Incydenty z dronami na Bałtyku. "Putin chce kryzysu autorytetów"
- Dania tak naprawdę nie chciała grać ostro z Rosją, ale jeśli incydenty z dronami będą się powtarzać, to może nas czekać dość duży kryzys dyplomatyczny. Dwa: jeśli Duńczycy rzeczywiście powiedzą: "Tak, to Rosja", to możemy się spodziewać dalszych ruchów. Jakich? Nie wiadomo, ale może to oznaczać chociażby wyrzucenie ambasadora - mówił w TOK FM Mateusz Gibała, ekspert ds. polityki nordyckiej.
W ostatnich dniach doszło do naruszeń przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowane duże drony w Danii. Według duńskiej policji bezzałogowce zostały zauważone w nocy ze środy na czwartek nad lotniskami w Aalborgu (na północy), Esbjerg (na zachodzie) oraz w Sonderborgu i nad wojskową bazą lotniczą Skrydstrup (na południu). W poniedziałek wieczorem drony o niezidentyfikowanym pochodzeniu widziano nad lotniskami w Kopenhadze.
- To temat numer jeden nie tylko w Danii, ale także w innych krajach nordyckich. Co ważne w tym kontekście: duńskie media podkreślają, że najprawdopodobniej Władimir Putin chce stworzyć kryzys autorytetów w krajach morza Bałtyckiego, by pokazać, że przywódcy tych krajów są niekompetentni i pozwalają na stanie paniki - skomentował w TOK FM Mateusz Gibała, ekspert ds. polityki nordyckiej i autor bloga Polityka po Nordycka. Zastrzegł przy tym, że jak na razie nie wiadomo oficjalnie, kto stoi za atakami.
Rozmówca Piotra Jaśkowiaka zwrócił także uwagę, że "cała sytuacja może jednak działać na korzyść zachodniego świata". - Jeśli Putin będzie chciał coraz bardziej destabilizować region, to siła państw morza Batyckiego powinna polegać na NATO i na tym, by przekonywać Donalda Trumpa do pozostania w Europie - podkreślił.
>>
A co wiadomo o samych dronach? Jak mówił gość TOK FM to dwa typy maszyn - mniejsze, prywatne jednostki praz większe, bardzo masywne, wojskowe drony. - Przede wszystkim mają duży zasięg, po to zaobserwować dużą przestrzeń, bo na tym zależało osobom, które je wypuściły. Chodziło o to, by zmapować dużą przestrzeń lotniska lub terenów wojskowych i stworzyć materiały dla wywiadu - dodał Mateusz Gibała.
Jak uzupełnił, mówi się też o tym, że drony "były sterowane prawdopodobnie z fregat lub statków widmo".
- Dania tak naprawdę nie chciała grać ostro z Rosją, ale jeśli incydenty będą się powtarzać, to może nas czekać dość duży kryzys dyplomatyczny. Dwa: jeśli Duńczycy rzeczywiście powiedzą: "Tak, to Rosja", to możemy się spodziewać dalszych ruchów. Jakich? Nie wiadomo, ale może to oznaczać chociażby wyrzucenie ambasadora - podsumował W TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP