Rosyjscy żołnierze w kotle w Wołczańsku? "Odpowiednio spreparowany materiał służb prasowych"
Pojawiły się informacje z frontu o sporym sukcesie wojsk ukraińskich w Wołczańsku. W usytuowanym w tej miejscowości Zakładzie Agregatów zostało ponoć okrążonych blisko 400 rosyjskich żołnierzy. Rosjanie podejmują kolejne próby wydostania się, ale są skutecznie odpierani. Z przekazywanych przez Kijów informacji wynika, że armia ukraińska zaczęła bombardować teren fabryki, a część Rosjan zdecydowała się poddać.
Nie ma dziennikarzy w Wołczańsku
Marcin Ogdowski komentując te doniesienia dla tokfm.pl zwrócił przede wszystkim uwagę na to, że te informację trudno jest zweryfikować. - Należy pamiętać, że obszar bezpośrednich działań wojennych jest dobrze wyizolowany informacyjnie. Co dotyczy obu stron i całego frontu - tłumaczył dziennikarz, pisarz, były korespondent wojenny, autor bloga bezkamuflazu.pl. Przypominał, że dziennikarze czasem dopuszczani są na pierwszą linię, ale w Wołczańsku ich w tej chwili nie ma.
- To, co dociera do opinii publicznej, to odpowiednio spreparowany materiał służb prasowych - ocenił Ogdowski, dodając, że czasem trafiają się jakieś materiały wynikające z czyjejś niesubordynacji. Nie można zapominać, że w Ukrainie obowiązuje cenzura wojenna i dotyczy zarówno wojskowych, jak i cywilów. W Rosji zresztą też.
'Konsultacja za 800 złotych nie trwoży'. Tak testuje się granice na pacjentach
W efekcie trzeba, zdaniem rozmówcy tokfm.pl, należy pamiętać, że doniesienia o kotle w Wołczańsku, pochodzą od ukraińskich służb prasowych. - Podobnie rzecz się ma z informacjami na temat dużej liczby wziętych do niewoli Rosjan. Na upublicznionych filmach widzimy ledwie kilku poddających się wojskowych, co w realiach tej wojny nie jest niczym nadzwyczajnym - stwierdził.
'Wymiana ognia z użyciem broni ręcznej'
- Gdy patrzę na FIRMS, aplikację NASA, która w oparciu o dane z satelitów pokazuje ogniska pożarów na świecie, nie widzę, by w Wołczańsku toczyły się obecnie poważniejsze walki. Satelity nie rejestrują większych pożarów - twierdził Ogdowski. Jeśli coś się dzieje, to "wymiana ognia z użyciem broni ręcznej". - Być może nie ma się już co palić, bo miasto na przestrzeni ostatniego miesiąca zostało poważnie zniszczone. Na pewno jeszcze dwa dni temu toczyły się tam ciężkie boje z użyciem artylerii i lotnictwa. Tyle mogę powiedzieć, w oparciu o sprawdzone źródła - podkreślił.
Według danych, które ostatnio analizował Ogdowski w tej chwili starcia trwają bardziej na północ od Charkowa, w rejonie wsi Lipce. - Ale one nie przyciągają już uwagi charkowian. Rozmawiałem wczoraj ze znajomymi z Charkowa i z ich perspektywy to, co dzieje się pod miastem, nie stanowi już zagrożenia - przekazał.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>