Decyzja Bidena to game changer? Ekspert nie ma wątpliwości
Prezydent Joe Biden dał zielone światło Ukrainie na wykorzystywanie amerykańskiej broni dalszego zasięgu do rażenia celów w głębi Rosji. Chodzi głównie o rakiety ATACMS o zasięgu 300 km. O taką zmianę od dawna zabiegali przedstawiciele Kijowa, lecz amerykańska administracja dotąd wstrzymywała się z decyzją.
Jak ocenił w TOK FM Wojciech Kozioł, mamy do czynienia z dużą zmianą. Tym bardziej, że wcześniej obowiązywała też doktryna, że zgodna na ostrzał amerykańskimi pociskami celów w Rosji, może doprowadzić do jeszcze większej eskalacji konfliktu. - Sam ruch nie będzie jednak game changerem i nie zmieni oblicza wojny. Choć z pewnością bardzo mocno utrudni Rosjanom działania w strefie przy frontowej i tuż za linią frontu - mówił ekspert Defence24 w rozmowie z Wojciechem Muzalem.
Wskazał, że decyzję Stanów Zjednoczonych można odczytywać jako reakcję na udział żołnierzy Korei Północnej w wojnie na Ukrainie, przynajmniej w obwodzie kurskim. - Co jest też potwierdzeniem tego, co kilka tygodni temu Pentagon czy sam prezydent Joe Biden deklarowali: udział wojsk Pjongjangu będzie skutkował jakimś ruchem ze strony Białego Domu - podkreślił.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Gość "Pierwszego programu" ocenił, że niedzielna decyzja Bidena to także pokłosie przegranych przez Demokratów wyborów. Zgodę wydano, 'zanim do Białego Domu przyjdzie Donald Trump'.
- Ze strony doradców Trumpa czy też jego środowiska, jest z jednej strony mowa o przyspieszeniu zakończenia wojny. Z drugiej podstawiony jest warunek, który miałby zostać przedstawiony Rosji: jeśli nie pójdzie na rozmowy z Ukrainą i ewentualnie szersze rozmowy pokojowe, to Biały Dom da jeszcze więcej sprzętu i możliwości Ukrainie do rażenia Rosjan - wyjaśnił ekspert z Defense24.
Biden wydał zgodę. "Efekt Trumpa"
W ocenie gościa TOK FM "ciekawe rzeczy" dzieją się jednak też w innych państwach sojuszniczych. I tak np. tuż po tym, jak "Washington Post" napisał o możliwości użycia ATACMS na terenie Rosji, podobne głosy pojawiły się np. w "Le Figaro". - Mówiły o tym, że Wielka Brytania miała pozwolić na użycie w tej samej formie pocisków Storm Shadow, a Francja SCALP-ów. Dosłownie po kilku godzinach informacja została jednak usunięta z artykułów. Pytanie teraz, czy był to po prostu błąd dziennikarski ze strony Francuzów? Czy może straszak wrzucony w eter pokazujący, że też taka decyzja gdzieś krąży w Europie? - pytał Wojciech Kozioł.
Zwrócił przy tym uwagę, że decyzja Bidena pokazuje też, że sygnał musi jednak wyjść od najbardziej wpływowego sojusznika w NATO, czyli Stanów Zjednoczonych. I to, w jego ocenie, jest "w pewnym sensie dosyć dobra reakcja", bo sygnał z Białego Domu jest też impulsem, który pcha pozostałe państwa sojusznicze do podejmowania decyzji.
Mieszkają w Polsce, ale idą bić się z armią Putina. Do zarobienia prawie 19 tys. zł
Przypomniał, że już w momencie ogłoszenia oficjalnych wyników wyborów w USA zaczęły się pojawiać deklaracje innych państw, że trzeba będzie dostosować do wymaganych 2 proc. wydatków na obronność. - Niektórzy zaczęli określać to nawet "efektem Trumpa". Inni z kolei efektem motyla: co się zadzieje w Stanach Zjednoczonych, to się będzie również działo potem wśród sojuszników Europie - podkreślił.
Rosja nasili zmasowane ataki
Jak w tej sytuacji zareaguje teraz Rosja? Zdaniem gościa TOK FM nasilą się zmasowane ataki z powietrza. O tym, jak wskazał, świadczą już teraz weekendowe naloty, w których użyto około 120 rakiet różnych rodzajów i około 100 dronów.
Zadecydują o tym, jak tłumaczył Wojciech Kozioł, także dwa inne czynniki. - Rosja do momentu zmiany w Białym Domu mniej więcej będzie wiedziała, czego się spodziewać. A może nawet przez najbliższe dwa miesiące polityka Stanów Zjednoczonych będzie względnie podobna do tej, która była prowadzona dotychczas, jest więc okienko. Po drugie to kwestia zimy. Rosja będzie chciała jak najbardziej uszkodzić infrastrukturę krytyczną i pozbawić Ukraińców dostępu do prądu, ciepłej wody, co jest zresztą standardem w działaniu rosyjskim w tym okresie. Tak było też w poprzednich latach - przypomniał na zakończenie rozmowy gość "Pierwszego programu" w TOK FM.