,
Obserwuj
Świat

Na szale AI korzysta nawet Wyspa Bożego Narodzenia. Kiedy koniec bańki?

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
16.11.2025 20:10

Światowy boom na sztuczną inteligencję to też światowy boom na firmy, które mają z nią cokolwiek wspólnego, oraz na prąd. Bo sztuczna inteligencja pożera tyle energii, że musi jej szukać nawet poza Ziemią. Tylko czy ta napędzana kosmiczną energią bańka nie pęknie?

Elon Musk planuje umieścić swoje bazy danych poza Ziemią
Elon Musk planuje umieścić swoje bazy danych poza Ziemią
fot. ROBIN LEGRAND/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto korzysta na szale AI?
  • Gdzie powstają serwerownie?
  • W czym może pomóc... Słońce?

Na początek o firmach z tradycjami sięgającymi początków XIX wieku, które nagle stały się przedmiotem pożądania ludzi z wielkimi pieniędzmi. To francuski Legrand i niemiecki Schneider. Obie powstały na początku lat tysiąc osiemsetnych. Pierwsza produkuje kable, szafy elektryczne i osprzęt elektryczny. Druga kiedyś produkowała czołgi i armaty, a dzisiaj wytwarza między innymi transformatory i przekaźniki. Obie awansowały do technologicznej pierwszej ligi, mimo że branża, w której działają, korzeniami sięga czasów Edisona - "robią" w prądzie i oświetleniu. Swoje pięć minut zawdzięczają bańce sztucznej inteligencji, czyli przekonaniu rynków, że AI to przyszłość ludzkości, więc warto w nią inwestować, bo można na tym solidnie zarobić.

W ten sposób wartość jednej z kluczowych dla branży firm - amerykańskiej Nvidii - wzrosła w ciągu roku tak bardzo, że stała się największą firmą w historii ludzkości. Ale - jak słychać - nie tylko ona puchnie od nadmiaru gotówki. Jak na drożdżach rosną także firmy które produkują umowne łopaty i kilofy do produkcji sztucznej inteligencji, czyli wszystko, co jest potrzebne by budować i spinać siłownie wytwarzające prąd dla wielkich baz danych, w których "mieszka" AI.

Sto lat po wprowadzeniu porcelanowych włączników niemal jedna piąta sprzedaży francuskiego Legranda to systemy chłodzenia serwerów sprzedawane takim firmom jak Alphabet, czyli właściciel Goggle'a, i Amazon. Powodzi mu się tak fantastycznie, że cena jego akcji rosła nawet mocniej niż cena akcji samej Nvidii. Kto rok temu zainwestował w Legranda, dzisiaj jest bogatszy o blisko 60 procent. A końca tej popularności nie widać. Dlaczego? Bo trening modeli językowych takich jak kolejne wersje ChatGPT czy jemu podobnych pożera nawet 10 procent więcej prądu niż klasyczne korzystanie z baz danych. Dlatego serwerownie i niezbędne do ich zasilania siłownie rozmnażają się przez pączkowanie i przenoszą tam, gdzie ich budowa nie napotka oporu. Bo sztuczna inteligencja potrzebuje jeszcze więcej czipów, jeszcze więcej prądu, jeszcze więcej wody. I jeszcze więcej miejsca. Kolonizuje odległe wyspy, a wkrótce ma skolonizować kosmos.

Gdzie będzie dom dla Gemini?

Na początek bezludna wyspa u wybrzeży Australii. Tam może zamieszkać Gemini, czyli AI Google'a. Firma podpisała umowę na budowę giga bazy danych na wyspie Bożego Narodzenia na Oceanie Indyjskim. To australijskie terytorium zamorskie, o strategicznym znaczniu w tym rejonie. Przez Australię uznawana jest za kluczowy wojskowy przyczółek. Google zapewni więc australijskiej armii usługi w chmurze, a sam skorzysta z państwowej infrastruktury, by wznieść swoją nową serwerownię na końcu świata. Władze wyspy też są zachwycone, bo miejsce znane na świecie wyłącznie z migracji czerwonych krabów doczeka się technologicznego awansu, a miejscowa społeczność nowego miejsca pracy. I nie będzie to oczywiście największa kolonia sztucznej inteligencji na ziemi.

Rok temu w amerykańskim Wisconsin Microsoft kupił ponad 200-hektarową farmę dyń. Rzecz jasna nie po to, by produkować halloweenowe latarnie. Za ziemię wycenioną na 600 tysięcy dolarów zapłacił prawie 80 milionów. W szczerym polu koncern postawił najpotężniejsze na świecie centrum danych. Pracują w nim jednocześnie setki tysięcy procesorów Nvidii, trenując modele językowe i przetwarzając dane w superkomputerze największym na świecie. Sztuczna inteligencja ma mu zawdzięczać wnioskowanie i wraz z czterema innymi bazami tworzyć projekt Stargate. To popierany przez Biały Dom plan uczynienia z Ameryki potęgę AI. Zanim jednak potęga powstanie, trzeba dostarczyć jej elektryczną moc. W przypadku Stargate równoważną produkcji pięciu średniej wielkości elektrowni atomowych.

Skąd popłynie prąd

Odpowiedź brzmi: z kosmosu. To nieuniknione - sztuczna inteligencja poleci na razie na okołoziemską orbitę i tam zamieszka na stałe. Prąd powstanie z energii słonecznej, dostarczanej całodobowo bez żadnych zakłóceń. Brzmi jak pomysł nie z tej ziemi? Niekoniecznie. Tylko w ostatnim miesiącu z taką ideą wystąpili dwaj globalni giganci technologiczni.

To Elon Musk, założyciel Tesli, który chce swój biznes podnieść na nowy poziom, poziom sztucznej inteligencji humanoidalnych robotów i autonomicznych samochodów, oraz prezes Google'a, Sundar Pitchai. Projekt nazywa się Suncatcher. Czyli - mniej więcej - Łowca Słońca. Które produkuje 100 miliardów razy więcej energii niż cała anergia elektryczna wytwarzana przez ludzkość. Najłatwiej korzystać z niej na miejscu, na niskiej orbicie, prace nad wysłaniem AI w kosmos są podobno zaawansowane. A szansą na ich szybkie zakończenie mają być… rakiety Elona Muska. Te same, które wynoszą na orbitę telekomunikacyjne Starlinki. Zresztą sam Musk też planuje umieścić swoje bazy danych poza Ziemią. I to dalej niż inni, bo na Księżycu. Jego firma jest filarem finansowanej przez rząd misji Artemis. Chodzi o wysłanie Amerykanów z powrotem na Księżyc, a potem postawienie tam stałej bazy przystankowej w podróży na Marsa. Ale zanim to się stanie, do rozwiązania pozostaje seria kosmicznych problemów: jak prowadzić naprawy na orbicie, jak połączyć moc obliczeniową w sieć, jak nawigować stadem latających baz danych umieszczonych co kilkaset metrów od siebie? I jak wszystko to zrobić tanio? Na razie bowiem zysk z czystej i nieprzerwanej produkcji prądu na orbicie nie przeważa ceny transportu i logistyki w kosmosie. Jeśli to się uda, nad głowami ziemian znajdzie się największy w historii rozproszony super komputer obsługujący naziemną sztuczną inteligencję, która będzie w tym czasie prowadzić samochód, animować filmy dla dzieci, prasować koszule, projektować kolekcje ultra fast fashion i po sprawdzeniu zawartości lodówki zamawiać zakupy do domu.

Wielkie bum

Na koniec o bańce i jej rozmiarach. Bańka ma wymiar Nvidii, największej firmy świata. Której wartość rośnie wykładniczo. W ciągu zaledwie roku ten wzrost wyniósł bilion dolarów, a rozmiar biznesu po raz pierwszy w historii przekroczył 5 bilionów. Niegdyś firma z Doliny Krzemowej produkowała ultraszybkie procesory graficzne, napędzające komputerowe gry fabularne. Dzisiaj jej czipy są mózgiem niemal każdej sztucznej inteligencji i centrum bańki. Wokół Nvidii powstaje sieć firm współtworzących wizję nowej wspaniałej przyszłości. Jak Amazon, OpenAI, Oracle i Palatir. Z samodzielnymi człekopodobnymi robotami, autami bez kierowców i najbardziej uciążliwymi pracami wykonywanymi przez autonomiczne maszyny.

Problem tkwi w wielkości tej bańki. Dostrzega go pewien trader, którego niewielu zna z nazwiska, ale wielu zna jego historię, bo na jej podstawie powstał film "Big Short". Opowiadający o tym, jak przewidział upadek amerykańskiego rynku kredytów hipotecznych, potem banków, rynku nieruchomości, a na końcu całej gospodarki amerykańskiej. Czyli katastrofę na skalę globalną, bo wstrząsy wtórne po pęknięciu bańki kredytowej objęły całą gospodarkę światową. Co dzisiaj obstawia słynny trader? Wielkie bum.