,
Obserwuj
Świat

Ukrainie brakuje żołnierzy. Polska powinna pomóc, dokonując deportacji?

3 min. czytania
23.01.2024 12:18
Choć Ukraina mierzy się z niedoborem żołnierzy już od maja 2023 roku, to jak mówił w TOK FM gen. Waldemar Skrzypczak, nadal nie ogłoszono mobilizacji. - Jeżeli jej nie zrobią, wiosną nie będą w stanie prowadzić operacji obronnych, nie mówiąc już o operacjach ofensywnych, które cały czas propaganda ukraińska zapowiada - ocenił były dowódca Sił Lądowych.
|
|
fot. REUTERS/Alina Smutko

Przebieg ukraińskiej kontrofensywy postawił pod znakiem zapytania nadzieje Kijowa i Zachodu, dotyczące szybkiego zakończenia wojny. Ważą się też losy wsparcia militarnego dla Ukrainy, udzielanego przez USA. Biorąc pod uwagę zbliżające się tam wybory i ewentualne zwycięstwo przeciwnego pomaganiu Donalda Trumpa, Ukraina może wkrótce być zdana na siebie.

Gen. Waldemar Skrzypczak w TOK FM wojnę w Ukrainie wprost nazwał "wojną straconych szans", a to przez "szereg błędów strategicznych i operacyjnych", które Ukraińcy popełnili na przestrzeni ostatnich dwóch lat.

A przed Kijowem stoi "wielkie wyzwanie", czyli uzupełnienie braków na froncie, gdzie od dawna brakuje żołnierzy. - Ukraina stoi przed wielkim wyzwaniem braku żołnierzy i nadal nie przeprowadziła mobilizacji. Jeżeli jej nie zrobią, wiosną nie będą w stanie prowadzić operacji obronnych, nie mówiąc już o operacjach ofensywnych, które cały czas propaganda ukraińska zapowiada - wyjaśnił były dowódca Sił Lądowych oraz oficer dyplomatyczny wojsk pancernych.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Jak przypomniał gość audycji "Pierwszy program", pierwsze oznaki kryzysu związanego z niedoborem żołnierzy, pojawiły się już w maju 2023 roku. - Od tamtego czasu Ukraińcy, jeżeli chodzi o mobilizację, nie zrobili nic. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy ocenia potrzebę na około pół miliona nowych żołnierzy - zakładam, że żołnierzy wyszkolonych, którzy będą mogli uzupełnić jednostki i spróbować utworzyć nowe w oparciu o sprzęt, który przychodzi z Zachodu - mówił gen. Skrzypczak w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

Zełenski ma poważny problem. 'To na pewno będzie wywoływało opór społeczny'

By odwrócić tę sytuację - w ocenie eksperta - potrzebna jest natychmiastowa decyzja nie tylko prezydenta Zełenskiego, ale i sojuszników Ukrainy.

- Trzeba sięgnąć po obywateli Ukrainy, którzy przebywają na emigracji. To musi być inicjatywa w stosunku do rządów w Warszawie, Paryżu, Pradze i wszędzie tam, gdzie przebywają. Te rządy powinny pomóc Kijowowi dokonać deportacji. Poza tym Ukraińcy muszą przeprowadzić ograniczoną mobilizację u siebie. Nie mogą zrobić powszechnej, bo ta mogłaby załamać funkcjonowanie państwa i gospodarki, a na to Ukraina nie może sobie pozwolić - argumentował były dowódca Sił Lądowych.

Tusk w Kijowie. Co załatwi? 'Nie sądzę, żeby nowy rząd dał się wpuścić w maliny'

Ruszają manewry. "Steadfast Defender 2024". "Nie chcemy propagandy, chcemy wojsk"

W poniedziałek rozpoczęły się ćwiczenia NATO "Steadfast Defender 2024", których scenariusz częściowo jest inspirowany doświadczeniami i wnioskami z wojny na Ukrainie. Ćwiczenia realizowane będą jednocześnie w wielu regionach Europy z udziałem ok. 90 tysięcy żołnierzy. Stąd "Steadfast Defender 2024" zyskały miano "największych ćwiczeń od czasu Zimnej Wojny".

Gen. Waldemara Skrzypczaka ta liczba "nie powala", w przeciwieństwie do liczby 300 tys., żołnierzy którzy - zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami NATO w Wilnie - mieli strzec wschodniej flanki NATO. - Oczekiwania państw wschodniej flanki NATO, w tym Polski, są takie, że chcielibyśmy mieć na swoim terytorium siły z potencjałem dwóch dywizji amerykańskich. A nikt nie jest w stanie mi wskazać choć jednej gotowej dywizji w NATO, która byłaby w pełni przygotowana do tego, żeby reagować w ramach operacji obronnej na Wschodzie - wskazał wojskowy.

Generał podał przykład Niemiec i Litwy, które podpisały umowę dotyczącą umieszczenia ok. 4800 niemieckich żołnierzy w Litwie do... 2027 roku. - Zatem nie bardzo rozumiem, na czym polegają te ćwiczenia. Nie mamy w NATO wojsk zdolnych do działania. Bardziej to będzie polegało na propagandzie. Nie chcemy propagandy, chcemy wojsk, które są sprawne, wyszkolone wyposażone i zgrane bojowo - podsumował rozmówca Wojciecha Muzala.