Wafelek pocieszenia dla pasażerów pociągu z Katowic do Ustki. Czekali ponad trzy godziny
Pociąg "Gwarek" relacji Katowice-Ustka miał zatrzymać się w Poznaniu o godz. 9.24. Przed godz. 9. zakomunikowano, że podróż opóźni się o ok. 40 min. Inny czas pokazywała aplikacja - 91 min.
- Te rozbieżności się potem zwiększały. Informowano nas np. o 70 min opóźnienia, gdy aplikacja wskazywała już 140, a później 150 i w końcu 170 min - wspominała rozmówczyni 'Gazety Wyborczej', która we czwartek 11 lipca wybierała się nad Bałtyk.
Czekających na peronie poinformowano, że na dworcu wydawana jest woda (panował upał). Nie powiedziano jednak gdzie. - W rezultacie nikt tej wody nie dostał - relacjonowała turystka.
Ostatecznie "Gwarek" przyjechał do Poznania dopiero o godz. 12.34, a więc opóźniony o ponad trzy godziny. Już w pociągu konduktorzy nawet nie sprawdzali biletów, ponieważ nie chcieli wysłuchiwać skarg podróżnych. - Kontrola rozpoczęła się dopiero za Koszalinem, gdy ludzi zdecydowanie ubyło - powiedziała kobieta.
Absurd w Zakopanem złoścí turystów. 'Miało być ułatwienie, jest koszmar'
Nie był to jednak koniec nieprzyjemności. Gdy podróż do Ustki prawie dobiegała końca, okazało się, że pociąg zatrzyma się w Słupsku, a pasażerowie muszą przesiąść się do innej maszyny.
- Pociąg miał być w Słupsku o godz. 13.57, a dojechał o 17.45. W ramach przeprosin dostaliśmy… wafelka. Nie tak to powinno wyglądać - podsumowała rozmówczyni 'GW'.
Ekspert ds. transportu broni pracowników kolei. "Są przemęczeni i zrezygnowani"
O sytuację, jaka miała miejsce na dworcu w Poznaniu, a później w jadącym pociągu, został zapytany ekspert ds. transportu. Jak wskazał dr Michał Beim z Uniwersytetu Przyrodniczego, w Poznaniu obsługa dworca powinna dostarczać czekającym pasażerom zimne napoje, bo to "podstawa".
Tu coraz mniej lubią turystów. Protesty na plażach i oblewanie wodą urlopowiczów
Ponadto - w ocenie eksperta - obsługa pociągów powinna mieć stały kontakt z centralą. Za zaniedbania obwinił kolejowych decydentów, a w obronę wziął szeregowych pracowników kolei.
- Oni często nie mają odpowiedniej informacji, są przemęczeni i zrezygnowani z powodu kolejnych opóźnień, dlatego czasami dla spokoju zamykają się w swoich przedziałach. A każdy przewoźnik powinien mieć specjalistyczne służby, które reagowałyby w takich sytuacjach. Tego w Polsce nie ma - mówił ekspert.
Gigantyczne opóźnienie pociągu w Poznaniu. PKP Intercity tłumaczy
Głos w sprawie gigantycznego opóźnienia i braku dostępu do wody zabrał również Maciej Dutkiewicz, rzecznik spółki PKP Intercity. Jak tłumaczył, na długi czas oczekiwania podróżnych wpłynęła awaria sieci trakcyjnej, uszkodzonej przez nawałnicę.
Poza tym - jak wskazał Dutkiewicz - podróżni na dworcu Poznań Główny mieli możliwość odebrania wody z maszyn vendingowych. - Komunikaty w tej sprawie były wygłaszane przez megafon stacyjny na peronach. Do pociągu "Gwarek" została dostarczona wodę i przekąski. W czasie przejazdu na całej trasie podróżni byli na bieżąco informowani o wielkości opóźnienia - przekonywał. I dodał, że "każdy podróżny ma prawo i możliwość złożenia reklamacji".
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>