Kazał pracować po 18 godzin, groził deportacją. Właściciel zakładu na Śląsku oskarżony
- Właściciel zakładu mięsnego z powiatu częstochowskiego został oskarżony o naruszanie praw pracowniczych wobec sześciu obywateli Argentyny - pracowali nawet 18 godzin dziennie, byli wyzywani i zastraszani deportacją;
- Pracownikom wypłacano część wynagrodzenia "do ręki", karano ich finansowo za odmowę pracy ponad normę i zmuszano do podpisywania dwóch list obecności;
- Pracodawca nie zgłosił wypadku przy pracy i nie dopełnił obowiązków wobec ZUS. Grozi mu do 3 lat więzienia, choć nie był wcześniej karany.
Akt oskarżenia w tej sprawie został przesłany do Sądu Rejonowego w Częstochowie - poinformował w czwartek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek.
Informacja o łamaniu praw Argentyńczyków przez właściciela firmy wypłynęła podczas kontroli przeprowadzonej przez funkcjonariuszy Straży Granicznej. Częstochowska prokuratura okręgowa wszczęła śledztwo. Jak wynika z ustaleń postępowania, sześciu obywateli Argentyny rozpoczęło pracę w firmie w 2023 r. Dopiero po kilku miesiącach zatrudnieni otrzymali umowy o pracę, jednakże warunki umów odbiegały od faktycznych warunków pracy.
Fatalne warunki pracy Argentyńczyków w śląskim zakładzie
"Argentyńczycy zamiast 8 godzin pracowali nawet 18 godzin dziennie. Ponadto tylko część wynagrodzenia, wynikającą z umowy, przelewano im na rachunek bankowy, a pozostałą część otrzymywali 'do ręki'. Przychodząc do zakładu podpisywali dwie listy obecności: formalną oraz drugą, uwzględniającą dodatkowe godziny pracy. Jeżeli odmawiali pracy ponad wymiar 8 godzin, potrącano im z wynagrodzenia tzw. karę w wysokości 500 zł. Pracownikom grożono także deportacją oraz wyzywano ich wulgarnymi słowami" - opisywał prok. Ozimek.
W Zgorzelcu Bąkiewicz grzmi o migrantach z Niemiec. A miejscowi? 'Nie można mówić o strachu'
Jak dodała prokuratura, w sierpniu 2023 r. jeden z Argentyńczyków w trakcie obróbki mięsa doznał rany ciętej ręki. Zawieziono go do szpitala i polecono mu, aby powiedział, że skaleczył się w domu. Pracodawca nie zawiadomił inspektora pracy o wypadku przy pracy.
Prokurator przedstawił właścicielowi firmy zarzuty złośliwego i uporczywego naruszenia praw pracowników, niezgłoszenia wymaganych danych do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz niezawiadomienia o wypadku przy pracy. Przesłuchany w toku śledztwa podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu przestępstw i odmówił złożenia wyjaśnień. Mężczyzna nie był w przeszłości karany. Teraz może mu grozić kara do 3 lat więzienia.
Posłuchaj: