Rosja zaatakowała Ukrainę nowym rodzajem rakiet. "Prztyczek w kierunku Trumpa"
Rakieta balistyczna, której Rosja użyła do czwartkowego ataku na miasto Dnipro, to najprawdopodobniej Kedr (cedr) z sześcioma głowicami bojowymi - ogłosił w piątek wywiad wojskowy Ukrainy (HUR). "21 listopada 2024 r. państwo-agresor, Rosja, dokonało ataku na terytorium Ukrainy z zastosowaniem rakiety balistycznej, najprawdopodobniej systemu rakietowego Kedr" - oświadczył HUR w mediach społecznościowych.
Wywiad wyjaśnił, że czas lotu pocisku od startu w obwodzie astrachańskim do celu w Dnieprze wyniósł 15 minut. "Na rakiecie zamontowanych było sześć głowic bojowych, z których każda zawierała sześć subpocisków. Prędkość na końcowym odcinku trajektorii wyniosła ponad 11 machów" - wymieniono w komunikacie.
- Widać wyraźnie, że cel użycia tej rakiety był czysto polityczny - komentował w "Połączeniu" Michał Kacewicz z Biełsatu.
Polityczny cel rakiet
Ukraiński wywiad poinformował, że rakieta została opracowana przez konstruktorów kilku rosyjskich biur, przede wszystkim w Moskwie, a jej próby odbyły się w październiku 2023 i czerwcu 2024 roku. Pocisk wystrzelono z poligonu w miejscowości Kapustin Jar, czyli tam, gdzie wcześniej był testowany.
- Jest to pierwszy w historii przypadek użycia broni o charakterze czysto strategicznym w warunkach bojowych - mówił gość Jakuba Janiszewskiego.
Kacewicz powiedział, że różne rodzaje pocisków, którymi atakuje Rosja, mogą przenosić także głowice jądrowe. I ma to swój cel. - To ma działać na wyobraźnię. Po pierwsze, że jest to nieznany szerzej nowy typ rakiety o charakterze strategicznym. Ma oddziaływać na wyobraźnię w połączeniu zwłaszcza z tym, co Putin zrobił kilka dni temu, czyli podpisał zmiany w doktrynie jądrowej. Tam są elementy, takie jak możliwość odpowiedzi jądrowej na użycie przez państwo niejądrowe broni dostarczonej przez mocarstwo jądrowe - dodał.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Chodzi o to, żeby "zwłaszcza społeczeństwa zachodnie i zachodni politycy bali się, że to jest wszystko na poważnie". - Że w kolejnych krokach Putin tego typu rakietę o charakterze strategicznym może uzbroić w głowice jądrowe - podkreślił Kacewicz.
Rakiety jako prztyczek
Gość "Połączenia" dostrzega też inne znaczenie użycia nowych rakiet. - Pewien prztyczek w kierunku Donalda Trumpa, który niebawem obejmie administrację amerykańską. Jeżeli w rzeczy samej to była to rakieta średniego zasięgu, to właśnie ten typ rakiet był kluczowy, jeśli chodzi o to, co administracja Trumpa zrobiła w 2019 roku - tłumaczył.
USA wycofały się wówczas z traktatu INF o zakazie tego typu rakiet. - Powołując się na to, że Rosja kontynuuje prace nad tego typu rakietami. I w tym wypadku nie ma sensu, żeby Stany Zjednoczone również ograniczały się, jeśli chodzi o zbrojenia w tego typu uzbrojeniu. Jest drugie dno w tym przekazie - zaznaczył.
Cyrk z konsekwencjami
Janiszewski pytał, czy działania Rosji przekładają się na faktyczną sytuację na froncie. - Czy to tylko cyrk, wywoływanie przestrachu, wojna psychologiczna?
- Ten cyrk jest bardzo poważnym elementem oddziaływania Rosji na społeczeństwo zachodnie i może mieć daleko idące konsekwencje. Rosja bardzo konsekwentnie prowadzi tę operację psychologiczną, cały czas Putin eskaluje w jądrowej retoryce - zwracał uwagę gość TOK FM.
Kacewicz mówił, że od początku inwazji retoryka rosyjskiego dyktatora obejmuje elementy związane z bronią jądrową. To m.in. straszenie sabotażem w elektrowni atomowej w Zaporożu czy "osławione czerwone linie Putina". - Niedopowiedzenia budzą lęk. Wiemy, że ostatecznie wszystko zależy od Putina. Im bliżej do inicjatywy Trumpa - negocjacji pokojowych czy rozejmowych - tym więcej będziemy mieli tego typu działań ze strony Rosji. Podkreślających, że jakakolwiek niezgoda na warunki rosyjskie będzie kolejnym przekroczeniem przez Zachód i Ukrainę kolejnej czerwonej linii, za którą może być uderzenie jądrowe - tłumaczył gość TOK FM.