,
Obserwuj
Śląskie

Napisy już starte, pomniki zniszczone. Smutny widok na rudzkim cmentarzu. "Niezrozumiałe"

Bogdan Widawka
4 min. czytania
04.12.2023 14:00
4 grudnia na Górnym Śląsku niechętnie rozmawia się o wypadkach w kopalniach. Mimo to wracamy do tragicznych wydarzeń, zwłaszcza tych zapomnianych, o których nie słyszało nawet wielu Ślązaków. Pomniki upamiętniające katastrofy sprzed ponad 100 lat niszczeją. - Niezrozumiałym jest fakt, że część tego dziedzictwa jest w takim stanie - mówi nam lokalny działacz Adam Kowalski.
|
|
fot. Pomnik rudzkich górników, którzy zginęli w katastrofie w kopalni Castellengo. Adam Kowalski

Adam Kowalski, wiceprezes Stowarzyszenia TURuda: Tak, na cmentarzu przy ulicy Porębskiej znajdują się dwie mogiły. To miejsca zbiorowego pochówku ofiar kilku katastrof górniczych, do których doszło w latach dwudziestych ubiegłego wieku.

Większy grób - wkomponowany w cmentarny mur - jest miejscem spoczynku ofiar katastrofy, która miała miejsce nie w Rudzie, a w zabrzańskiej Rokitnicy, w kopalni Castellengo, należącej - podobnie jak rudzkie kopalnie - do rodziny Ballestremów. 9 kwietnia 1920 roku w wybuchu pyłu węglowego zginęło tam 38 górników. Trzej górnicy pochodzący z Rudy, a pracujący w kopalni Castellengo, są pochowani właśnie na rudzkim cmentarzu.

Leżą tu również górnicy, którzy zginęli podczas dwóch innych katastrof, do których doszło w latach dwudziestych w kopalni Brandenburg. Jedną z ofiar był ojciec słynnego rudzkiego rzeźbiarza Piotra Latoski, który swoje życie - mimo tych tragicznych doświadczeń - również związał na jakiś czas z górnictwem. Zresztą materią, w której Latoska czuł się najlepiej, był, nomen omen, węgiel kamienny.

Bogdan Widawka: Wszyscy Ślązacy doskonale pamiętają katastrofy z ostatnich lat. Były jednak i takie wypadki, o których wiele osób nie słyszało. O części z nich można dowiedzieć się z pomników czy tablic. Dwie takie znajdziemy np. w Rudzie Śląskiej, w dzielnicy Ruda. Co to za tablice?

Niestety to miejsce od lat niszczeje. Większość napisów na kamiennej tablicy została już zatarta i tylko dzięki materiałom archiwalnym możemy odtworzyć nazwiska osób, które w tamtym czasie straciły życie.

Co prawda cmentarzem i wszystkim, co się na nim znajduje, zarządzają rudzkie parafie, natomiast mówimy często o czymś takim jak pamięć korporacyjna, pamięć zawodu czy zakładu. Te kopalnie, choć już nie istnieją, mają spadkobierców. Cały czas istnieje środowisko, któremu bardzo bliskie są wartości reprezentowane przez górnictwo i które ten temat podejmują. Tym bardziej niezrozumiałym jest więc fakt, że część tego dziedzictwa i pamiątek - szczególnie związanych z tragicznymi wydarzeniami - są w takim stanie.

Obelisk na cmentarzu przy ul. Staffa w Bytomiu. Pochowanych jest tu 122 ofiary tragicznego wybuchu pyłu węglowego w kopalni Heinitz, późniejszej KWK Rozbark. Źródło: UM w Bytomiu
Obelisk na cmentarzu przy ul. Staffa w Bytomiu. Pochowanych jest tu 122 ofiary tragicznego wybuchu pyłu węglowego w kopalni Heinitz, późniejszej KWK Rozbark. Źródło: UM w Bytomiu
Obelisk na cmentarzu przy ul. Staffa w Bytomiu. Pochowanych jest tu 122 ofiary tragicznego wybuchu pyłu węglowego w kopalni Heinitz, późniejszej KWK Rozbark. Źródło: UM w Bytomiu

Pod koniec stycznia w Bytomiu odbyły się uroczystości 100. rocznicy największej bodaj katastrofy górniczej w dziejach Górnego Śląska. 31 stycznia 1923 roku w kopalni Heinitz [późniejszej kopalni Rozbark-red.], w wybuchu pyłu węglowego zginęło 141 górników i czterech ratowników górniczych. Uroczystości rocznicowe odbyły się przy tablicy, którą ufundowało Centrum Sportów Wspinaczkowych i Siłowych, Centralna Stacja Ratownictwa Górniczego i sponsorzy.

Tak, tego jest coraz więcej, bo tzw. górnicza pamięć jest przedmiotem ożywionego zainteresowania instytucji badawczych, instytucji kultury czy społeczności lokalnych. I oczywiście to cieszy, ponieważ ludzie, którzy tam tracili swoje życie, do społeczności lokalnych właśnie należeli.

A zatem takie przywracanie pamięci - szczególnie w sposób oddolny, spontaniczny, niewymuszony żadnymi decyzjami politycznymi - jest bardzo cenny. Wydaje się jednak, że dobrze byłoby i że nadszedł czas, żeby te organizacje, które oficjalnie reprezentują te wartości, włączyły się w wysiłki społeczności lokalnej i pomogły utrzymać czy przywrócić blask miejscom, w których spoczywają ludzie, których ogień zgasł w tak tragicznych okolicznościach.

Gdyby nie on, Ruda Śląska mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. 'To bardzo źle, że nie został upamiętniony'

W Stowarzyszeniu TURuda organizujecie spotkania, spacery, pokazujecie miejsca i przybliżacie historię ludzi, którzy tu żyli i związani byli z górnictwem czy hutnictwem. Ostatni taki spacer po cmentarzu w Rudzie zgromadził sporo osób nie tylko z miasta.

Tak, rudzka nekropolia to miejsce, które pozwala nam opowiadać o pełnowymiarowej i kompleksowej historii górnictwa. Pokazywać osoby zasłużone dla tej branży, ale też zasłużone dla całych miast i dzielnic. Jedną z nich jest Franz Pieler, który angażował się w ratowanie życia górników, m.in dając sygnał do założenia pierwszej stacji ratownictwa górniczego czy opracowując lampkę spirytusową do wykrywania metanu w wyrobiskach górniczych.

Ale musimy pamiętać, że jest też mnóstwo postaci mniej znanych, tysiące zwykłych robotników. My na ogół znamy ich nazwiska, niestety tylko w kontekście katastrof, w których stracili życie. I uważam, że dbanie o miejsca ich spoczynku jest przywracaniem pamięci o nich.

Kiedy przejeżdżam samochodem przez Rudę, jadąc od strony Halemby, zawsze zwracam uwagę na niezwykły pomnik, choć nie wiem, czy to dobre określenie. Chodzi o mały, czarny wagonik górniczy, na którym widnieje napis "Ostatnie wydobycie 1998 rok".

To pamiątka po kopalni Walenty-Wawel. Kiedy ją zamykano, w środowisku lokalnej społeczności powstała idea, żeby upamiętnić w ten sposób najstarszą kopalnię węgla na Górnym Śląsku.

I ten wagonik w centralnym miejscu Rudy - naprzeciwko Muzeum Miejskiego - do dziś jest symbolem przeszłości, dziedzictwa, choć mam wrażenie, że coraz mniej przemawiającym do wyobraźni. Dlatego ważne jest, żeby ten mały wagonik obudowywać dużymi kontekstami. Pokazywać, że tak naprawdę jest on tylko wierzchołkiem góry lodowej, a wszystko to, co jest pod nią - czyli cała dzielnica Ruda - to wielkie universum opowieści, wartości i historii, które budowały nasze miasto.

Pamiątka po kopalni Walenty-Wawel w Rudzie
Pamiątka po kopalni Walenty-Wawel w Rudzie
Bogdan Widawka

'Wszyscy bytomianie za tym tramwajem tęsknią'. Kiedy popularna N-ka wróci na tory?