Polityczne trzęsienie ziemi w Rumunii. Co wiemy o kontrowersyjnym wygranym?
Wyniki wyborów prezydenckich w Rumunii zaskoczyły wszystkich. Po porażce Marcel Ciolacu, który sprawuje obecnie funkcję premiera Rumunii, złożył rezygnację z funkcji szefa Partii Socjaldemokratycznej. Po raz pierwszy w historii demokratycznej Rumunii kandydat tej partii nie przeszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich.
W drugiej turze kandydaci antyestablishmentowi
Po zliczeniu głosów oddanych w niemal 100 proc. komisji Ciolacu znalazł się na trzecim miejscu w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Zmierzą się w niej reprezentujący radykalnie prawicowe i antyzachodnie poglądy Calin Georgescu (startujący jako niezależny) z wynikiem ok. 23 proc., oraz szefowa USR Elena Lasconi (19,17 proc.). Ciolacu zdobył zaledwie 19,15 proc., a na czwartej pozycji jest George Simion (13,9 proc.) z radykalnej konserwatywno-narodowej partii AUR. Nicolae Ciuca dostał 8,8 proc. głosów.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Zdobywca największej liczby głosów - Calin Georgescu - w ogóle nie był traktowany jako faworyt tych wyborów. - To człowiek, który w ostatnich latach był na marginesie rumuńskiej polityki - mówił w audycji "Połączenie" w TOK FM Jakub Pieńkowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Podkreślał, że przed pierwszą turą Calin Georgescu - według różnych pracowni sondażowych - uzyskiwał poparcie rzędu 4-8 proc.
- Na pewno nie był prezentowany jako człowiek, który ma szansę wejść do drugiej tury. To polityk reprezentujący skrajne poglądy: antyzachodnie, antyunijne, antyamerykańskie. Wiąże się ze środowiskami antyszczepionkowymi, sceptycznymi wobec współczesnej medycyny - wyliczał gość Jakuba Janiszewskiego. Dodał też, że Calin Georgescu to polityk opowiadający się za wstrzymaniem jakiejkolwiek pomocy dla Ukrainy.
Jego przeciwniczką w drugiej turze będzie Elena Lasconi, liderka partii, której nazwę należy tłumaczyć jako "Związek Ratowania Rumunii". - Oboje są kandydatami antyestablishmentowymi, ale z zupełnie różnego punktu wyjścia - tłumaczył Pieńkowski, przyznając, że Lasconi jest jednoznacznie prozachodnia i opowiada się za ścisłą integracją z Unią Europejską i dalszym wspieraniem Ukrainy.
- Równocześnie sprzeciwia się radykalnie dotychczasowemu układowi na rumuńskiej scenie politycznej, gdzie rządzi duopol partii socjaldemokratycznej i narodowo-liberalnej - wyjaśniał. To ta koalicja jest obarczana przez Rumunów winą za "strukturalną korupcję", nie do końca dobrą sytuację gospodarczą i zbyt wolne tempo rozwoju kraju.
strukturalna korupcja
W efekcie - zdaniem eksperta - może czekać nas druga tura zgodna z mechanizmem, "który był już kilkakrotnie w rumuńskich wyborach prezydenckich". - Zagłosują nie tyle za Lasconi, co przeciwko Georgescu, obawiając się tego, że władzę w Rumunii przejmie skrajny kandydat, przez wielu postrzegany wręcz jako faszystowski i zawróci kraj z jednoznacznie proeuropejskiego i prozachodniego kursu - stwierdził.
Lasconi w tej sytuacji mogłaby liczyć na wyborców głosujących w pierwszej turze nie tylko na premiera Ciolacu, ale również na byłego premiera czy byłego sekretarza generalnego NATO, którzy również kandydowali w tych wyborach. - Szanse Georgescu nie są takie małe, ponieważ jest jeszcze cała rzesza wyborców, którzy w pierwszej turze poparli George'a Simiona z również skrajnej partii AUR, którzy teraz mogą przenieść na niego głosy, więc walka może być wyrównana - przekonywał, ale przyznał, że w jego opinii ostatecznie wygra Lasconi.
- Zwróćmy uwagę, że za tydzień, jeszcze przed drugą turą wyborów prezydenckich, będą w Rumunii wybory parlamentarne i tutaj ta spektakularna klęska Marcela Ciolacu i Nicolae Ciuca może przesądzić o tym, że te partie dotychczas rządzące PNL i PSD poniosą istotną klęskę i będą miały kłopot ze stworzeniem nowej koalicji rządzącej - zauważył gość TOK FM. Jego zdaniem jest to możliwe ze względu na "skrajne rozczarowanie obecną klasą polityczną". - Rumunię cały czas trawi strukturalna korupcja. A partia, która się temu sprzeciwiała, czyli Partia Narodowo-Liberalna i wywodzący się z niej prezydent Klaus Iohannis przyłączyli się do partii socjaldemokratycznej, tworząc koalicję. Czyli tak naprawdę sprzeniewierzyli się swoim ideałom - wyjaśnił.
Ostatnia kolonia trędowatych w Europie. 'Było wiadomo, że powrotu nie ma'
Pieńkowski przekonywał, że nakłada się na to rozczarowanie rumuńskiego społeczeństwa. - Mają poczucie, że są obywatelami drugiej kategorii w Unii Europejskiej. Mimo, że Rumunia uczyniła fenomenalny postęp, jeżeli popatrzymy, jak ten kraj rozwinął się od akcesji w 2007 roku, to cały czas pozostaje jednym z najbiedniejszych w Unii - stwierdził. A przy tym są uparcie blokowani w akcesji do strefy Schengen przez Austrię z przyczyn całkowicie politycznych, bo spełniają wszystkie kryteria członkowskie - I to jest właśnie tako bardzo uwłaczająca sytuacja - spuentował.