,
Obserwuj
Świat

Dlaczego Rosja znów uderzyła Oriesznikiem? Urządza "nuklearne Halloween"

PS
4 min. czytania
09.01.2026 19:37

Rosjanie grają wizją nuklearnej apokalipsy i różnych "cudownych broni". (...) W obliczu ogromnych kosztów i niewielkich postępów na froncie, rosyjskie dowództwo uzupełnia działania militarne presją psychologiczną oraz sabotażem w Europie - ocenił Marcin Piotrowski, ekspert ds. zagrożeń rakietowych w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Jego zdaniem, po ataku Moskwy na Ukrainę z użyciem rakiety Oriesznik, odpowiedzią Zachodu powinno być wzmacnianie obrony.

fot. MIKHAIL METZEL/AFP/East News
  • Rosja po raz drugi użyła pocisku balistycznego Oriesznik przeciwko Ukrainie, co spowodowało niewielkie uszkodzenia budynków w obwodzie lwowskim, bez odnotowania skażenia chemicznego;
  • Marcin Piotrowski, ekspert ds. zagrożeń rakietowych, wskazuje, że Oriesznik to prototypowy system używany przez Rosję głównie dla efektu propagandowego, a nie ze względów strategicznych;
  • Zdaniem eksperta Zachód powinien odpowiadać na rosyjskie prowokacje poprzez wzmacnianie systemów obronnych i rozwijanie własnych zdolności ofensywnych w Europie.

W czwartek Rosja po raz drugi użyła przeciwko Ukrainie pocisku balistycznego średniego zasięgu typu Oriesznik. Jak wynika z oświadczeń przedstawicieli ukraińskiej administracji, również cytowanych przez agencję Reutera, pocisk użyty do ataku był wyposażony w atrapy głowic, które spowodowały "niewielkie uszkodzenia budynków w przedsiębiorstwie państwowym w obwodzie lwowskim". Według lokalnych władz nie odnotowano skażenia lub innych skutków tego ostrzału.

Według ministra spraw zagranicznych Litwy Kestutisa Budrysa, cytowanego przez agencję Interfax-Ukraina, celem ataku był magazyn gazu ziemnego w obwodzie lwowskim, położony w pobliżu miasta Stryj, około 60 kilometrów od granicy z Polską. 

- Po pierwszym użyciu Oriesznika przeciwko Ukrainie w listopadzie 2024 roku określiłem go mianem "rakiety Frankensteina" - powiedział Marcin Piotrowski, ekspert ds. zagrożeń rakietowych w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Dodał, że Oriesznik to "składak" kilku elementów pochodzących z innych, już sprawdzonych systemów. Jego zdaniem Moskwa stara się stworzyć wrażenie, że posiada i wprowadza już do służby nowe systemy strategiczne, takie jak Oriesznik. Te, według ich własnej narracji, nie mają na świecie analogów. To jednak nieprawda.

Oriesznik jest pociskiem średniego lub średnio-dalekiego zasięgu (ang. IRBM – Intermediate Range Ballistic Missile, pocisk balistyczny średnio-dalekiego zasięgu), prawdopodobnie opartym o konstrukcję pocisku RS-26 Rubież (prace nad nim trwały między 2011 a 2015 rokiem, program zawieszono w 2018 roku). Teoretycznie pocisk może przenosić głowice jądrowe - łącznie sześć, mających zdolność niezależnego naprowadzania na różne cele - choć w wojnie z Ukrainą stosowane są ładunki konwencjonalne. Ich dokładna celność jest trudna do ustalenia, jednak ograniczone skutki ataków wskazują, że efekty użycia tego typu broni są niewspółmierne do kosztów i mają głównie wymiar propagandowo-informacyjny: są raczej demonstracją zdolności niż dążeniem do zadania realnych strat.

Choć głowica wypełniona betonem może stanowić zagrożenie dla celów powierzchniowych, takich jak duże miasta czy lotniska, ekspert postrzega te działania jako element wojny informacyjnej wymierzonej w partnerów Ukrainy. Wybór celu w okolicach Lwowa nie był przypadkowy, jednak - jak zaznaczył Piotrowski - należy pamiętać, że Rosjanie uprzedzili Amerykanów o ataku z dwudniowym wyprzedzeniem, zgodnie z umową z 1988 roku dotyczącą notyfikacji testów balistycznych.

Redakcja poleca

"Dojdzie do kolejnych prób użycia Oriesznika"

Piotrowski, zapytany o to, czy uderzenie Oriesznikiem tak blisko granic NATO powinno budzić obawy o obecne bezpieczeństwo Polski i obiektów takich jak lotnisko w Jasionce, odparł, że Rosjanie próbują po prostu uwiarygodnić swoje groźby i kolejną wersję ich oficjalnej doktryny, używając do tego niedopracowanego systemu prototypowego. - Gdyby naprawdę zamierzali zaatakować cele w Polsce, po prostu użyliby sprawdzonych systemów, takich jak Iskander, które są rozmieszczone na Białorusi czy Kalibr wystrzelonych z Morza Czarnego - przekonywał.

Taka strategia psychologiczna - w ocenie ekspertka - wydaje się skuteczna w kontekście administracji Donalda Trumpa. - To, co robią Rosjanie nazywam "nuklearnym Halloween" - stwierdził. Jak zaznaczył, Rosjanie grają wizją nuklearnej apokalipsy i różnych "cudownych broni", co najwyraźniej działa na wyobraźnię polityków w USA. W obliczu ogromnych kosztów i niewielkich postępów na froncie, rosyjskie dowództwo uzupełnia działania militarne presją psychologiczną oraz sabotażem w Europie.

- Spodziewam się, że w najbliższych tygodniach lub miesiącach dojdzie do kolejnych prób użycia Oriesznika. Zwłaszcza że 5 lutego wygasa traktat Nowy START - prognozował analityk i wyjaśnił, że Rosjanie mogą chcieć wykreować wrażenie posiadania potężniejszego arsenału, aby zyskać lepszą kartę przetargową w przyszłych negocjacjach - na przykład oferując "wycofanie" rzekomo rozmieszczonych na Białorusi kompleksów w zamian za to, by Amerykanie nie rozmieszczali w Europie swoich systemów hipersonicznych LRHW Dark Eagle.

Jak powinna odpowiedzieć Europa?

Zdaniem eksperta PISM odpowiedzią Zachodu na te działania powinno być, i jest, wzmacnianie obrony. Niemcy wprowadzają system Arrow-3, zdolny do przechwytywania pocisków takich jak Oriesznik jeszcze w fazie środkowej ich lotu, czyli w kosmosie. Podobne możliwości mają amerykańskie antyrakiety SM-3 w bazie w Redzikowie. Istnieje też opcja rozmieszczenia w Europie Środkowej systemu THAAD. - Uważam jednak, że najlepszą odpowiedzią na rosyjskie prowokacje jest rozwijanie własnych europejskich zdolności ofensywnych, takich jak projekt ELSA, mający na celu wprowadzenie systemów balistycznych i manewrujących o zasięgu do trzech tysięcy kilometrów. Inwestowanie w te technologie to dla Europy jedna z lepszych dróg dla zapewnienia nam realnego bezpieczeństwa i wpłynięcia na kalkulacje Putina - podsumował Marcin Piotrowski.

Jak przekazał szef lwowskiej administracji obwodowej Maksym Kozycki, celem uderzenia Oriesznikiem, do którego doszło w czwartek tuż przed północą, był obiekt infrastruktury krytycznej. Przeprowadzone na miejscu badania laboratoryjne wykazały, że tło promieniowania mieściło się w normie i nie stwierdzono nadmiernego stężenia szkodliwych substancji w powietrzu. To znaczy, że żadna z głowic nie przenosiła ładunku nuklearnego.

Oriesznik to - jak twierdzi Rosja - hipersoniczna rakieta balistyczna średniego zasięgu. Przemieszcza się w egzosferze (pogranicze atmosfery i kosmosu) osiągając prędkością ok. 10 machów, a jej maksymalny zasięg to 5,5 tys. km. Może być wyposażona w sześć głowic uzbrojonych zarówno w ładunek konwencjonalny, jak i jądrowyzarówno konwencjonalnych, jak i jądrowych.

Źródło: PAP, fot. MIKHAIL METZEL/AFP/East News