się w sposób humanitarny. W transporcie pomagało wojsko".

Niepokorny historyk z Lublina wygrywa pierwszą sprawę z Instytutem Pamięci Narodowej

'Rewolucyjne hipotezy'

Zdaniem dr Mariusza Zajączkowskiego, historyka z Polskiej Akademii Nauk, który od lat bada tematykę stosunków polsko-ukraińskich w latach '40 - to, co napisał IPN, jest całkowicie niezgodne z prawdą historyczną. - Uzasadnienie umorzenia tego śledztwa jest haniebne. Jest bezpodstawne i wbrew faktom. Nie uwzględniono w nim ponad 30-letniego dorobku polskiej historiografii po 1989, w tym publikacji naukowych wydanych przez IPN, zlekceważono aktualny stan badań na temat akcji ''Wisła'' - mówi Zajączkowski.

Nasz rozmówca podkreśla, że - czytając uzasadnienie decyzji IPN - miał wrażenie, jakby czytał narrację charakterystyczną dla propagandy PRL. - To, co zrobiono, to relatywizacja tego, co wydarzyło się w czasie akcji ''Wisła''. W sposób nieakceptowalny umniejsza się cierpienie polskich obywateli wywodzących się z mniejszości ukraińskiej i łemkowskiej, ale też osób narodowości polskiej, w tym osób z rodzin mieszanych, osób represjonowanych w ramach akcji ''Wisła'', członków legalnej opozycji PSL Stanisława Mikołajczyka i ujawnionych na początku 1947 do niedawna konspiratorów polskiego podziemia antykomunistycznego, którzy byli dla polskich komunistów ''elementem niepożądanym'' w strefie przygranicznej. W uzasadnieniu umorzenia śledztwa przez IPN słowem nie zająknięto się o podobozie ukraińskim w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie i osobach, które straciły w nim życie oraz tych, które zmarły w transportach - mówi dr Zajaczkowski.

- Ogłoszono rewolucyjne hipotezy, które wywracają do góry nogami ustalenia historyków na temat wydarzeń z 1947 roku. Mówi się [IPN podaje - red.], że to była akcja przeprowadzona w sposób humanitarny i że dotyczyła wyłącznie zwalczania podziemia ukraińskiego na południowym-wschodzie Polski. Mówi się też o niestosowaniu kryterium narodowościowego wobec ludności przeznaczonej do wysiedlenia na północne i zachodnie ziemie powojennej Polski. Tymczasem to nieprawda - powszechnie znane są dokumenty sztabu Grupy Operacyjnej "Wisła" mówiące o tym, kogo należy wysiedlać. Jest tam podane wprost, że ma to dotyczyć wszystkich odcieni ludności ukraińskiej, łącznie z Łemkami, a nawet osób z rodzin mieszanych, polsko-ukraińskich - tłumaczy Zajączkowski.

IPN robi internetowy quiz o Zagładzie Żydów. Historycy zaskoczeni. 'Niewłaściwe i oburzające'

Historyk przypomina, że cel akcji "Wisła" został jasno sformułowany w protokole z posiedzenia Państwowej Komisji Bezpieczeństwa z dnia 16 kwietnia 1947 r.: "Rozwiązać ostatecznie problem ukraiński w Polsce. W tym celu: a) przeprowadzić w porozumieniu z Państwowych Urzędem Repatriacyjnym ewakuację z południowego i wschodniego pasa przygranicznego wszystkich osób narodowości ukraińskiej na ziemie północno-zachodnie, osiedlając je tam w możliwie najrzadszym rozproszeniu".

Tymczasem prokuratorzy napisali, że "ewakuacja osób narodowości ukraińskiej, łemkowskiej i polskiej miała charakter prewencyjny i ochronny, a nie represyjny, i została przeprowadzona w konsekwencji masowych mordów dokonywanych na miejscowej ludności przez oddziały Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA)".

- Informacja o masowych mordach jest konfabulacją. Jest to typowa narracja środowisk kresowo-nacjonalistycznych, łącząca wydarzenia na Wołyniu z 1943 roku z wydarzeniami w Polsce po roku 1945. Akcja "Wisła" nie była odwetem polskich komunistów za masowe zbrodnie dokonywane przez OUN-B i UPA na ludności polskiej na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i na południowo-wschodniej Lubelszczyźnie w czasie trwającej od lutego 1943 do maja 1945 roku ''antypolskiej akcji''. Tego typu narracja jest niczym innym jak powielaniem kalek, przenoszeniem wydarzeń z Wołynia 1943 w Bieszczady roku 1947, narracją z książki ''Łuny w Bieszczadach'' Jana Gerharda czy ''ekspertyz'' o tematyce ukraińskiej dla MSW PRL autorstwa Edwarda Prusa. W istocie jest historycznym fałszem - mówi dr Zajączkowski.

Co ważne, na stronach IPN znajdujemy wcześniejsze komunikaty mówiące o tym, że w czasie akcji "Wisła" "nie obyło się bez przemocy". "Akcja przeciw UPA miała zostać połączona z masowym wysiedlaniem ludności ukraińskiej i łemkowskiej. Niezależnie od poglądów politycznych, potencjalnych związków z podziemiem czy świadomością narodową poszczególnych osób. Takie rozwiązanie wydawało się z wojskowego punktu widzenia prostsze, a jednocześnie pozwalało realizować stalinowską koncepcję Polski jako państwa jednolitego narodowo" - wskazuje na stronach IPN dr Michał Wenklar.

Pisze też wprost, że "(...) nie da się usprawiedliwić akcji 'Wisła', która wyrządziła krzywdę tysiącom obywateli ukraińskiego i łemkowskiego pochodzenia". Przyznaje również, że "akcja 'Wisła' okazała się przedsięwzięciem państwa totalitarnego, zorganizowanym i przeprowadzonym zgodnie z sowieckimi wzorcami, trwale zmieniającym strukturę społeczną, kulturową i gospodarczą objętych nim terenów". Mimo to, śledztwo zostało umorzone, z zupełnie inną narracją.

Jak prezes IPN chce być 'pierwszym dekomunizatorem Polski'. 'Podbijanie narodowego bębenka'

'Trup wyjęty z szafy'

Dr Mariusz Zajączkowski nie ma wątpliwości, że decyzja o umorzeniu śledztwa, podjęta tuż przed końcem rządów Zbigniewa Ziobry jako ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego, który - co nie jest tajemnicą - miał wpływ na kierowaną przez prokuratora Andrzeja Pozorskiego Główną Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, to "kukułcze jajo" podłożone przyszłemu rządowi. W jego ocenie jest to też kolejny dowód na upartyjnienie IPN po 2016 roku.

- Jest to działanie, które nie ułatwi polsko-ukraińskiego dialogu o wspólnej przeszłości, a myślę, że go nawet skomplikuje. Naprawdę brak mi słów na ocenę tego, co zrobił IPN. Wydawało mi się, że ponad 20 lat funkcjonowania tej instytucji nie powinno doprowadzić do takiej sytuacji. To, co się stało, to wstyd i hańba dla państwa polskiego - dodaje rozmówca TOK FM.

- Dla mnie ta sprawa to "trup wyjęty z szafy" przez IPN - mówi nam inny z historyków (prosi o anonimowość). - To ma przysporzyć kłopotów nowemu rządowi. Akcja "Wisła" nie była już tematem sporów historycznych, a teraz może stać się znowu. Wywołana przez IPN sytuacja nie ułatwi rozmów na temat ekshumacji na Wołyniu. I być może właśnie o to PiS-owi chodziło, ponieważ sam w tym zakresie nic nie osiągnął, a bardzo wiele popsuł - twierdzi.

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że naukowcy, eksperci, przedstawiciele środowiska mniejszości ukraińskiej przygotowują protest w sprawie decyzji IPN. Niewykluczone, że wystąpią o uruchomienie procedury odwołania prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Karola Nawrockiego. Wszystko rozstrzygnie się w najbliższych dniach.