,
Obserwuj
Świat

USA zaatakowały Wenezuelę. Czy Rosja może zareagować?

3 min. czytania
05.01.2026 14:59

Rosja traci i zapewne w tym momencie kalkuluje, co stanie się dalej. Czy to nie uruchomi efektu domina w tym regionie świata. Na przykład nie wpłynie na upadek innego reżimu: na Kubie - mówił w "TOK 360" Michał Kacewicz z telewizji Biełsat.

Nicolas Maduro i Władimir Putin
Nicolas Maduro i Władimir Putin
fot. Alexander Zemlianichenko/Associated Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czy amerykański atak na Wenezuelę miał być sygnałem dla Rosji?
  • Czy Kreml odpowie na działania USA, biorąc pod uwagę, że Wenezuela jest jego sojusznikiem?

W sobotę nad ranem czasu miejscowego siły USA przeprowadziły atak na Caracas i kilka innych miast Wenezueli. W czasie operacji zostali schwytani, a następnie wywiezieni z kraju Nicolas Maduro, prezydent Wenezueli i jego żona Cilia Flores.

Co na to wszystko Rosja? Wenezuela była wspierana przez reżim Władimira Putina, Federacja Rosyjska miała inwestycje w tym kraju (m.in. w sektorze naftowym), pożyczała mu pieniądze oraz sprzedawała na kredyt sprzęt wojskowy. - Rosja na pewno bardzo się w tym momencie niepokoi o to, co będzie w przyszłości ze spłatą pożyczek - mówił w "TOK 360" Michał Kacewicz z telewizji Biełsat.

Drugim wymiarem było wsparcie ideologiczne Rosji dla reżimu Maduro. - Rosja w ten sposób mocno zakotwiczyła się na kontynencie południowoamerykańskim. Obok Kuby i Nikaragui Wenezuela uznawana była za dalekiego sojusznika Rosji, relacje były bardzo ciepłe - zaznaczał dziennikarz.

W Caracas lądowały rosyjskie bombowce, a dyktatorowi doradzali rosyjscy specjaliści od technologii politycznych czy ekonomiści. Najemnicy z Rosji zajmowali się zaś ochroną Maduro. - Mówiło się o tym, że w sytuacji krytycznej, kiedy reżim chylił się ku upadkowi, ich zadaniem byłoby wywiezienie Maduro z kraju - przekonywał Kacewicz. Rosja pomagała też Wenezueli w obchodzeniu zachodnich sankcji, choćby za pomocą tzw. floty cieni.

Efekt domina?

- Wydaje się, że Rosja traci kolejnego sojusznika, traci kolejny przyczółek w ostatnich latach po na przykład Syrii - wskazał dziennikarz TOK FM Filip Kekusz.

- Rosja traci i zapewne w tym momencie kalkuluje, co stanie się dalej. Czy to nie uruchomi efektu domina w tym regionie świata. Na przykład nie wpłynie na upadek innego reżimu: na Kubie w perspektywie jakiegoś czasu. Co będzie dalej ze spłatą rosyjskich pożyczek, z pewnym źródłem dochodów związanych z obsługą obłożonej sankcjami Wenezueli przez Rosję, ze sprzedaży broni do Wenezueli - wymieniał Kacewicz.

- To jest niewątpliwie dla Rosji problem, ale też Rosja nigdy nie byłaby w stanie na poważnie zainwestować w takie państwa. Wenezuela po prostu jest zbyt daleko, to zbyt duża odległość jaki na rosyjskie możliwości finansowe, technologiczne i rosyjskie zasoby ludzkie. Za daleko, żeby się tam na poważnie zainstalować i obronić tego typu reżim. Zwłaszcza wobec konkurencji ze strony Stanów Zjednoczonych, które na poważnie wzięły się za reżim Maduro - zwrócił uwagę.

Rosja nie była celem

Kacewicz zauważył, że pierwsze komentarze ze strony Kremla są stonowane. - Rosja doskonale zdaje sobie sprawę, że głośne pohukiwanie w tym momencie narażałoby ją na pewnego rodzaju ośmieszenie. Z jednej strony byłaby ostra retoryka, a z drugiej strony nie szłyby za tym jakiekolwiek poważne działania - ocenił.

Prowadzący pytał, czy działania w Wenezueli były sygnałem ze strony USA dla Rosji. - Dla Rosji Wenezuela nie była kluczowym partnerem, sojusznikiem. Odebranie jej tego sojusznika nie spowoduje poważnego ciosu w rosyjskie interesy, zwłaszcza że przecież widzimy, iż Donald Trump skłania się jednak ku koncepcji odblokowania Rosji z sankcji, wprowadzenia jej z powrotem do gry międzynarodowej, więc gdyby miało być celem uderzenie w rosyjskie interesy, to byłoby sprzeczne z widoczną linią polityki Trumpa wobec Rosji. Tak że nie zabolałoby to Rosji aż tak bardzo. To nie był na pewno cel amerykańskiej operacji - podkreślił Kacewicz.

Źródło: TOK FM