advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Podkarpackie

Turystów dużo, pieniędzy mało. Nowy trend w Bieszczadach

3 min. czytania
09.11.2024 10:00
Niższe temperatury nie odstraszają turystów chcących wyjechać w Bieszczady. Szlaki odwiedza mnóstwo osób, co jednak nie przekłada się na tak duży zysk branży hotelarskiej jak w poprzednich latach. Dlaczego?
|
|
fot. Marek BAZAK/East News

Do rekordów sprzed pandemii jeszcze daleko, ale liczba turystów w Bieszczadach z roku na rok rośnie. Góry popularne są również jesienią, kiedy z wysokości szlaku można podziwiać barwne bieszczadzkie lasy. Pokazują to także dane, bo tylko w ostatni weekend - przed świętem Wszystkich Świętych - na trasach z Przełęczy Wyżnej na Połoninę Wetlińską Bieszczadzki Park Narodowy odnotował prawie 3 tys. osób.

- Większość przyjezdnych to turyści weekendowi, co tłumaczy większy ruch w soboty i niedziele - mówi Anna Brzechowska, dyrektorka Podkarpackiej Regionalnej Organizacji Turystycznej. - Od jakiegoś czasu widzimy, że w Bieszczadach rośnie turystyka lokalna. Coraz więcej osób z Podkarpacia przyjeżdża na szlaki rano i wraca do siebie wieczorem - kontynuuje.

Pojechałem na weekend do Lądka-Zdroju. Ludzie snują się po mieście jak duchy

Coraz cięższe czasy dla branży hotelarskiej

Zmianę odczuwają przez to właściciele domków na wynajem. Coraz rzadziej zastrzegają, że przyjmą turystów na 'minimum trzy noce'. - Teraz to odstrasza ludzi, bo chcą w górach spędzić noc, maksymalnie dwie. Wcześniej, nawet krótko po pandemii, mieliśmy ogromne obłożenie, nawet późnym listopadem i to w środku tygodnia, więc można było sobie na to pozwolić - mówi TOK FM pan Mirosław, właściciel kilku domków letniskowych w Dwerniku. - Teraz do końca listopada zapełnione mam tylko weekendy. W środku tygodnia pusto - dodaje.

'Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady'. Teraz jest tam najpiękniej

Anna Brzechowska zauważa problem jeszcze w innej kwestii. - Znakiem martwiącym i zauważalnym jeszcze w poprzednich latach jest to, że przez sytuację ekonomiczną w kraju turyści coraz rozważniej i oszczędniej patrzą na swój portfel - mówi dyrektorka PROT w Rzeszowie.

Taką sytuację można było zauważyć podczas tegorocznych wakacji, gdy podczas spaceru wzdłuż zapory nad Soliną miejscowy deptak uginał się pod ciężarem osób, które bieszczadzkie jezioro wybrały jako cel swojej wycieczki. Jednocześnie stragany z pamiątkami ustawione wzdłuż niego stały osamotnione. - Dziennie wychodzi maksymalnie do 500 złotych utargu. I to podczas soboty czy niedzieli - mówili wtedy zmartwieni sprzedawcy.

Szansa w zimie i w nowych inwestycjach?

Pan Mirosław szansę na tłumy gości w swoich domkach upatruje zimą. - Już coś tam mam pozaznaczane w kalendarzu, ale czekam na potwierdzenie ze strony gości. W grudniu dużo osób przyjeżdża na kilka dni, na święta i szczególnie na sylwestra. Co roku mam wtedy pełny stan i pewnie teraz też tak będzie. Zobaczymy - mówi z przekąsem.

Większy ruch mogą - jego zdaniem - przynieść ferie szkolne. - No ale tu znowu trzeba wierzyć, że trochę tego śniegu nasypie, a ostatnio z tym różnie - dodaje na koniec.

Wakacje na zimno, czyli coolcation. Nowy trend w turystyce i najpopularniejsze kierunki

Anna Brzechowska szansę na to, by turyści zostawali w Bieszczadach na dłużej, widzi w kolejnych inwestycjach. - To, co nam jest potrzebne, to ścieżki rowerowe. I to na już. Bieszczady można zagospodarować pod tym względem na masę różnych sposobów i poziomów trudności tak, by można było wyjechać w góry na rower z dziećmi, ale też znaleźć bardziej wymagające szlaki. Nad tym trzeba pracować - zapewnia.