Miasto na skraju bankructwa. Mają prawie miliard złotych długu. "Złapali zadyszkę"
Po ostatnich wyborach samorządowych w Zabrzu doszło do zmiany władzy. Rządzącą miastem przez 18 lat Małgorzatę Mańkę-Szulik zastąpiła Agnieszka Rupniewska (startująca z poparciem KO). Nowa prezydentka - po objęciu urzędu - zorientowała się, że miasto stoi na skraju bankructwa. Zadłużenie, jak podawała, wynosi ponad 880 mln złotych. Do tego dochodzą długi spółek miejskich. - W takim najbardziej czarnym scenariuszu można powiedzieć, że obecnie zadłużenie miasta to wysokość jego budżetu - mówi prezydentka Zabrza.
Rupniewska pokazała plan naprawczy określany jako "program ostrożnościowy". W ramach tego planu miasto wnioskuje o pożyczkę z budżetu państwa w wysokości ponad 370 mln złotych i tnie koszty wszędzie, gdzie się da: rezygnuje z niektórych wydarzeń kulturalnych, ogranicza wydatki na energię, koszty opłat prolongacyjnych czy odsetek od płatności. Urzędnicy - jak słyszymy - nie korzystają już z ryczałtów za paliwo, a prezydentka ze służbowego samochodu. - Na stanie były dwie prezydenckie limuzyny - przypomina.
W mieście wzrosły też podatki i opłaty lokalne, powstaje centrum usług wspólnych - m.in. dla szkół, których liczba ma zostać dostosowana do demografii.
Prezydenta przekonuje, że wsparcie finansowe z Ministerstwa Finansów (pożyczka w kwocie 373 mln złotych) pozwoliłoby na pewnego rodzaju konsolidację zobowiązań: zapłatę zaległości za poprzednie lata, rezygnację z komercyjnego zadłużenia (110 mln zł), restrukturyzację niekorzystnych dla miasta obligacji (20 mln zł) oraz spłatę krótkoterminowych obligacji (75 mln zł), które obecnie rządzący wyemitowali na początku kadencji, by zyskać czas na przygotowanie programu oszczędnościowego.
Rząd rzuca linę Ordo Iuris? Chodzi o edukację zdrowotną. 'Ktoś tu mocno odleciał'
Trudna sytuacja Zabrza. Będą wnioski do prokuratury
Są też pierwsze zawiadomienia do prokuratury ws. niegospodarności w spółkach miejskich. - Podam taki przykład: miasto nie miało pieniędzy na bieżące wydatki, a takim wydatkiem jest utrzymanie zieleni. Więc zadania te zostały przesunięte do Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, ale nie zostały przesunięte pieniądze na ten cel. Tym sposobem spółkę miejską doprowadzono na skraj bankructwa - wyjaśnia sekretarz miasta Łukasz Urbańczyk.
Do prokuratury trafić ma też zawiadomienie o niegospodarności w Zabrzańskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej. Trwają również audyty w innych spółkach.
Zwrot akcji w Żywcu. Szpital się odmraża, jest porozumienie z medykami
Urbańczyk zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz - w jego opinii cały budżet jest nieprawidłowo skonstruowany. - Dochody bieżące są zawyżone o 51 mln złotych, a wydatki bieżące są zaniżone o 158 mln złotych. W budżecie został ukryty deficyt dodatkowy, oprócz oficjalnego zadłużenia, na poziomie 237 mln złotych - wylicza.
Będzie nadzwyczajna sesja
Projekt programu postępowania "ostrożnościowego" będzie przedmiotem obrad nadzwyczajnej sesji rady miasta w najbliższy piątek. - Jeżeli miasto nie zdecyduje się na ten program, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że będzie wezwane do programu naprawczego narzuconego przez Regionalną Izbę Obrachunkową. W efekcie może nawet dojść do ustanowienia zarządu komisarycznego Zabrza - ocenia mec. Mariusz Siwoń, były prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach, który współpracuje obecnie z zabrzańskim samorządem.
I dodaje: "Miasto ma tzw. zadyszkę finansową. Brakuje szeregu środków na pokrycie już zaciągniętych zobowiązań, sporo środków szuka się na zobowiązania, które są rolowane i ich płatności są przenoszone co jakiś czas na kolejne miesiące".
Prezydentka Zabrze przekonuje, że wdrożenie elementów programu ostrożnościowego zwiększy dochody w budżecie miasta o 6 mln złotych już w tym roku, natomiast w dwóch kolejnych latach o ok. 73 - 75 mln złotych.