,
Obserwuj
Świat

"Bez-wybory" na Białorusi. A co po Łukaszence? "Dyktator w fazie schyłkowej"

Marek Podmokły, Zakopane
4 min. czytania
26.01.2025 11:51
- Dla nas to cyrk, dla dyktatorów demonstracja siły i kontroli nad państwem. Jeżeli spojrzymy na to od tej strony, to Łukaszenka pokazuje, że nie ma oponentów, kontroluje wszystko. Nawet wolne media wyjechały z Białorusi - tak "bez-wybory" na Białorusi skomentował w TOK FM Kamil Kłysiński z Ośrodka Studiów Wschodnich.
|
|
fot. Laski Diffusion / )Laski Diffusion/Laski Diffusion/East News

 

  • W niedzielę 26 stycznia odbywają się wybory prezydenckie w Białorusi. Pewnym wygranym jest dotychczasowy prezydent reżimu - Alaksandr Łukaszenka.
  • "Dla nas to cyrk, dla dyktatorów demonstracja siły i kontroli nad państwem. Jeżeli spojrzymy na to od tej strony, to Łukaszenka pokazuje, że nie ma oponentów, kontroluje wszystko" - skomentował w TOK FM Kamil Kłysiński.
  • Dla eksperta Ośrodka Studiów Wschodnich dużo ważniejsze jest jednak pytanie, kto będzie rządził po Łukaszence. Tym bardziej, jak mówił, że prezydent Białorusi jest z władzą na tyle "zespawany", że nie potrafił przygotować sukcesji, nie wskazał silnego następcy.

 

Na Białorusi rozpoczął się główny dzień zorganizowanego przez reżim głosowania, w którym rządzący od 31 lat Alaksandr Łukaszenka zamierza sięgnąć po siódmą kadencję rządów. Opozycja nazywa to głosowanie "bez-wyborami" - bo nie ma w nim realnych oponentów ani szans na demokratyczny proces.

Formalnie do walki o urząd prezydenta stanęło pięcioro kandydatów, jednak wszyscy, oprócz niezmiennego od trzech dekad lidera, pełnią w nich funkcję formalną. Wśród "kandydatów" są liderzy proreżimowych partii oraz Hanna Kanapacka, była członkini opozycyjnej (zlikwidowanej już) Zjednoczonej Partii Obywatelskiej (AHP).

- Dla nas to cyrk, dla dyktatorów demonstracja siły i kontroli nad państwem. Jeżeli spojrzymy na to od tej strony, to Łukaszenka pokazuje, że nie ma oponentów, kontroluje wszystko. Nawet wolne media wyjechały z Białorusi - skomentował w TOK FM Kamil Kłysiński, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich.

Jak dodał, to powoduje też, że organizacja demonstracji jest teraz na Białorusi "samobójstwem". Tym bardziej, jak podkreślił, że represje, inwigilacja i kontrola nad jakąkolwiek niezależną aktywnością to codzienność. - W kontekście wyborów panuje więc zupełna cisza, spokój cmentarny - podkreślił w rozmowie z Anną Piekutowską.

Wybory na Białorusi. Kto po Łukaszence? 

- A jak się zmienił sam Łukaszenka i jego strategia przez ostatnie pięć lat? - chciała też wiedzieć prowadząca.

- Znacznie ważniejszym pytaniem jest to, kto będzie po Łukaszence. Bo jest on już na tyle związany ze swoją władzą i uzależnionych od niej, że to już choroba, władzoholizm - odpowiedział ekspert OSW. Zwrócił przy tym uwagę, że prezydent Białorusi jest z władzą na tyle "zespawany", że nie potrafił przygotować sukcesji, nie wskazał silnego następcy. - Nie chciał nawet nigdy silnych osób w swoim otoczeniu - dopowiedział.

Ocenił przy tym, że to najsłabszy punkt reżimu. Dopytywany, co więc po Łukaszence, odpowiedział krótko. - Na początku chaos, ale że Rosja wspiera Łukaszenkę, to koniec końców do żadnych poważnych zmian nie dojdzie - dopowiedział.

'Ludzka twarz reżimu'

Kamil Kłysiński zwrócił także uwagę, że w ostatnich latach nie było przełomów w polityce białoruskiej. Także w tym kluczu, jak zapewnił, należy czytać ostatnie decyzje Łukaszenki, kiedy ten zdecydował np. o zwolnieniu ośmioro więźniów politycznych.

- Nie interpretuję tego jako gesty pod adresem Zachodu, bo nie ma woli po stronie reżimu, żeby się z Zachodem dogadać. Łukaszenka dobrze pamięta 2020 rok, kiedy nie było jasne, czy reżim się utrzyma. To jest dla niego nadal trauma, w jego wypowiedziach między wierszami nadal dają o sobie znać stres i bolesne wspomnienia - mówił.

Dowodził, że celem w tym przypadku było pokazanie ludzkiej twarzy reżimu, do wewnątrz - podobnie zresztą jak kampania wyborcza, która przebiegała w kontekście "zgody narodowej". - Od września ubiegłego roku odbywały się koncerty, gale, festyny, pogadanki, akademie i wszelkiego rodzaju napuszone propagandowe nudziarstwo. Bardzo tandetne, pod hasłem: "Czas wybrał nas". Ale to fikcja, nie ma z żadnego pojednania. Są traumy, niezaliczone rany, nieufność - podkreślił ekspert OSW.

Łukaszenka to "dyktator w fazie schyłkowej"

Gość TOK FM ocenił też, że także ostatnie wypowiedzi Łukaszenki możemy traktować jako "folklor". W m także tę ostatnią, w której oskarżył opozycję o rzekome próby zmiany granic. - Nasi obywatele uciekli tam (na Litwę - przyp. red.) i powiedzieli, że Wilno należy do terytorium Białorusi. Naprawdę. Poczekajcie, niedługo na Białostocczyźnie i na sąsiednich terenach Polski, gdzie siedzą nasi ludzie, też powiedzą, że to są białoruskie tereny - powiedział Łukaszenko, cytowany przez białoruską agencję BelTA. - Proszę bardzo. Wy ich tam wezwaliście, wy się nimi zajmujcie - dodał, grożąc, że może dojść do aneksji Wilna i Białostocczyzny oraz powstania tam "nowej Białorusi".

- Dla mnie to też ważny sygnał, jak bardzo się Łukaszenka degeneruje i jak bardzo nieadekwatny się staje - zastrzegł przy tym.

W tym kontekście przypomniał też inną wypowiedź Łukaszenki , kiedy "wyobrażał sobie, że będzie składał wizytę w Korei Północnej". Szybko zostało to jednak zdemontowane przez Pjongjang. - Łukaszenka sobie wymyślił tę wizytę, wyobraził. Taki teraz właśnie jest. Oderwany od rzeczywistości. To dyktator w fazie późnej, schyłkowej - podsumował w TOK FM.

BiaŁoruś napadnie na Ukrainę? 'Straszak' czy realne zagrożenie