,
Obserwuj
Polska

To oni stają się nową twarzą polskiej biedy. "Świadczenie nie wystarcza od pierwszego do pierwszego"

5 min. czytania
04.04.2026 08:00

Dwa miliony Polaków żyje poniżej minimum egzystencji. Część znajduje się w tzw. ludzkiej luce - są zbyt biedni, by godnie żyć, ale zbyt "bogaci", by otrzymać ustawową pomoc. O tym, jak wygląda walka z niewidzialnym wykluczeniem, rozmawiamy ze społecznikami z Bydgoszczy, którzy codziennie walczą o godność drugiego człowieka.

Jaka jest skala ubóstwa w Polsce?
Jaka jest skala ubóstwa w Polsce?
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakich osób potrzebujących pomocy przybywa? 
  • Na co mogą liczyć? 
  • Co z przebywającymi w naszym kraju osobami z Ukrainy?

W Polsce ubóstwo mierzy się na kilku poziomach. Ubóstwo skrajne to życie poniżej minimum egzystencji, dotyczy około 5 proc. społeczeństwa, czyli blisko dwóch milionów osób. Szerszą grupę stanowią osoby żyjące w ubóstwie relatywnym. To około pięciu milionów Polaków, którzy choć zaspokajają podstawowe potrzeby, pozostają wykluczeni z pełnego uczestnictwa w życiu społecznym - nie mają pieniędzy na usługi, wizyty w restauracji, kinie czy wakacyjny wyjazd.

Jeszcze większa część społeczeństwa funkcjonuje poniżej minimum socjalnego, określającego poziom życia uznawany za godny. Według szacunków taka sytuacja dotyczy ponad 40 proc. gospodarstw domowych. Dane te pokazują, że mimo stosunkowo niskiego poziomu skrajnej biedy, znaczna część Polaków doświadcza ograniczeń materialnych wpływających na codzienne funkcjonowanie i jakość życia.

Pułapka "ludzkiej luki"

Szczególnie niepokojącym zjawiskiem jest sytuacja seniorów. Podczas gdy rodziny z dziećmi - dzięki świadczeniom takim jak 800 plus - rzadziej wymagają wsparcia opieki społecznej, to właśnie osoby starsze i samotne stają się nową twarzą polskiej biedy. Renata Dębińska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bydgoszczy przyznaje, że system często rozbija się o sztywne kryteria dochodowe, tworząc grupę osób zawieszonych w próżni.

- Widzimy odpływ rodzin z dziećmi z pomocy społecznej, natomiast przybywa osób samotnych i starszych, gdzie te dochody nie do końca kwalifikują do pomocy, ale są na tyle niskie, że oni nie mogą sami w tym momencie funkcjonować - tłumaczy. - Musimy znaleźć balans i spróbować ich wspierać w jakimś innym systemie. To zależy też od podejścia pracownika socjalnego, jakiejś takiej empatii, żeby po prostu takie osoby znaleźć i odpowiednio im pomóc, żeby one jednak mogły godnie żyć. Wspieramy posiłkami, wydajemy skierowania na żywność unijną, współpracujemy z Caritasem i różnymi parafiami - dodaje nasza rozmówczyni.

Między lekarstwami a ciepłym posiłkiem

Tam, gdzie systemowe kryteria mówią "nie", pojawiają się społecznicy. Joanna Czerska-Thomas, która od lat angażuje się w pomoc różnym środowiskom w Bydgoszczy, zauważa, że profil osoby potrzebującej się zmienił. Obok osób w kryzysie bezdomności, w kolejkach po darmową zupę stają dziś "zwykli" sąsiedzi.

- W tej chwili skoncentrowaliśmy się na osobach starszych, mających emeryturę, którym po prostu nie wystarcza na przeżycie. Co sobotę gotujemy zupy pod Blankami i widzimy, że tutaj też zmienia się profil odbiorcy. Coraz częściej przychodzą starsze kobiety, które mówią, że po wykupieniu lekarstw i opłaceniu mieszkania nie wystarcza już im na ciepły posiłek - przyznaje Czerska-Thomas. - Pytają, czy również mogą stanąć w kolejce. Oczywiście mogą i chętnie im pomagamy. Jeżeli ktoś przyniesie słoik, to zazwyczaj ten nasz ogromny 100-litrowy gar wystarcza też na to, żeby wziąć sobie do domu - zapewnia w rozmowie z tokfm.pl.

Akcję wspierają Bydgoszczanie. - Jest Krystyna, która nam obiecała przez cały rok marchewkę i ziemniaki. Czasami dzwoni Caritas. Jeśli darów nie ma, jesteśmy w stanie też wykładać ze swojej kieszeni - przyznaje. - Dla mnie najbardziej wzruszający moment był wtedy, kiedy jeden z panów dostał ataku i upadł. Gdy odzyskał świadomość, pierwsze co, to sprawdził czy nikt nie ukradł mu bułki. To jest świeża, chrupiąca bułeczka, często z serem, sałatą, pomidorem. To są ludzie, którzy cieszą się z kanapki. I potrzebują tej kanapki - opowiada społeczniczka.

Jadłodzielnia: przystań bez zaświadczeń

Podobne obserwacje mają założyciele bydgoskiej Jadłodzielni "Wspólna Spiżarnia", prowadzonej przez Fundację Chcepomagam. Tutaj nie pyta się o dochody ani o dokumenty z opieki społecznej. - Jadłodzielnia działa już wiele lat w Bydgoszczy, więc część osób ma informację i przychodzi regularnie. Trochę seniorów, są też osoby, które chwilowo mają jakiś kryzys zdrowotny, jakiś problem finansowy. Nie ma reguły - opowiada wolontariusz, Ireneusz Nitkiewicz.

- My mamy takie hasło: jak jesteś głodny, to przyjdź, a jak masz za dużo jedzenia, to się podziel. I zgodnie z tą zasadą działamy. Nie oczekujemy żadnych zaświadczeń, dokumentów, po prostu jeżeli ktoś czuje potrzebę, żeby otrzymać takie wsparcie, no to przychodzi - dodaje.

Nitkiewicz zachęca do tego, by nie marnować żywności. - Odbieramy produkty ze sklepów, z lokalnych piekarni, z restauracji, z hoteli. Ostatnio dostaliśmy bardzo dużo jedzenia z jednego z bydgoskich hoteli po jakimś wydarzeniu: kanapki, mięso w sosie i ziemniaczki. Pomaganie też musi być robione z głową, musi mieć ten sens - podkreśla.

Zjawisko narastającej biedy wśród osób starszych potwierdza Bartosz Mikołajczyk, prezes Fundacji Chcepomagam. Dla niego widok seniorów w kolejkach przed Jadłodzielnią jest najbardziej dotkliwym sygnałem, że system emerytalny w zderzeniu z kosztami życia zawodzi.

- Czy osób potrzebujących przybywa? Przybywa, przybywa. Często są to emeryci, osoby samotne, którym świadczenie nie wystarcza od pierwszego do pierwszego. To na pewno jest przykre, bo jeżeli ktoś pracował całe życie, jest na jesieni swojego życia, nie powinien musieć stać w takiej kolejce - opowiada. - Ale rozumiemy, że tak czasem bywa i naszą rolą nie jest tylko to, żeby było nam ich żal, ale żeby po prostu coś robić - dodaje Mikołajczyk.

Z Ukrainy do Bydgoszczy: nowe twarze wykluczenia

Problem biedy w 2026 roku ma jeszcze jedno, ukryte oblicze - to osoby które przyjechały do Polski z Ukrainy i z różnych powodów nie odnalazły się na rynku pracy, lub są zbyt schorowane, by na niego wejść.

- Koncentrujemy się w tej chwili na osobach starszych, choć mamy też kobiety, które opiekują się dziećmi nie tylko swoimi - to dzieci sąsiadów czy osób, które zmarły w czasie wojny. To są osoby, które zajmują się ludźmi starszymi czy z niepełnosprawnościami. Ta sytuacja jest bardzo trudna. Oni nam mówią, że bez nas by sobie nie dali rady - przyznaje Joanna Czerska-Thomas. - Czasami jest to kilo kaszy czy makaronu, puszka, cukier czy olej. Aż trudno uwierzyć, że oni są w takiej sytuacji, że potrafią przyjechać z drugiej części Bydgoszczy, żeby taką paczkę odebrać - zauważa społeczniczka.

Nasi rozmówcy podkreślają, że warto zauważać drugiego człowieka w potrzebie, rozejrzeć się wokół siebie, nie tylko w okresie Świąt Wielkanocnych. - Platon powiedział, że bezmyślne życie nie jest warte życia, a takie pomaganie powoduje, że to życie jest przemyślane. I ma sens - podsumowuje Bartosz Mikołajczyk.

źródło: TOK FM