Jak wyglądają wydatki Polski na obronność? "Widzę głównie tylko koszt w postaci wyższego deficytu"
W ocenie dr Marcina Mazurka, głównego ekonomisty mBanku, w Polsce brakuje dyskusji o kwotach i celach wydatków na obronność. - A gdy nie widzę planu, to w zasadzie nie jestem w stanie tego jako laik ocenić - powiedział w "Magazynie EKG". Dodał, że obecnie w tej sprawie dominują wypowiedzi ekspertów.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Ile pieniędzy zaplanowano na obronność w przyszłorocznym budżecie państwa?
- Czy według dr Marcina Mazurka takie wydatki przełożą się na wzrost rozwoju gospodarczego?
W projekcie przyszłorocznego budżetu dla Ministerstwa Obrony Narodowej przewidziano niemal 125 mld zł. Pozostałe wydatki na obronność - które łącznie mają według zapowiedzi resortu sięgnąć 200 mld zł - ujęte zostaną przede wszystkim w Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Łącznie oznacza to wydatek na poziomie 5 proc. PKB.
Dr Marcin Mazurek, główny Ekonomista mBanku, mówił w TOK FM, że brakuje w Polsce dyskusji na temat tego ile i na co chcemy wydawać publiczne pieniądze na obronność. - Bardzo lubię plany, lubię widzieć jakąś strategię, w której są zapisane konkretne myśli i konkretne cele do których dążymy i mierniki, z których się potem rozliczamy. A gdy nie widzę planu, to w zasadzie nie jestem w stanie tego jako laik ocenić i bardzo bym chciał, żeby ktoś mi to przełożył na taki bardzo prosty język - powiedział gość Tomasza Setty.
Dodał, że na razie operujemy na poziomie haseł, jeśli chodzi o kwestie wydatków na obronność. - Widzę głównie tylko koszt w postaci wyższego deficytu i widzę problemy w przyszłości, gdy będziemy rezygnować z wydatków na obronność - stwierdził.
Wskazał, że obecnie częściej w tej sprawie wypowiadają się eksperci. - A eksperci mają to do siebie, że mówią po ekspercku i bardzo często dla nich najciekawsze są jakieś wycinki, jakieś casusy, które być może nie oddają w pełni całego obrazu - powiedział.
Wytrych dla sceptyków
Prowadzący rozmowę Tomasz Setta mówił, że w różnych rozmowach na temat wydatków zbrojeniowych mówi się o tym, że dobrze jest też finansować inwestycje podwójnego zastosowania. - Czyli inwestycje, które z jednej strony mogą służyć w czasach wojny, ale też, jeśli tego konfliktu nie ma, to z powodzeniem może taka inwestycja służyć w czasach pokoju celom cywilnym - powiedział.
Według Mazurka takie argumenty to "pewnego rodzaju wytrych, stosowany aby przekonać sceptyków" w sprawie zwiększania wydatków na obronność.
- Czyli nawet jeśli wydatki na obronę narodową nie są produktywne "per se", to powiedzmy jakiś proces technologiczny czy innowacyjny, który powstaje niejako obok, pozwoli jednak tej gospodarce gdzieś tam się rozpędzić - dodał. Wyraził jednak wątpliwości, czy np. infrastruktura, która pierwotnie jest przeznaczona dla wojska, może być współdzielona i wykorzystana do użytku cywilnego.
Ekonomista podkreślił, także, że to jak kraj jest postrzegany, nie zależy od tego, ile faktycznie wydaje na obronność, ale od wrażenia, jakie na temat bezpieczeństwa kraju wyrobią sobie inwestorzy. - Czyli możemy być krajem który nie wydaje zbyt wiele, ale być postrzeganym jako kraj który jest wyjątkowo skuteczny w obronie, wyjątkowo skuteczny w angażowaniu sojuszników i politycznie stabilny. I w tym sensie możemy bardzo skutecznie przyciągać inwestorów, bo będą się po prostu czuli bezpiecznie - dodał. - Czy to jest dokładnie to samo, co wydawanie dużo z budżetu na obronę narodową - nie powiedziałbym. Natomiast czy są to elementy rozłączne - też całkowicie bym nie powiedział - podkreślił.
Źródło: TOK FM, PAP