Pokolenie Z wywalczy czterodniowy tydzień pracy? "Nie chodzi o to, żeby się spocić"
"PRL dawkowała nam wolne soboty jak kroplówkę. Pierwszą, 21 lipca 1973 r., trzeba było jeszcze odpracować. Miała uświetnić coroczne Święto Odrodzenia Polski 22 lipca. Pół wieku temu pracodawcy obawiali się wolnej soboty tak, jak obecnie wolnego piątku. A jednak czas pracy będzie topnieć" - napisała w 'Polityce' Joanna Solska.
W "Poranku Radia TOK FM" Karolina Głowacka zapytała publicystkę Tygodnika "Polityka", czy więc kapitalistyczna rzeczywistość może być budowana w cztery dni w tygodniu? - Myślę, że nie tylko może, ale musi - odpowiedziała Solska. Jak argumentowała, narzucą to "młodzi ludzie, którzy widzą, że żeby nie wiem, co zrobili, ile godzin siedzieli w pracy, to będą żyć gorzej niż ich rodzice. A z marzeniem o mieszkaniu być może trzeba będzie się pożegnać". - Więc po pierwsze ludzie nie chcą tyle pracować i zaczynają sobie cenić coraz bardziej wolny czas - wskazała publicystka. Dodała, że po drugie, młodym leży też na sercu przeciwdziałanie kryzysowi klimatycznemu. - Zmniejsza się pęd do konsumpcji, bo widzimy, że szkodzimy tym planecie - mówiła.
Gościni TOK FM kontynuowała: "A po trzecie i wcale nie najmniej ważne, nie liczy się liczba godzin spędzonych w pracy - liczy się wydajność". Tu wskazała na dobrą organizację pracy i nowe technologie. - Polacy przecież należą do narodów, które pracują najdłużej. Oprócz nas dłużej pracują Grecy. A jak się porównamy z tymi krajami, które są bogatsze od nas i mają o wiele większą wydajność (Niemcy trzykrotnie) to zobaczymy, że to nie jest kwestia czasu pracy a organizacji i technologii. I my musimy iść w tę stronę - podkreśliła Solska.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Nie na tym rzecz polega, żeby dłużej siedzieć w pracy"
Jak dodała ekspertka, w Polsce już są firmy (przeważnie startupy), gdzie ludzie się umówili, że pracują cztery dni w tygodniu. - I wydajność im się poprawiła, bo pracownicy są bardziej kreatywni, bardziej wypoczęci i to się sprawdza - przekonywała. Zaznaczyła przy tym jednak, że nie jest to takie proste w przemyśle. - Polska ciągle stoi na przemyśle. A tam tej taśmy nie można puścić jeszcze szybciej, bo ludzie zwyczajnie nie dadzą rady. Tam trzeba wprowadzać roboty, zmieniać technologię i to kosztuje dużo pieniędzy (...). A ponieważ inwestycje w ogóle są w Polsce na bardzo niskim poziomie, to w przemyśle ta perspektywa czterodniowego tygodnia pracy się nieco odsuwa. Państwo musi wziąć w tym udział - wyjaśniła.
Na uwagę Karoliny Głowackiej, że pewnie wiele osób puka się w czoło, że "może jeszcze trzydniowy tydzień pracy wprowadźmy", Solska niezbita z tropu odpowiedziała: "Tu nie ma nic stanąć na głowie. Po prostu mamy być coraz bardziej wydajni, korzystając z nowych technologii". Przywołała także najnowszy raport międzynarodowej organizacji ADP "People at Work 2023: A Global Workforce View" z którego wynika, że 26 proc. Polaków uważa, że w ciągu pięciu lat zostanie wprowadzony czterodniowy tydzień pracy. - Nie na tym rzecz polega, żeby się spocić. Nie na tym, żeby dłużej siedzieć w pracy. Trzeba z głową pracować - skwitowała Solska.