Na szale AI korzysta nawet Wyspa Bożego Narodzenia. Kiedy koniec bańki?
Światowy boom na sztuczną inteligencję to też światowy boom na firmy, które mają z nią cokolwiek wspólnego, oraz na prąd. Bo sztuczna inteligencja pożera tyle energii, że musi jej szukać nawet poza Ziemią. Tylko czy ta napędzana kosmiczną energią bańka nie pęknie?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto korzysta na szale AI?
- Gdzie powstają serwerownie?
- W czym może pomóc... Słońce?
Na początek o firmach z tradycjami sięgającymi początków XIX wieku, które nagle stały się przedmiotem pożądania ludzi z wielkimi pieniędzmi. To francuski Legrand i niemiecki Schneider. Obie powstały na początku lat tysiąc osiemsetnych. Pierwsza produkuje kable, szafy elektryczne i osprzęt elektryczny. Druga kiedyś produkowała czołgi i armaty, a dzisiaj wytwarza między innymi transformatory i przekaźniki. Obie awansowały do technologicznej pierwszej ligi, mimo że branża, w której działają, korzeniami sięga czasów Edisona - "robią" w prądzie i oświetleniu. Swoje pięć minut zawdzięczają bańce sztucznej inteligencji, czyli przekonaniu rynków, że AI to przyszłość ludzkości, więc warto w nią inwestować, bo można na tym solidnie zarobić.
W ten sposób wartość jednej z kluczowych dla branży firm - amerykańskiej Nvidii - wzrosła w ciągu roku tak bardzo, że stała się największą firmą w historii ludzkości. Ale - jak słychać - nie tylko ona puchnie od nadmiaru gotówki. Jak na drożdżach rosną także firmy które produkują umowne łopaty i kilofy do produkcji sztucznej inteligencji, czyli wszystko, co jest potrzebne by budować i spinać siłownie wytwarzające prąd dla wielkich baz danych, w których "mieszka" AI.
Sto lat po wprowadzeniu porcelanowych włączników niemal jedna piąta sprzedaży francuskiego Legranda to systemy chłodzenia serwerów sprzedawane takim firmom jak Alphabet, czyli właściciel Goggle'a, i Amazon. Powodzi mu się tak fantastycznie, że cena jego akcji rosła nawet mocniej niż cena akcji samej Nvidii. Kto rok temu zainwestował w Legranda, dzisiaj jest bogatszy o blisko 60 procent. A końca tej popularności nie widać. Dlaczego? Bo trening modeli językowych takich jak kolejne wersje ChatGPT czy jemu podobnych pożera nawet 10 procent więcej prądu niż klasyczne korzystanie z baz danych. Dlatego serwerownie i niezbędne do ich zasilania siłownie rozmnażają się przez pączkowanie i przenoszą tam, gdzie ich budowa nie napotka oporu. Bo sztuczna inteligencja potrzebuje jeszcze więcej czipów, jeszcze więcej prądu, jeszcze więcej wody. I jeszcze więcej miejsca. Kolonizuje odległe wyspy, a wkrótce ma skolonizować kosmos.
Gdzie będzie dom dla Gemini?
Na początek bezludna wyspa u wybrzeży Australii. Tam może zamieszkać Gemini, czyli AI Google'a. Firma podpisała umowę na budowę giga bazy danych na wyspie Bożego Narodzenia na Oceanie Indyjskim. To australijskie terytorium zamorskie, o strategicznym znaczniu w tym rejonie. Przez Australię uznawana jest za kluczowy wojskowy przyczółek. Google zapewni więc australijskiej armii usługi w chmurze, a sam skorzysta z państwowej infrastruktury, by wznieść swoją nową serwerownię na końcu świata. Władze wyspy też są zachwycone, bo miejsce znane na świecie wyłącznie z migracji czerwonych krabów doczeka się technologicznego awansu, a miejscowa społeczność nowego miejsca pracy. I nie będzie to oczywiście największa kolonia sztucznej inteligencji na ziemi.
Rok temu w amerykańskim Wisconsin Microsoft kupił ponad 200-hektarową farmę dyń. Rzecz jasna nie po to, by produkować halloweenowe latarnie. Za ziemię wycenioną na 600 tysięcy dolarów zapłacił prawie 80 milionów. W szczerym polu koncern postawił najpotężniejsze na świecie centrum danych. Pracują w nim jednocześnie setki tysięcy procesorów Nvidii, trenując modele językowe i przetwarzając dane w superkomputerze największym na świecie. Sztuczna inteligencja ma mu zawdzięczać wnioskowanie i wraz z czterema innymi bazami tworzyć projekt Stargate. To popierany przez Biały Dom plan uczynienia z Ameryki potęgę AI. Zanim jednak potęga powstanie, trzeba dostarczyć jej elektryczną moc. W przypadku Stargate równoważną produkcji pięciu średniej wielkości elektrowni atomowych.
Skąd popłynie prąd
Odpowiedź brzmi: z kosmosu. To nieuniknione - sztuczna inteligencja poleci na razie na okołoziemską orbitę i tam zamieszka na stałe. Prąd powstanie z energii słonecznej, dostarczanej całodobowo bez żadnych zakłóceń. Brzmi jak pomysł nie z tej ziemi? Niekoniecznie. Tylko w ostatnim miesiącu z taką ideą wystąpili dwaj globalni giganci technologiczni.
To Elon Musk, założyciel Tesli, który chce swój biznes podnieść na nowy poziom, poziom sztucznej inteligencji humanoidalnych robotów i autonomicznych samochodów, oraz prezes Google'a, Sundar Pitchai. Projekt nazywa się Suncatcher. Czyli - mniej więcej - Łowca Słońca. Które produkuje 100 miliardów razy więcej energii niż cała anergia elektryczna wytwarzana przez ludzkość. Najłatwiej korzystać z niej na miejscu, na niskiej orbicie, prace nad wysłaniem AI w kosmos są podobno zaawansowane. A szansą na ich szybkie zakończenie mają być… rakiety Elona Muska. Te same, które wynoszą na orbitę telekomunikacyjne Starlinki. Zresztą sam Musk też planuje umieścić swoje bazy danych poza Ziemią. I to dalej niż inni, bo na Księżycu. Jego firma jest filarem finansowanej przez rząd misji Artemis. Chodzi o wysłanie Amerykanów z powrotem na Księżyc, a potem postawienie tam stałej bazy przystankowej w podróży na Marsa. Ale zanim to się stanie, do rozwiązania pozostaje seria kosmicznych problemów: jak prowadzić naprawy na orbicie, jak połączyć moc obliczeniową w sieć, jak nawigować stadem latających baz danych umieszczonych co kilkaset metrów od siebie? I jak wszystko to zrobić tanio? Na razie bowiem zysk z czystej i nieprzerwanej produkcji prądu na orbicie nie przeważa ceny transportu i logistyki w kosmosie. Jeśli to się uda, nad głowami ziemian znajdzie się największy w historii rozproszony super komputer obsługujący naziemną sztuczną inteligencję, która będzie w tym czasie prowadzić samochód, animować filmy dla dzieci, prasować koszule, projektować kolekcje ultra fast fashion i po sprawdzeniu zawartości lodówki zamawiać zakupy do domu.
Wielkie bum
Na koniec o bańce i jej rozmiarach. Bańka ma wymiar Nvidii, największej firmy świata. Której wartość rośnie wykładniczo. W ciągu zaledwie roku ten wzrost wyniósł bilion dolarów, a rozmiar biznesu po raz pierwszy w historii przekroczył 5 bilionów. Niegdyś firma z Doliny Krzemowej produkowała ultraszybkie procesory graficzne, napędzające komputerowe gry fabularne. Dzisiaj jej czipy są mózgiem niemal każdej sztucznej inteligencji i centrum bańki. Wokół Nvidii powstaje sieć firm współtworzących wizję nowej wspaniałej przyszłości. Jak Amazon, OpenAI, Oracle i Palatir. Z samodzielnymi człekopodobnymi robotami, autami bez kierowców i najbardziej uciążliwymi pracami wykonywanymi przez autonomiczne maszyny.
Problem tkwi w wielkości tej bańki. Dostrzega go pewien trader, którego niewielu zna z nazwiska, ale wielu zna jego historię, bo na jej podstawie powstał film "Big Short". Opowiadający o tym, jak przewidział upadek amerykańskiego rynku kredytów hipotecznych, potem banków, rynku nieruchomości, a na końcu całej gospodarki amerykańskiej. Czyli katastrofę na skalę globalną, bo wstrząsy wtórne po pęknięciu bańki kredytowej objęły całą gospodarkę światową. Co dzisiaj obstawia słynny trader? Wielkie bum.