Materiał TVP "zmienił ich życie w piekło". Zapadł wyrok sądu
- "Nasz koszmar zaczął się w 2021 roku. To wtedy pojawił się u mnie dziennikarz ówczesnej TVP - była to telewizja za rządów PiS - i chciał porozmawiać o mojej dawnej przyjaciółce z liceum" - wspomina pani Anna;
- TVP wyemitowała program, po którym kobieta była nękana;
- Sprawa skończyła się w prokuraturze. Odpowiedzialnym za to nękanie miał być ojciec przyjaciółki pani Anny, który właśnie usłyszał wyrok.
Ania i Marta od 15 lat są małżeństwem. Ślub wzięły przed laty w Wielkiej Brytanii, wspólnie wychowują syna. Anna Strzałkowska jest psycholożką i socjolożką na Uniwersytecie Gdańskim, a także działaczką na rzecz praw człowieka. Z kolei Marta Abramowicz to pisarka, autorka głośnej niedawno książki "Irlandia wstaje z kolan".
- Nasz koszmar zaczął się w 2021 roku. To wtedy pojawił się u mnie dziennikarz ówczesnej TVP - była to telewizja za rządów PiS - i chciał porozmawiać o mojej dawnej przyjaciółce z liceum, Darii, która została zamordowana. Zgodziłam się. Daria była mi bardzo bliska. Nigdy nie odmawiałam wywiadów, bo cały czas liczę, że w końcu uda się złapać tych, którzy stoją za jej zamordowaniem - opowiada Anna.
W trakcie rozmowy okazało się, że mężczyzna reprezentuje program "Alarm". - Powiedział m.in., że podpisze mnie jako aktywistkę LGBT. Wtedy zorientowałam się, że to nie do końca chodzi o Darię, ale o mnie i o kolejne uderzenie w społeczność LGBT - dodaje nasza rozmówczyni. Był to czas olbrzymiej nagonki na tęczową społeczność ze strony władzy, samorządów (strefy wolne od LGBT), księży (choćby wypowiedź abp. Marka Jędraszewskiego o 'tęczowej zarazie').
Kim była Daria?
Daria była maturzystką z Gdańska, która 4 sierpnia 1995 roku wyszła pobiegać. Nigdy jednak już do domu nie wróciła. Została brutalnie zgwałcona i zamordowana. Sprawców do dziś nie znaleziono.
- Dziennikarz sugerował wprost, że ja - 18-letnia wtedy dziewczyna - miałam wynająć morderców. Dlaczego? Bo, jak twierdził, na pewno się w Darii zakochałam, ona nie chciała ze mną być, a ja się zemściłam. To absurdalne. Daria była moją przyjaciółką, nie było mowy o miłości. Jej zabójstwo było dla mnie sprawą bardzo bolesną. I nagle stałam się rzekomą morderczynią - opowiada Ania.
Prokuratura wydała oświadczenie, w którym napisała, że Anna Strzałkowska nie ma z zabójstwem Darii nic wspólnego. - Nigdy nie byłam w kręgu podejrzanych, wręcz przeciwnie. Telewizja Polska doskonale o tym wiedziała, a jednak nagrała materiał, który wywrócił nasze życie do góry nogami - opowiada Strzałkowska.
- Telewizja Polska wyemitowała swój program w czasie największej oglądalności, mimo że nie zgodziłam się na publikację. Z dnia na dzień życie naszej rodziny zamieniło się w piekło. Między naszym domem a przystankiem non stop rozwieszane były plakaty sugerujące, że to ja stoję za zamordowaniem Darii - wspomina nasza rozmówczyni.
Co się działo po materiale w TVP?
- Choć zawarta w materiale teza była absurdalna, część ludzi w nią uwierzyło. Pisali o tym w mediach społecznościowych. Zaraz po emisji ktoś zniszczył nasz samochód. To był pierwszy sygnał, że coś zaczyna się dziać - dopowiada Marta Abramowicz. Z czasem, jak dodaje, było coraz gorzej. Hejterskie wpisy w mediach społecznościowych czy plakaty z hasłami "Przerwijcie zmowę milczenia" albo "Ujawnijcie, kto stoi za morderstwem Darii" rozwieszane nie tylko wokół domu kobiet, ale też np. obok miejsca pracy Anny.
Kobiety wspominają, że pod ich dom przyjeżdżał ojciec Darii. Podejrzewają, że instalował kamery, bo - jak mówią - znajdowały je w różnych miejscach, np. na latarni. - Był też przypadek, gdy ojciec Darii pojawił się przed naszym domem z dwoma potężnymi mężczyznami i groził nam. Zaczęło się robić naprawdę niebezpiecznie - mówi Marta. - Do tego cały czas dostawałyśmy SMS-y. Ania, że jest hieną i pójdzie siedzieć, a ja o podtekście seksualnym. Pisał, co ma ochotę mi zrobić - w bardzo obrzydliwy sposób. Potem zeznał, że to były wiadomości wysyłane, aby mnie nastraszyć, ponieważ nie jestem w jego typie - dodaje Marta.
Policjanci z Archiwum X, zajmujący się badaniem zbrodni sprzed lat, zasugerowali Annie Strzałkowskiej ochronę - kobieta korzystała z niej przez kilka miesięcy.
Zapadł wyrok. Co nakazał sąd?
Sprawa trafiła do prokuratury - zakwalifikowano to jako przestępstwo nękania, czyli stalkingu. Chodzi o art. 190a paragraf 1 Kodeksu karnego: "Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby dla niej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia, poniżenia lub udręczenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".
Przed Sądem Rejonowym w Gdańsku właśnie zapadł wyrok w tej sprawie. Ojciec Darii został skazany na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata. Dostał też dozór kuratora sądowego. Ma zakaz zbliżania się do Anny na mniej niż 50 metrów przez okres pięciu lat.
Dodatkowo został zobowiązany do przeproszenia Anny Strzałkowskiej. W terminie jednego miesiąca od uprawomocnienia się wyroku ma zamieścić na Facebooku przeprosiny o treści: "Niniejszym przepraszam Annę Strzałkowską za oskarżenia związane ze śmiercią córki Darii(...), które kierowałem bezpodstawnie pod jej adresem. Jednocześnie oświadczam, że wycofuję wszystkie oskarżenia pod adresem Anny Strzałkowskiej".
- Ta sprawa spowodowała, że musiałyśmy się wyprowadzić z miejsca, w którym mieszkałyśmy. Uznałyśmy, że nie możemy dalej tam żyć. Nie wiedziałyśmy, jak to będzie eskalować, tym bardziej że ten człowiek zapowiadał nawet, że sam wymierzy sprawiedliwość. Nie mogłyśmy czekać, chodziło o bezpieczeństwo - nasze i naszego syna - podkreśla Abramowicz.
Przyznaje, że dla niej zaskakujące w tej sprawie było też poczucie braku sprawiedliwości. - Że w tej sprawie ofiarami mężczyzn są kobiety: Daria, która zginęła, jej mama - Grażyna i Ania - jej przyjaciółka. Że to się nie kończy, i że na końcu tego wszystkiego wcale nie ma sprawiedliwości. Mordercy Darii nie znaleziono, Ania jest prześladowana, a Grażyna cierpi podwójnie, bo Ania jest dla niej jak druga córka - dodaje pani Marta.
Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Strzałkowska podkreśla jednak, że już jest dla niej niezwykle ważny. - Kluczowe było to, że sąd oczyścił mnie z bezpodstawnych, kłamliwych zarzutów. Moja praca na rzecz praw człowieka, praca ze studentami - wymaga zaufania społecznego. I mam świadomość, że takie rzucenie oszczerstw, rozdmuchanie tego przez telewizję i inne media - powoduje, że ludzie już nie wiedzą do końca, o co w tej sprawie chodziło, ale często wskazują, że coś mogło być jednak na rzeczy. Kłamstwo bardzo łatwo przylepia się do człowieka, idzie w świat i bardzo trudno się z niego wyzwolić. Dlatego tak bardzo zależało mi na przeprosinach. Żeby oskarżony oświadczył, że to, co mówił przez te lata, to były kłamstwa - wyjaśnia pani Ania.
Nagroda
Anna Strzałkowska kilka dni temu została uhonorowana Odznaką Solidarności i Praw Człowieka Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Odznaką honoruje się osoby, które tworzą historię na nowo - odważnie, z troską o prawa człowieka i wspólnotę. Obok Strzałkowskiej odznaczeni zostali m.in. Paweł Adamowicz (odznaka nr 1 - pośmiertnie, odebrała żona prezydenta Magdalena Adamowicz), Danuta Wałęsa, Lech Wałęsa, Bogdan Borusewicz, Anna Dąbrowska ze Stowarzyszenia Homo Faber czy Henryka Krzywonos-Strycharska.