,
Obserwuj
Świat

"Czarno-niebieska republika". Kto naprawdę wygrał wybory w Niemczech? "Tanio skóry nie sprzeda"

Łukasz Konarski, TOK FM
3 min. czytania
24.02.2025 17:28
W niedzielnych wyborach do Bundestagu ponad 20 proc. Niemców zagłosowało na ultraprawicową Alternatywę dla Niemców. Ta partia wyraźnie wygrała na terenach dawnego NRD. - Już nawet w mediach mówi się o czarno-niebieskiej republice. Bardzo wyraźnie widać podział: AfD króluje na Wschodzie, chadecja na Zachodzie - skomentowała w TOK FM Patrycja Tepper z Instytutu Zachodniego.
|
|
fot. Michael Kuenne/PRESSCOV/Shutters/ East News

W niedzielnych przedterminowych wyborach parlamentarnych w Niemczech zwyciężył konserwatywny blok CDU/CSU, zdobywając 28,6 proc. głosów. Media za prawdziwego zwycięzcę uważają jednak prawicowo-populistyczną Alternatywę dla Niemiec (AfD), która zajęła drugie miejsce z poparciem 20,8 proc. wyborców. W analizach powyborczych wyraźnie widać, że CDU/CSU wygrało w landach składających się dawniej na RFN, a AfD w dawnym NRD.

- Już nawet w mediach mówi się o czarno-niebieskiej republice. Bardzo wyraźnie widać podział: AfD króluje na Wschodzie, chadecja na Zachodzie - skomentowała w TOK FM Patrycja Tepper, analityczka Instytutu Zachodniego. Nawiązała w ten sposób do barw zwykle przypisywanych tym dwu ugrupowaniom.

Zastrzegła jednocześnie, że choć ultraprawicowa partia uzyskała dwukrotnie lepszy wynik niż w 2021 roku, to  'jednak można był zauważyć, że liderzy Alternatywy dla Niemiec mieli pewien niedosyt'. Tym bardziej, jak wyliczyła, że dostali wsparcie od Elona Muska, a temat emigracji stał się kluczowy w końcówce kampanii wyborczej.  

Zdaniem Wojciecha Szymańskiego, dziennikarza Deutche Welle, także gościa TOK FM, celem partii było osiągnięcie takiego poziomu w Bundestagu, "który pozwoliłby np. powoływać komisje śledcze, albo blokować poważniejsze zmiany konstytucyjne". - To się AfD nie udało. Tak czy inaczej to gigantyczny sukces, to przecież podwojenie liczby mandatów w Bundestagu - podkreślił. 

'Sfrustrowani mężczyźni i bezrobocie wyższe niż na Zachodzie'

W ocenie Wojciecha Szymańskiego, wyraźny podział preferencji wyborczych Niemców to splot kilku czynników, w tym np. demograficznych. - Wschód, gdzie wygrywa AfD to miejsce specyficzne. Jest tam o wiele więcej mężczyzn niż kobiet. Mniej ludzi wykształconych, bo duża ich część wyjechała na Zachód - wskazał, snując przy tym wizję małych zapuszczonych, czy wręcz opuszczonych miasteczek, gdzie "zostali sfrustrowani mężczyźni i panuje wyższe bezrobocie niż na Zachodzie".

Niemcy na L4. 'Chory człowiek Europy' czuje się coraz gorzej

Zdaniem gościa TOK FM swoje zrobiła też struktura geograficzna. - Nie ma tam dużych ośrodków miejskich, to tereny bardziej wiejskie. Gminy, powiaty, miasteczka; tak naprawdę jest tylko kilka dużych miast na wschodzie Niemiec. Tam, w dużych miast - co ciekawe - AfD nie triumfuje - zauważył. Zastrzegł przy tym, że zwyciężała tam lewicowa Die Linke. To, jego zdaniem, efekt tego, że wciąż mieszkają tam "ludzie wychowani po części w NRD" - To zupełnie inna mentalność - podkreślił.

W tyko kontekście Patrycja Tepper zwróciła uwagę, że o Alternatywie dla Niemiec mówi się nawet, że to partia złego humoru. - Faktycznie ludzie głosują na nią, bo boją się kryzysów. A że na wschodzie udział migrantów jest niższy niż na zachodzie, to tam dopiero się obawiają, że będą musieli walczyć o zasoby z migrantami czy też będą pozbawieni tych zasobów ze względu na kryzys gospodarczy - dopowiedziała. 

'SPD już zapowiada, że tanio skóry nie sprzeda' 

Friedrich Merz, lider bloku chadeckiego CDU/ CSU zapowiedział w poniedziałek, że chce w najbliższych dniach rozpocząć rozmowy koalicyjne z socjaldemokratyczną SPD.

- SPD już zapowiada, że tanio skóry nie sprzeda. Jej członkowie oczekują, że SPD nie pójdzie w ciemno i nie powie od razu: 'Tak, oczywiście wchodzimy w koalicję i róbcie z nami, co chcecie' - zapewnił dziennikarz Deutche Welle. 

Zwrócił przy tym uwagę, że Friedrichowi Merzowi zależało na to, by mieć dwie opcje - możliwość koalicji z SPD i z Zielonymi. - Wtedy oczywiście mógłby jednych drugimi szachować i mówić: 'Okej, nie domagajcie się za dużo, bo jak nie, to zrobię sobie koalicję z Zielonymi'. Teraz tej opcji nie ma, co automatycznie wzmacnia socjaldemokratów, mimo ich bardzo słabego wyniku wyborczego - spuentował w TOK FM.