Trump pogniewał się na Putina i stawia ultimatum. "Mają dwa tygodnie"
- Donald Trump wystosował ultimatum wobec Rosji: ma ona dwa tygodnie na okazanie dobrej woli ws. Ukrainy, inaczej 'Waszyngton odpowie inaczej';
- Dr Agnieszka Bryc przypomniała, że Trump już wcześniej składał podobne groźby bez pokrycia w działaniach, oceniając, że to może być kolejna próba wywarcia presji;
- Tym razem jednak jest konkret: Senat USA szykuje nowy pakiet sankcji, m.in. 500-procentowe cła na państwa importujące rosyjskie surowce;
- Pojawiają się jednak wątpliwości, czy Stany Zjednoczone będą w stanie realnie egzekwować sankcje wobec krajów takich jak Indie, Chiny czy europejscy pośrednicy;
- Rosja z kolei stosuje znaną strategię: pozorowanie gotowości do rozmów pokojowych przy jednoczesnym przygotowywaniu ofensywy i prowadzeniu wojny na wyczerpanie.
Donald Trump postawił Władimirowi Putinowi ultimatum. Zapowiedział, że Rosja ma dwa tygodnie, by pokazać swoją dobrą wolę w kwestii wojny w Ukrainie, w innym wypadku 'Waszyngton odpowie inaczej'.
Dr Agnieszka Bryc z Uniwersytetu imienia Mikołaja Kopernika w Toruniu mówiła w TOK FM, że Trump wielokrotnie groził Rosji. - W sposób radykalny, w swoim stylu ostrzegał albo groził Rosji, że jeżeli nie będzie czyniła postępów w rozmowach pokojowych, czeka ją niechybnie dramatyczny scenariusz. Upadek państwa, rozpad gospodarki - wymieniała.
- Trump obrazowo grozi Rosji, ale to słowa, które nie znalazły potwierdzenia w czynach. Takich ultimatów było wiele. Słowa słowami, zobaczymy, czy to będzie realne, czy to kolejna próba wywarcia presji - dodała.
Jest jednak 'podbudowa' pod te groźby, bo Senat USA przygotował projekt pakietu nowych sankcji na Rosję. Poparło go 81 ze 100 senatorów. To m.in. cła w wysokości 500 proc. na państwa, które kupują od Rosji surowce energetyczne. - Czy ta groźba jest wykonalna? Już są podnoszone głosy, że może ucierpieć gospodarka amerykańska, partnerzy europejscy, którzy poprzez tak zwany import równoległy nabywają surowce rosyjskie, Indie, Chiny. Czy Stany Zjednoczone będą realnie w stanie nacisnąć na państwa, które ciągle handlują z Rosją? - pytała Bryc.
- Warto spróbować, tylko pytanie, czy przyniesie to wielki skutek. A to pytanie do ekonomistów. Groźba jest poważna, ale czy będzie do wyegzekwowania? - dodała gościni Filipa Kekusza.
Dwa fortepiany Putina
Gospodarz audycji stwierdził, że Rosja wykonuje swoiste gesty dobrej woli - w nocy ze środy na czwartek ich drony atakowały tylko ukraińskie pozycje przyfrontowe. - To jest taki schemat, że kiedy sytuacja się trochę zaostrza, to Kreml wypuszcza fałszywy sygnał, który mógłby o czymś świadczyć, po czym wszystko wraca do normy - tłumaczył.
Bryc przypomniała jednak, że Rosja podczas spotkań w Stambule sygnalizuje, że będzie w stanie jeszcze długo prowadzić wojnę na wycieńczenie. Także militarne i gospodarcze. Przygotowuje się także do przełamania frontu.
- To gra na dwóch fortepianach: symulowanie gotowości do rozmów pokojowych, a jednocześnie torpedowanie tych rozmów kolejnymi warunkami, twistami dyplomatycznymi, zwrotami akcji. Druga część strategii polega na presji militarnej na froncie. Czego się nie uda osiągnąć przy stole negocjacyjnym, Rosjanie wywalczą sobie agresją - oceniała ekspertka.