Spadające drony nad Bałtykiem. "Nie ma wątpliwości, że Rosja macza w tym palce"
- Od piątku operatorzy dronów w północnej Polsce i nad Bałtykiem zgłaszają problemy ze swoimi urządzeniami - drony tracą kontrolę, zmieniają kursy lub spadają. Zakłócenia dotknęły też lotnictwa cywilnego;
- Jak wyjaśnił w TOK FM Michał Zawadzak z portalu 'Świat dronów', zjawisko wynika z zakłócania sygnału GPS, co - w związku z działalnością wojenną Rosjan - nie jest nowością. Jego zdaniem mogło dojść do tzw. spoofingu, czyli podmiany sygnału GPS;
- Według szefa MSWiA i szefa służb specjalnych Tomasza Siemoniaka, 'nie ma wątpliwości co do tego, że Rosja macza w tym palce'.
Od piątku 13 czerwca operatorzy dronów komercyjnych latających w północnych regionach Polski oraz na Morzu Bałtyckim mają do czynienia z niepokojącym zjawiskiem. Ich maszyny nagle zaczęły wymykać się spod kontroli - przyspieszały, poruszały się w niezgodnych z poleceniami kierunkach, lub po prostu spadały.
Skąd awarie dronów na Pomorzu? Ekspert wyjaśnia
Michał Zawadzak, redaktor naczelny portalu 'Świat dronów' na antenie TOK FM doprecyzował, że problem dotyczy GPS-u, czyli nawigacji satelitarnej. - Łączność jest zakłócana i prawdopodobnie dlatego drony uciekają albo po prostu ją tracą. Być może wiąże się to z zakłócaniem jeszcze innego pasma - którym komunikuje się z dronem poprzez swoją aparaturę operator czy pilot. Czyli to jest już inna częstotliwość, radiowa - wyjaśnił gość 'TOK360'.
Jak podkreślił ekspert, choć zakłócanie sygnału GPS nie jest nowością, co ma związek wojenną działalnością Rosjan, to kwestia 'uciekających' dronów komercyjnych jest precedensem. - Problemy były od początku 2024 roku, co wiązało się z działalnością Rosjan w Królewcu, gdzie umieszczono systemy walki elektronicznej. Natomiast tutaj mamy szczególny przypadek, bo do tej pory nie było sytuacji, gdzie drony faktycznie zaczęły uciekać czy spadać - wskazał rozmówca Filipa Kekusza.
Zdaniem Michała Zawadzaka mogło dojść do tzw. spoofingu. - Sygnał GPS jest po prostu podmieniany. Dronowi wydaje się, że wraca do miejsca startu, ale tak naprawdę leci tam, gdzie ktoś chce. Został po prostu zhakowany - tłumaczył redaktor naczelny portalu 'Świat dronów'.
'Błędy mogą kosztować życie ludzi'. Ta katastrofa już w Polsce ruszyła
Samoloty pasażerskie także można zhakować? "GPS to jest raczej tylko wsparcie"
Wiadomo, że problemy z zakłócaniem sygnału GPS dotknęły nie tylko operatorów dronów, ale i komercyjnych przewoźników lotniczych. W wyniku zakłóceń poniedziałkowy rejs z Alicante do Bydgoszczy musiał zostać przekierowany do Poznania. O kłopotach na wodach Morza Bałtyckiego donosiły też fińskie służby graniczne i transportu morskiego.
Świeccy protestują przeciwko decyzji biskupów. 'Zaprzeczyli Ewangelii'
Gość TOK FM zaznaczył, że choć samoloty pasażerskie - tak jak drony - "zapewne" mogą ulec spoofingowi, jednak scenariusz, w którym zhakowane maszyny nagle zmieniają kierunek lub spadają, nie jest możliwy. - Samoloty pasażerskie nie opierają się tylko i wyłącznie na technologii GPS. To jest raczej tylko wsparcie nawigowania, natomiast samoloty opierają się na zupełnie innych technologiach, które nie są w ten sposób zakłócane - uspokoił ekspert.
Szef MSWiA wskazuje na Rosję
Głos w sprawie awarii dronów nad Bałtykiem zabrał w poniedziałek Tomasz Siemoniak. Minister spraw wewnętrznych i administracji oraz koordynator służb specjalnych na antenie Polsat News jasno stwierdził, że "nie ma wątpliwości co do tego, że Rosja macza w tym palce". "Patrząc na wojnę rosyjsko-ukraińską, czy izraelsko-irańską, to sygnał GPS, namierzenie, nawigacja, stają się krytycznymi elementami tych konfliktów i oczywiście my musimy wyciągać z tego wnioski i zapewnić bezpieczeństwo naszym systemom - wskazał szef MSWiA.