Trwa "sąd" nad nazwiskiem Kaczyńskiego. Frekwencja wyższa niż w lokalnych wyborach
Konsultacje dotyczą obecnej ulicy Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, która zyskała taką nazwę w 2017 roku. Poprzednia nazwa - Dąbrowszczaków - została zmieniona przez wojewodę w ramach tzw. dekomunizacji. Decyzja ta nie spodobała się ani władzom miasta (które miały poczucie, że wojewoda wchodzi w ich kompetencje), ani też części mieszkańców, których nikt o zdanie nie zapytał.
W październiku 2024 roku Rada Miasta Gdańska postanowiła do sprawy wrócić. Przyjęła uchwałę, której celem było poznanie opinii mieszkańców na temat tego, czy nazwa 'Prezydenta Lecha Kaczyńskiego' na Przymorzu Wielkim powinna pozostać, czy też lepiej poszukać innej (i jakiej).
Ulica Kaczyńskiego w Gdańsku. 10 proc. mieszkańców już się wypowiedziało
Konsultacje społeczne ruszyły miesiąc temu. - Mamy ponad 900 wypełnień ankiety elektronicznej i ponad 900 opinii w ankietach papierowych - mówi Sylwia Betlej, dyrektorka Biura ds. Rad Dzielnic i Współpracy z Mieszkańcami w gdańskim urzędzie miasta. Przyznaje, że to całkiem niezły wynik. - Często, robiąc konsultacje innych procesów, mamy 100-150 odpowiedzi. Widać więc, że te konsultacje cieszą się zainteresowaniem - mówi.
Oznacza to, że jeszcze przed półmetkiem konsultacji wzięło w nich udział około 10 proc. uprawnionych gdańszczan, bo dzielnica Przymorze Wielkie ma niewiele ponad 20 tys. mieszkańców. To więcej niż w przeprowadzonych w okresie konsultacji wyborach do rady dzielnicy i podobnie jak w budżecie obywatelskim. A wynik może się jeszcze poprawić.
Dodatkowe zachęty na marzec
- Zawsze największe zainteresowania jest na początku i na końcu tego typu inicjatyw - mówi Sylwia Betlej. - Teraz dużą rolę odegrały wybory do rady dzielnicy, bo faktycznie tego dnia mieszkańcy mogli też wziąć udział w konsultacjach przy lokalach wyborczych - zwraca uwagę urzędniczka. Przewiduje, że zainteresowanie spadnie w czasie zbliżających się ferii zimowych, ale w marcu znów powinno się pojawić. Pomóc w tym ma zaplanowana kampania.
- Zachęcamy do tych konsultacji. Chcielibyśmy, jako osoby zajmujące się partycypacją, żeby mieszkańcy czuli po prostu potrzebę wzięcia udziału, wyrażenia opinii. To jest najprostszy sposób, jeżeli chcemy wpływać na jakieś poważne decyzje. Interesujmy się tym, gdzie mieszkamy po to, żebyśmy potem nie czuli rozczarowania, że coś się dzieje bez nas - podsumowuje urzędniczka.