,
Obserwuj
Świat

Rosjanie znaleźli jej nagie zdjęcia i zmusili do zamachu. "Dzieci jak żywe bomby"

6 min. czytania
28.03.2025 06:35

Rosjanie atakują Ukrainę jej dziećmi. Szantażują je lub przekupują, po czym posyłają do zamachów i wysadzają w powietrze. - To eskalacja, w której widać skrajny cynizm Kremla - mówi w tokfm.pl Maria Piechowska z PISM. Jak dodaje, historie werbowanych przez Rosjan dzieci rezonują w Ukrainie z głośnym serialem "Dojrzewanie".

|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Rosjanie coraz częściej przerabiają dzieci z Ukrainy na żywe bomby i podkładają je w budynkach wojskowych oraz policyjnych. Ostatnio miała zostać zdetonowana czternastolatka obok komisariatu w Tarnopolu, ale zapobiegły temu ukraińskie służby. Ich uwagę zwrócił czarny plecak, który dziewczyna zdjęła z ramienia i wsunęła pod radiowóz. Okazało się, że w tornistrze był ładunek wybuchowy, a do niego został podpięty telefoniczny detonator. 'Eksplozja miała zabić nastolatkę i jak najwięcej przechodniów' - podała Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i dodała, że teraz zamachowczyni grozi do 10 lat więzienia.

Ta historia miała początek, gdy Rosjanie namierzyli młodą Ukrainkę na Telegramie. To tam najczęściej typują dzieci, z których potem robią terrorystów-samobójców. Zazwyczaj ich uwagę przyciągają młodzi Ukraińcy, którzy szukają zarobku. Tak też było ze wspomnianą czternastolatką - gdy napisała, że potrzebuje pieniędzy, służby Kremla nawiązały z nią kontakt. Zhakowały telefon dziewczyny i odnalazły tam jej nagie zdjęcia. Wiedziały już, że nie muszą proponować wynagrodzenia za współpracę. Wybrały szantaż.

Młoda Ukrainka bała się, że jej fotografie zostaną opublikowane w internecie, dlatego zrobiła, co jej kazali. Zgodnie z ich instrukcją skonstruowała ładunek wybuchowy. Idąc z nim do wskazanego miejsca, prawdopodobnie nie wiedziała, że miała zginąć. Agenci służb Władimira Putina śledzą młodych zamachowców za pomocą nadajnika GPS, po czym odpalają bomby znienacka.

Papież Franciszek już wie, ile będzie rządził Kościołem. 'Ambitny plan'

Akurat tę dziewczynę (i jej potencjalne ofiary) uratowali ukraińscy mundurowi, ale nie udało się ocalić wielu innych nastolatków. Np. chłopca, który w lutym przyniósł pakunek do jednostki Gwardii Narodowej w obwodzie charkowskim. Oprócz niego w wybuchu zginął żołnierz, do którego paczka została zaadresowana. Tylko w tym roku ukraińskie media informowały o ok. 10 dzieciach, które zostały zwerbowane do zamachów terrorystycznych.

Mimo zapewnień Rosji, że chce rozejmu, jej siły każdego dnia uderzają w Ukrainę. Używają do tego pocisków rakietowych, bomb i dronów. Dlaczego jeszcze atakują ofiarę jej własnymi dziećmi? - To eskalacja, która ma jeden główny cel - mówi Maria Piechowska z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

"Dojrzewanie" na Netfliksie. Ten serial rezonuje z historiami młodych zamachowców

Zanim jednak ekspertka opisze ten cel, pyta, czy oglądałem 'Dojrzewanie' na Netfliksie. Jak mówi, ten popularny w Polsce serial stał się głośny również w Ukrainie. Rezonuje z historiami werbowanych do terroryzmu dzieci i dlatego polecają go sobie tamtejsi rodzice.

Bohaterem 'Dojrzewania' jest trzynastolatek, który został oskarżony o brutalne morderstwo koleżanki ze szkoły. Jego zdruzgotani ojciec i matka najpierw zadają pytanie 'Co się stało?', a później uświadamiają sobie, jak mało wiedzieli o synu. Gdy Jamie siedział w pokoju, myśleli, że jest bezpieczny. Nie wiedzieli, że chłopiec - podłączony do sieci - przeżywa tam upokorzenia, frustrację i gniew, które w nim eskalują. Kiedy rodzice w końcu zdają sobie sprawę, że stracili czujność i emocjonalnie zaniedbali syna, nie mogą już tego naprawić. Jest za późno. - Przepraszam synu, nie wyszło mi - mówi zrozpaczony ojciec.

Ukraińscy rodzice oglądają ten serial razem z doniesieniami o atakach terrorystycznych dzieci i młodzieży. Np. o wybuchu przy dworcu w Iwano-Frankiwsku, do którego doszło 11 marca. Zginął w nim siedemnastolatek, a piętnastolatek został ciężko ranny. Chłopców wysadziły w powietrze rosyjskie służby, które wcześniej zwerbowały ich na Telegramie. Obiecały 1,7 tys. dolarów za zrobienie dwóch bomb w termosach. Jedną młodzi Ukraińcy zanieśli na dworzec, a drugą zostawili w mieszkaniu. Po eksplozji tej drugiej w bloku wybuchł pożar i ewakuowano 20 mieszkańców. Piętnastolatek, który przeżył swój zamach, może teraz spędzić w więzieniu resztę życia.

To jednak tylko suche fakty podane przez SBU. Nie wiemy, co działo się w emocjach chłopców, zanim zostali terrorystami. I to właśnie najbardziej przeraża ukraińskich rodziców.

- Dzieci żyją głównie w rzeczywistości wirtualnej, a ojcowie i matki mają tam do nich ograniczony dostęp. W Ukrainie jest tak również dlatego, że część rodziców służy na froncie, a reszta zmaga się z traumami i trudnościami wojennymi. Niedopilnowanie i osamotnienie dzieci wykorzystują rosyjskie służby, które tropią je w internecie - opisuje Maria Piechowska.

Rosjanie do takich werbunków używają głównie trzech narzędzi: pieniędzy, szantażu, manipulacji. Rzadko zdarza się, by młody Ukrainiec poszedł na współpracę z Rosjanami z pobudek ideologicznych. Dzieci są mamione zapewnieniami, że jak wszystko dobrze pójdzie, zostanie zniszczony tylko budynek, nic nikomu się nie stanie i obejdzie się bez konsekwencji.

Ekspertka zwraca uwagę, że dzieci są łatwym celem manipulacji. Zwłaszcza te ukraińskie, którym wojna przetrąciła psychikę. - Nie znają świata innego niż wojenny, bo atak Rosji na Ukrainę trwa od 2014 roku, a pełnoskalowa inwazja od 2022 roku. W dodatku ta ostatnia przedłużyła części uczniów naukę zdalną, na którą szkoły przeszły podczas pandemii. Potęguje to izolację i pogarsza kondycję psychiczną dzieci. Na tych słabościach grają Rosjanie - tłumaczy Maria Piechowska.

Rosjanie uderzają w to, co najbardziej boli Ukraińców. "Desperacja"

Wracam do pytania, dlaczego Rosjanie atakują Ukrainę jej dziećmi. Zdaniem mojej rozmówczyni chodzi o wywołanie efektu psychologicznego, który ma złamać Ukraińców. - Werbując nastolatków do zamachów terrorystycznych, Rosjanie uderzają w najczulszy punkt Ukrainy. W to, co najbardziej boli. Władimir Putin chce doprowadzić do sytuacji, w której jego wrogowie będą tak przerażeni i zmęczeni wojną, że się poddadzą - tłumaczy Maria Piechowska.

Jak dodaje, to kolejna odsłona kampanii Putina przeciwko ukraińskim dzieciom. Zaczął od porywania ich i wywożenia w głąb Rosji, czym rzekomo miał je ratować przed wojną. W ten sposób uprowadzono już co najmniej 20 tys. małych Ukraińców. Są poddawane indoktrynacji i "wychowywane" na Rosjan. Niektóre prawdopodobnie zostaną wyszkolone do walki przeciwko swoim rodakom.

- Ponadto w 2023 roku Rosjanie zaczęli werbować dzieci do akcji malowania na murach antyukraińskich grafik. Potem na zlecenie służb z Kremla fotografowały ukraiński sprzęt wojskowy, który miał zostać zniszczony. Robiły też zdjęcia komisariatom, które później stawały się celem Rosjan. Teraz młodzi Ukraińcy są zmuszani do podkładania tam bomb. To eskalacja, w której widać skrajny cynizm Kremla - podkreśla.

Cyniczne są też powody, dla których służby Putina detonują dzieci zwerbowane do zamachów. Jak twierdzą ukraińskie służby, Rosjanie likwidują w ten sposób świadków, a jednocześnie unikają wypłacania pieniędzy za przeprowadzone akcje terrorystyczne.

Ekspertka zwraca uwagę również na desperację Rosjan. Nie mogąc podbić Ukrainy na polu walki, uciekają się do ataków na dzieci. W Buczy, Irpieniu i we wsi Ołeksandriwka znajdowano ciała maluchów ze śladami tortur, a nawet gwałtów. Rosjanie nie oszczędzali tam nawet niemowląt. Później ostrzeliwali też przedszkola i szpitale dla najmłodszych. Teraz przerabiają ich w zamachowców.

- Chcą złamać ducha wroga, ale nie rozumieją, że to tak nie działa. Patrząc na te zbrodnie wojenne, Ukraińcy jeszcze mocniej zaciskają zęby i tym bardziej walczą. Bo mają kolejny dowód, że celem Rosji jest wyniszczenie ich narodu - opisuje ekspertka z PISM.

Rosjanie łowią ukraińskie dzieci. Pieniądze za wzniecanie pożarów

Niedawno w rejonie krzemienieckim uczeń szóstej klasy zgłosił policji, że ktoś na Telegramie oferował mu pieniądze za wzniecanie pożarów. Jak poinformowała prokuratura w Tarnopolu, chodziło o podpalanie "budynków organów ścigania i obiektów infrastruktury krytycznej". Chłopiec odmówił, bo wcześniej w jego szkole nauczyciele i policjanci tłumaczyli, jak wyglądają takie próby werbunku.

- Rosjanie zarzucają wędkę, gdzie się da, ale nie zawsze połów jest udany. Ukraińcy bronią się przed tym, organizując w szkołach właśnie te specjalne lekcje dot. zagrożeń w internecie. Z kolei tamtejsze media wzmacniają postawy patriotyczne, nagłaśniając historie dzieci, które odmówiły służbom Kremla - opowiada.

Jak dodaje, od początku wojny Ukraina stara się uczyć młodych odpowiedzialności za własne państwo, bo ma świadomość, że zagrożenie szybko nie minie. Nawet jeżeli aktywna faza wojny się skończy, to Władimir Putin nie zrezygnuje z planów podporządkowania sobie Ukrainy. - Dlatego Kijów będzie opierać się do końca, bo wie, że ze strony Rosji czeka go tylko śmierć - tłumaczy ekspertka z PISM.

Kara dla Putina? "Niestety, to już się zmieniło"

Gdy pół roku temu rozmawiałem z Marią Piechowską o porywaniu dzieci z Ukrainy, zapytałem, czy Władimir Putin kiedyś za to odpowie. 'Na razie Międzynarodowy Trybunał Karny wysłał list gończy za nim i Marią Lwową-Biełową (komisarz ds. praw dzieci w biurze prezydenta Rosji). Oznacza to, że najprawdopodobniej już nigdy nie będą mogli swobodnie podróżować po świecie, bo w wielu krajach mogą zostać zatrzymani. To ma znaczenie, ale niestety bardziej symboliczne i takie pewnie już zostanie' - odpowiedziała ekspertka.

- Niestety, to już się zmieniło - dodaje teraz. - Co prawda, Europa pozostanie dla Putina zamknięta, ale wszystko wskazuje na to, że Stany Zjednoczone chcą się z nim dogadać i nie będą przestrzegać nakazu jego aresztowania - stwierdza.

- Może pani sobie wyobrazić, że Putin zostanie przyjęty z honorami w Białym Domu? - pytam.

- Nie, choć Amerykanie pewnie byliby na to gotowi. Jednak Putin tam nie pojedzie, bo ma obsesję na punkcie swojego bezpieczeństwa. Bałby się, że ktoś w Ameryce dokona zamachu na jego życie. W każdym razie jego polityczna izolacja właśnie się kończy. To smutne, ale nawet tej symbolicznej kary, o której wcześniej mówiłam, prawdopodobnie nie będzie - podsumowuje moja rozmówczyni.

Źródło: TOK FM