Wybory w Ukrainie "nie na rękę Putinowi". Zełenski może spać spokojnie? "To zależy"
- Amerykanie wzywają do przeprowadzeniu wyborów w Ukrainie, po uzgodnieniu zawieszenia broni w wojnie z Rosją;
- Zdaniem Artura Żaka, ich bezpieczne przeprowadzenie mogłoby się okazać jednak 'karkołomnym wyczynem';
- Wołodymir Zełenski może spać spokojnie? - To też zależy, kto będzie jego kontrkandydatem. Jeżeli Petro Poroszenko, to Zeleński może się czuć bezpiecznie. Ale pytanie czy nie pojawi się inny kontrkandydat, taki jak np. generał Załużny - odpowiedział ekspert z platformy Czarne Niebo.
- Jeżeli brać pod uwagę deklaracje notabli ze Stanów Zjednoczonych, a także deklaracje samego prezydenta Zełenskiego - nie do końca doprecyzowane - to jest jak najbardziej prawdopodobne. Jeżeli chodzi z kolei o system prawny i działanie państwa ukraińskiego, to trudno jest mi sobie to jednak wyobrazić. Tym bardziej, że do początku maja obowiązuje na terenie Ukrainy stan wojenny - skomentował w "Połączeniu" w TOK FM Artur Żak z platformy Czarne Niebo.
Jak od razu dodał, aby to zmienić, trzeba by było zmiany konstytucji, co podczas stanu wojennego także nie jest możliwe. Zastrzegł jednak, że od kilku miesięcy krąży informacja, że partie do takowych wyborów się przygotowują i tworzone są nawet listy wyborcze. - Zresztą możemy zauważyć większą aktywność poszczególnych liderów partii, takich jak np. Julia Tymoszenko czy Jurij Bojko, przewodniczący Opozycyjnej Platformy - Za Życie - wskazał w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.
Wybory w Ukrainie w 2025 r.? "Wyczyn karkołomny"
Gość TOK FM ocenił przy tym, że jeśli wziąć pod uwagę intensywność deklaracji ze strony USA, to wcześniej czy później do wyborów jednak dojdzie. Zastrzegł jednocześnie, że w praktyce oznaczałoby to konieczność przeprowadzenia także wyborów parlamentarnych i samorządowych.
- Jeżeli stan wojenny skończy się w maju, to de facto w 2025 roku trzeba by było przeprowadzić potrójne wybory, czyli trzeba też uwzględnić czas na kampanię wyborczą i bezpieczne przeprowadzenie samych wyborów. A to kolejny aspekt, który jakoś mi się w głowie nie mieści. Nawet jeżeli zawieszenie broni odbyłoby się jutro - mówił, podkreślając, że dla państwa w tak głębokim kryzysie, byłoby to "wyczynem karkołomnym".
Inna rzecz, jak mówił, że same wybory w Ukrainie nie są też na rękę Putinowi. - Federacji Rosyjskiej nie za bardzo na tym zależy, bo poprzez wybory Zełenski czy jakikolwiek inny zwycięzca, otrzymałby legitymację społeczną, czym automatycznie wytrąciłby z rąk Federacji Rosyjskiej argument o jej braku. A to argument dla Rosji bardzo korzystny - podkreślił Artur Żak.
Zełeński może spać spokojnie? "To zależy"
- A czy faktycznie pozycja Zełeńskiego jest na tyle mocna, że może się czuć bezpiecznie? - chciał też wiedzieć prowadzący.
- To też zależy, kto będzie jego kontrkandydatem. Jeżeli Petro Poroszenko, to Zełenski może się czuć bezpiecznie. Ale pytanie czy nie pojawi się inny kontrkandydat, taki jak np. generał Załużny - odpowiedział ekspert z platformy Czarne Niebo.
Wskazał przy tym, że to jednak "wróżenie z fusów". Tym bardziej, że, jak podkreślił, choć są sondaże, to jednak trudno by były one miarodajne, bo nie ma określonych kryteriów, kto, kiedy i na jakich zasadach będzie brał udział w wyborach.
Jak podał, analizy pokazują jednak, że nadal liderem jest partia Sługa Narodu, na drugim miejscu Europejska Solidarność, a na trzecim Opozycyjna Platforma - Za Życie, czyli "pogrobowcy po Partii Regionów Janukowycza". - Toteż bardzo dużą część Ukrainy, łagodnie mówiąc, denerwuje i wywołuje dysonans poznawczy. Okazuje się, że w trzecim roku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę partia, która była ewidentnie prorosyjska, nadal jednak działa - skwitował w TOK FM.