advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Zabójstwa drogowe. W co gra rząd? "To, co powiedział minister, mnie przeraziło"

Anna Siek
3 min. czytania
13.10.2024 07:03
Łukasz Zboralski krytykował w TOK FM propozycje zmian w prawie, jakie w Sejmie przedstawił min. Dariusz Klimczak. - To, co powiedział minister, mnie przeraziło - przyznał. Jego zdaniem rząd ws. walki z piratami drogowymi może liczyć na poparcie większości społeczeństwa. - Ale próbuje się chyba pokazać, jako mało sprawczy - ocenił.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak przedstawił w piątek w Sejmie szczegóły zmian, jakie chce wprowadzić rząd, by poprawić bezpieczeństwo na drodze. Jego wystąpienie było częścią debaty na temat stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego. Klimczak zapowiedział m.in. że rząd planuje wprowadzić przepis, "zgodnie z którym kierowca, który będzie prowadził pojazd mimo zatrzymanych uprawnień, straci prawo jazdy na stałe".

- W mojej ocenie kierowanie pojazdem pod wpływem alkoholu lub narkotyków, a także kierowanie pojazdem pomimo cofniętego prawa jazdy lub orzeczonego zakazu kierowania pojazdem przez sąd powinno być karane karą bezwzględnego więzienia (...). Pracujemy także nad wprowadzeniem do naszego porządku prawnego nowego rodzaju przestępstwa, jest to zabójstwo drogowe. Prowadzę uzgodnienia przede wszystkim z Ministerstwem Sprawiedliwości i ekspertami, żeby skutecznie wprowadzić rodzaj przepisu, który funkcjonuje w innych krajach UE - mówił minister.

Klimczak wyjaśnił, że kierowca, który prowadząc samochód pod wpływem alkoholu lub narkotyków zabije innego uczestnika ruchu drogowego, będzie traktowany jako zabójca.

Wyższe kary dla drogowych zabójców? "To, co powiedział minister, mnie przeraziło"

Łukasz Zboralski w TOK FM nie krył rozczarowania propozycjami zmian, przedstawionymi przez ministra Klimczaka. - To, co powiedział minister, mnie przeraziło. Bo - jeśli on wszystko dobrze przekazał, to wygląda na to, że od miesiąca rząd bardzo intensywnie pracował w międzyresortowym zespole nie jak zaostrzyć kary dla pijanych bandytów, ale jak ich nie zaostrzyć. Ale przedstawić ludziom to tak, żeby poczuli, że coś się zmienia - komentował redaktor naczelny portalu brd24.pl.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Rozmówca Adama Ozgi podał konkretne przykłady. Zaczął od kategorii "zabójstwa drogowego". - To miało być poważnym ciosem wobec tych, którzy zabijają nas na drogach. Jeśli to ma się sprowadzać tylko do uznawania za zabójców drogowych tych, którzy powodują wypadki śmiertelne po pijanemu czy pod wpływem narkotyków, to jest to pozorowanie zmian, ponieważ akurat te osoby mają już dzisiaj podwyższoną poprzeczkę kar. One nie odpowiadają do ośmiu lat więzienia tylko do dwudziestu - wyjaśnił.

Zboralski, krytykując wystąpienie ministra, przywołał tragiczny wypadek, do którego doszło przed rokiem na autostradzie A1 w miejscowości Sierosław. Zginęła wtedy trzyosobowa rodzina, wszyscy spłonęli w samochodzie. - Chodziło o to, żeby do katalogu wyższych kar dopisać np. takich jak Sebastian M., który uciekł do Dubaju. Jechał 300 km/h po autostradzie i przez niego spłonęła rodzina. Jemu dzisiaj w Polsce grozi tylko osiem lat więzienia. Uważamy, że takim ludziom trzeba zagrozić wysokimi karami, a minister przedstawił to tak, jakby to miało takich osób nie dotyczyć - powiedział.

'Dopisać ich do listy'. To załatwi piratów z zakazami? Ma radykalny pomysł

- Minister powiedział o zabieraniu uprawnień na trzy miesiące także poza obszarem zabudowanym, co jest pewnym postępem, ale wykluczono z tego drogi ekspresowe i autostrady. Więc tacy jak Sebastian M. mogą jechać po autostradzie 300 km/h i jedyne, co im nadal będzie grozić, to mandat, punkty karne i ewentualne zatrzymanie prawa jazdy - podkreślił.

Zabójstwa drogowe. W co gra rząd?

Zboralski przekonywał w TOK FM, że w Polsce doszło do poważnych zmian i ludzie pod wpływem licznych tragicznych wypadków chcą zmian. I daliby rządowi mandat do wprowadzania bardziej restrykcyjnych rozwiązań. - Rząd mógł zrobić, co chce i miał 80-procentowe poparcie we wszystkim. Ten rząd nie może się pochwalić wieloma sukcesami, a tu akurat by zyskał w oczach społeczeństwa, Tymczasem on (rząd) próbuje się chyba znowu pokazać, jako mało sprawczy. Ludziom trudno zracjonalizować - mi też trudno wytłumaczyć, jaki może być powód tego, że nie chcemy pójść dalej z karami - przyznał.

Zdaniem eksperta zmiany dotyczące zaostrzenia kar dla "tzw. bandytów, potencjalnych zabójców drogowych" nie niósłby dla rządzących ryzyka politycznego. Bo nie uderzałby we wszystkich, a tylko w najbardziej niebezpiecznych kierowców.

Polacy mówią 'dość' piratom drogowym. Wyniki sondażu są jednoznaczne

- Więc w ogóle ryzyka nie było, a zmiany wydają się bardzo zachowawcze. Może minister nie umiał tego przedstawić? Ale nie chcę być aż tak naiwny - stwierdził rozmówca Adama Ozgi.