,
Obserwuj
Wielkopolskie

Podpowiadają Polakom, jak znaleźć... szkockich przodków. Niektóre tropy mogą być zaskakujące

Martyna Osiecka
4 min. czytania
21.07.2024 08:00
"Braveheart" to twój ulubiony film? Dźwięk dud porusza czułą strunę w twoim sercu? A może zawsze marzyłeś/aś, by zobaczyć potwora z Loch Ness? Czas sprawdzić, czy wśród przodków nie masz Szkotów.
|
|
fot. archiwum prywatne

Obecnie ponad 60 tys. Polaków mieszka w Szkocji, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę, że kilka wieków temu to Polska przywitała tysiące szkockich imigrantów, a wielu ich przodków żyje w Polsce do dziś, często zupełnie nieświadomych swoich szkockich korzeni. Ich poszukiwaniem zajął się Eryk Jan Grzeszkowiak - wykładowca genealogii genetycznej na uniwersytetach w Corku i Limericku, który zainicjował "Projekt Szkocko-Polski". Cel jest prosty: pomóc Polakom w odkrywaniu ich szkockiego dziedzictwa, a Szkotom - w nawiązaniu na nowo kontaktu z ich dawno zagubionymi polskimi krewnymi.

Ale skąd w ogóle Szkoci w naszym kraju? Jak tłumaczy Grzeszkowiak, przybywali na tereny dzisiejszej Polski już w XIV stuleciu. - Dziesięć procent dóbr, które dostarczano do Gdańska, pochodziło właśnie od szkockich kupców. Migracja ze Szkocji do Polski nasiliła się dopiero pod koniec XVI wieku i trwała aż do wieku XVII. Jej przyczyną były głównie konflikty religijne w Szkocji oraz kwestie gospodarcze - mówi nam pomysłodawca "Projektu Szkocko-Polskiego". - Populacja Szkocji zaczęła szybko rosnąć, więc coraz mniej osób miało pracę, z której można było się utrzymać. A Polska była atrakcyjna ze względów ekonomicznych, ale też religijnych - jako jedno z najbardziej tolerancyjnych państw w Europie w tamtym czasie - dodaje.

Szkocki przodek. Jak zacząć poszukiwania?

Wydawałoby się, że pierwszą sugestią szkockich korzeni może być cudzoziemsko brzmiące nazwisko albo po prostu nazwisko "Szkot". Grzeszkowiak zwraca jednak uwagę, że nie w każdym przypadku to się sprawdza. - Wiele męskich linii wygasło. Może się zdarzyć, że ktoś ma zupełnie polsko brzmiące nazwisko, ale któraś z linii po kądzieli pochodzi od Szkotów. Również te nazwiska, które są szkockiego pochodzenia, a w Polsce obecne są już od kilkuset lat, często uległy różnym modyfikacjom fonetycznym - tłumaczy badacz. I tak na przykład: MacLeod stał się Machlejdem, a Cochrane - Czochronem. Zebrane przez badaczy nazwiska można znaleźć na stronie internetowej "Projektu szkocko-polskiego".

Wyjechał do Londynu pracować na budowie, a został burmistrzem. Pierwszy taki przypadek

Na szkockich przodków mogą natrafić pasjonaci badania rodzinnej genealogii. Tak się stało w przypadku Janusza Stanisława Andrasza, autora podcastu "Genealogiczne śledztwo" i uczestnika "Projektu Szkocko-Polskiego".

W jego przypadku droga do odkrycia szkockich korzeni była długa i kręta. - Część moich krewnych mieszkała na Wołyniu. Wiadomo, jakie były losy tamtejszych rodzin. Po wojnie rozproszyli się po Polsce i całym świecie - mówi. Kluczem okazało się odnalezienie kuzynostwa. - W przeciwieństwie do moich dziadków, którzy - uciekając z Wołynia - nie zabrali żadnych dokumentów, ci krewni mieli jedną podpisaną fotografię z 1870 roku - wspomina.

Te korzenie okazały się jednak... węgierskie. Andrasz jednak szukał dalej. - Dzięki tej podpisanej fotografii, mając konkretne imię i nazwisko, zacząłem powoli odkrywać historię całej rodziny. Po jakimś czasie doszedłem do moich szkockich przodków - opowiada. Odkrycia genealogiczne tej linii doprowadziły go do siedemnastowiecznego Poznania i kolejnego nazwiska noszonego przez jego przodków. - Znanego wszystkim czytelnikom "Przygód Sherlocka Holmesa". On miał pomocnika, doktora Watsona, i [ci przodkowie] to są właśnie Watsonowie - mówi nie bez dumy Andrasz.

Podpisana fotografia, na którą natknął się Janusz Stanisław Andrasz.
Podpisana fotografia, na którą natknął się Janusz Stanisław Andrasz.
Archiwum prywatne

Dwie drogi odkrycia szkockich przodków

Nasi rozmówcy nie ukrywają - zdobycie informacji o przodkach pochłania wiele czasu i może się wiązać z wyjazdami do miejscowości, gdzie nie zdigitalizowano dawnych metryk urodzenia. Właśnie tą drogą poszedł Janusz Andrasz. - Myślę, że miałem trochę szczęścia, bo nie tylko odnalazłem w Poznaniu metrykę mojego pierwszego przodka urodzonego w Polsce w 1693 roku. Potem udało mi się odnaleźć w zasadzie wszystkie metryki aż do mnie - mówi.

Odsłonięto pomnik, który 'epatuje wyłącznie drastycznymi scenami'. 'Może komuś na tym zależy?'

Poszukiwania przodków potrafią doprowadzić do zaskakujących rezultatów. Tak jak w przypadku Andrasza - może się okazać, że za brata bezpośredniej przodkini ma się nikogo innego jak Jana Roberta Watsona-Priestfielda-Aithernay’ego, nadintendenta skarbca i tajnego radcę jego królewskiej mości Stanisława Augusta. Co ciekawe - tenże Robert sam zadbał o narysowanie swojego drzewa genealogicznego. - Nie kiwając nawet palcem, mam rodowód tych moich przodków przysłany ze Szkocji. Oczywiście na ile on jest prawdziwy, na ile sobie to upiększano, to już inna sprawa - uśmiecha się Janusz Andrasz, który utrzymuje kontakt z odnalezionymi potomkami rodziny Watsonów.

Szkockich przodków pozwala odkryć nie tylko genealogia, ale także genetyka. Można zrobić sobie po prostu test DNA. Jednak im dalszy przodek, tym mniejsza szansa, że mamy z nim wspólny kod genetyczny. - Tutaj mamy większą loterię. Zazwyczaj nie dziedziczymy dokładnie 25 procent DNA po naszych dziadkach i 12,5 procent po pradziadkach. Te proporcje się różnią - tłumaczy Eryk Jan Grzeszkowiak. - Z biegiem lat dochodzimy do takiego momentu, w którym jesteśmy spokrewnieni z danym przodkiem, ale nie mamy po nim żadnego odcinka genetycznego. Można to obejść, badając dodatkowe linie krewnych - dopowiada. I zaznacza, że jeśli nasi przodkowie późno decydowali się na potomstwo, to od ich przybycia w XVII wieku do dziś mogło minąć tylko 9-10 pokoleń.

Poznaj swoją daleką rodzinę

Eryk Jan Grzeszkowiak "Projekt Polsko-Szkocki" koordynuje z Edynburga. Są już pierwsze efekty. Polscy przodkowie siedemnastowiecznego burmistrza Wałcza - Michała Wolsona - mają wspólne odcinki DNA z odległymi krewnymi ze Szkocji.

- To pokazuje, że historia kołem się toczy. Kilkaset lat temu Szkoci emigrowali do Polski, a w tej chwili mamy około 60 tys. Polaków, którzy żyją w Szkocji. Być może niektórzy z nich też mają wśród przodków Szkotów - mówi Eryk Jan Grzeszkowiak. Chętni do udziału w "Projekcie Szkocko-Polskim" mogą zgłaszać się przez internet.