"Zełenski zepsuł Trumpowi spektakl". Jak wybrnie z kłótni w Białym Domu? "Dwa asy w rękawie"
- Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i prezydent Donald Trump pokłócili się przed kamerami w Gabinecie Owalnym w Białym Domu;
- Zdaniem dr. Witolda Sokoły ukraińska dyplomacja pracuje teraz różnymi kanałami, żeby wrócić do rozmów. "Teraz piłka jest po stronie ukraińskiej, rozwiązaniem jest format bez udziału prezydentów, a na pewno bez Zełenskiego" - mówił w TOK FM;
- Zdaniem eksperta Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach Trump, który "nie jest zimnym graczem", może teraz iść na całość. W praktyce: "wyzerować wsparcie dla Ukrainy - wojskowe, ekonomiczne, wywiadowcze, a zwiększyć wsparcie dla Moskwy, co dodatkowo zwiększy presję militarną na Ukrainę".
- Amerykanie pomogli uratować nasz naród - oświadczył w sobotę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Podkreślił, że poparcie Donalda Trumpa jest dla Ukrainy kluczowe, i wyraził gotowość do podpisania z USA umowy w sprawie eksploatacji minerałów. Zaledwie dzień wcześniej spotkanie Trump-Zełenski w Gabinecie Owalnym zakończyło się bezprecedensowym sporem. Trump zerwał rozmowy, a Ukraińcy zostali wyproszeni - przekazało źródło stacji CNN. Planowana wspólna konferencja prasowa Trumpa i Zełenskiego została odwołana, a obie strony nie podpisały umowy o minerałach.
Jak wskazał w TOK FM dr Witold Sokała, ukraińska dyplomacja pracuje teraz różnymi kanałami, żeby wrócić do rozmów. - Także ostatnie wypowiedzi Zełenskiego świadczą o tym, że łagodzi on swoje stanowisko i próbuje się tłumaczyć. Dziękuje narodowi amerykańskiemu. Dorzuca też coś ciepłego pod adresem Trumpa. Tyle że jeżeli wróci, to na gorszych warunkach. Podpisze to, co i tak miał podpisać, a jednocześnie potwierdzi publicznie wasalną relację Ukrainy wobec Stanów Zjednoczonych - mówił ekspert Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach i publicysta "Dziennika Gazety Prawnej".
"Amerykanie chcieli Zełenskiego pogrillować"
W ocenie rozmówcy Tomasza Stawiszyńskiego kłótnia w Białym Domu była błędem. - Zachowanie Zełenskiego byłoby uzasadnione, gdyby był zwykłym człowiekiem. Zachował się honorowo, opowiedział się za prawdą, prostował ewidentne bzdury i obrzydliwe kłamstwa, które wygłaszał Donald Trump. Natomiast Wołodymyr Zełenski był tam jako polityk, prezydent kraju walczącego o przetrwanie, i w tej walce bardzo potrzebuje minimum współpracy ze strony Ameryki - podkreślił w audycji "Godzina filozofów".
Zapewnił przy tym, że umowa o minerałach, choć mało konkretna, otwierała obu stronom drogę do dalszych negocjacji. A dopóki rozmowy by trwały, dodał, "Amerykanie zainteresowani niewątpliwie sukcesami propagandowymi, dyplomatycznymi i biznesowymi, podtrzymywaliby zapewne wsparcie dla Ukrainy".
- Zresztą takie sygnały już poszły. Przygotowaniem do takiego scenariusza były trochę zabawne, trochę żenujące wypowiedzi Trumpa, który udawał, że nie pamiętał, że nazwał Zełenskiego dyktatorem. Takiemu scenariuszowi służyła też wyjątkowo dobra początkowo oprawa wizyty. Szpaler z flagami, wyjście po Zełenskiego przed Biały Dom - wyliczył.
Dr Witold Sokała przypomniał też w tym kontekście, że takiego gestu nie doczekał się np. prezydent Francji, choć wymaga tego protokół dyplomatyczny.
- Niewątpliwie też Amerykanie chcieli trochę Zełenskiego pogrillować po to, żeby mu pokazać, gdzie jest jego miejsce w szeregu. Ale nie sądzę, że to miało doprowadzić aż do takiego skandalu - mówił także gość TOK FM.
Innymi słowy, jak dodał, chodziło o to, by "Zełenskiego, który w Stanach jest jednak postrzegany jako polityk butny, arogancki, niewdzięczny, trochę upokorzyć przed kamerami i pokazać Amerykanom spektaklu z triumfującym Donaldem Trumpem". - Zełenski ten spektakl postanowił jednak zepsuć. Teraz trzeba sobie zadać pytanie, czy gra była warta świeczki? Czy nie warto było tego przełknąć? Za chwilę wszyscy i tak by o tym zapomnieli. A i Zełenski nie byłby pierwszym. Upokorzenia przełykał, grzecznie siedząc z Trumpem na konferencji prasowej, np. król Jordanii - wskazał.
Dlatego, jak przekonywał, wszystko wskazuje na to, że w tej sytuacji prezydentowi Ukrainy zabrakło przede wszystkim wyczucia dyplomatycznego. Tym bardziej, jak dowodził, że nie było tak, że Zełenski podpisałby kapitulację, a umowę średniej wagi, która niczego nie przesądza. - W zamian z kolei zyskałby na czasie i możliwość prowadzenia dalsze gry. A tak szkody przekroczyły potencjalne zyski - podkreślił.
Zełenski i dwa asy w rękawie
Gość TOK FM wskazał też, że jak na razie efektem kłótni w Białym Domu jest zablokowana chwilowo możliwość rozmów Ukraińców z Amerykanami.
- Trump nie jest zimnym graczem. Widać było po reakcjach, że poczuł się osobiście dotknięty - nigdy nie przepadał za Zełenskim, a teraz będzie też taktycznie grał na to, żeby tę niechęć eskalować - prognozował.
Inna rzecz, że Trump może iść na "całość". W praktyce: "wyzerować wsparcie dla Ukrainy - wojskowe, ekonomiczne, wywiadowcze, a zwiększyć wsparcie dla Moskwy, co dodatkowo zwiększy presję militarną na Ukrainę".
- Po trzaśnięciu drzwiami przez prezydenta Ukrainy możliwe jest też, że Amerykanie podejmą działania uderzające w Ukrainie realnie, np. zdejmą Putinowi sankcje. Przy czym Trump w dużej mierze, jeśli chodzi o część z nich, jest w stanie zrobić to z dnia na dzień - zapewnił.
Jak mógłby to teraz rozegrać Zełenski? Zdaniem eksperta Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach może się okazać, że ma w rękawie dwa asy. Choć, jak od razu zastrzegł, to jednak mało prawdopodobne.
- As pierwszy to możliwy cichy deal z Chinami. Chiny byłyby zainteresowane wejściem na Ukrainę, a część ukraińskich oligarchów zainteresowana z kolei tym, żeby nie musieć się przejmować wymogami co do praw człowieka i zwalczania korupcji. Jednocześnie Chiny byłyby w stanie wymusić na Moskwie, by powstrzymała swoje zapędy i nie wchodziła w to, co Chiny uznają teraz za swoją strefę wpływów. As drugi - pewność bardzo daleko idącej pomocy Europy - wyliczył.
Tyle że, jak od razu dodał, "piękne słowa poparcia, które płyną z różnych stolic europejskich, jak na razie kiepsko przekładają się na konkret".
- Teraz piłka jest po stronie ukraińskiej, rozwiązaniem jest format bez udziału prezydentów, a na pewno bez Zełenskiego. Najlepiej na niższym szczeblu: może ministrów obrony albo np. ministrów spraw zagranicznych - skwitował dr Witold Sokała w TOK FM.