,
Obserwuj
Ludzie

Transpłciowa aktywistka walczy o miejsce w Kościele. "Zakładałam, że uznają, że jestem wyklęta"

7 min. czytania
31.10.2025 06:34

Dr Maria Jadwiga Minakowska, transpłciowa aktywistka, genealożka i katoliczka przyjęła komunię świętą na Jasnej Górze. Napisała także list do biskupa Andrzeja Jeża. I nie poddaje się w walce o zmianę stanowiska polskiego Episkopatu w kwestii osób LGBT+. - Jeżeliby przyjąć, że transpłciowość jest zamachem na boski porządek stworzenia, to oznacza, że kilkadziesiąt tysięcy osób w Polsce, które rodzą się w rodzinach katolickich, nie może się ujawnić z lęku przed odrzuceniem - mówi w rozmowie z tokfm.pl.

fot. Maria Jadwiga Minakowska /Facebook
  • "Stał się cud", "Piekło zamarzło", "Dla mnie to rewolucja" - tak Minakowska skomentowała fakt, że udzielono jej komunii;
  • Kobieta była przekonana, że Kościół ją odrzuci. Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę konserwatyzm polskich biskupów;
  • Minakowska przez lata była znana jako genealog dr Marek Jerzy Minakowski, twórca Genealogii Potomków Sejmu Wielkiego;
  • Jej działalność historyczna spotykała się z uznaniem polskiej prawicy.

Maria Jadwiga Minakowska, transpłciowa filozofka i aktywistka, 4 października przyjęła komunię świętą na Jasnej Górze. Po raz pierwszy jako kobieta. - W moim dużym kapeluszu usiadłam w pierwszym rzędzie, na wprost ołtarza. Przeor Jasnej Góry wyszedł na znak pokoju i uścisnął mi rękę. A potem udzielił mi komunii. Mową ciała nie pokazał mi, że jest z tego niezadowolony. A wiedział, kim jestem - wspomina Minakowska w rozmowie z tokfm.pl.

O tym wydarzeniu napisała w mediach społecznościowych. "Stał się cud", "Piekło zamarzło", "Dla mnie to rewolucja" - komentowała na swoim Facebooku.

"Zakładałam, że Kościół uzna, że jestem wyklęta" 

Bo, jak przyznaje w rozmowie z nami, gdy zdecydowała o dokonaniu chirurgicznej korekty narządów płciowych, była przygotowana na to, że Kościół ją odrzuci. - Zakładałam, że uzna, że zrobiłam straszną zbrodnię i w związku z tym jestem wyklęta - mówi.

Takie obawy nie mogą dziwić, biorąc pod uwagę konserwatyzm polskiego Kościoła. Wystarczy spojrzeć do dokumentów. "Osoba transseksualna prezentuje w sposób publiczny postawę przeciwną do moralności chrześcijańskiej" - napisała Konferencja Episkopatu Polski w opublikowanym w 2020 roku "Stanowisku w kwestii LGBT+".

"Kierując się obiektywnym kryterium płci człowieka, czyli jego genetyką (kobieta XX, mężczyzna XY), Kościół stoi na stanowisku, że hormonalne i chirurgiczne ingerencje w sferę płciową nie powodują jej faktycznej zmiany. Takie praktyki są traktowane wyłącznie jako akt okaleczenia osoby. Podobnie Kościół ocenia cywilno-prawną procedurę ograniczoną do poświadczenia w dokumentach metrykalnych 'zmiany płci' lub jej pominięcia" - stwierdzili biskupi.

Minakowska, jako osoba wierząca, się z tym nie zgadza. W sierpniu postanowiła napisać list w tej sprawie do biskupa swojej diecezji - Andrzeja Jeża z Tarnowa i przedstawić swoją argumentację. - Znam bardzo dobrze filozofię katolicką, teologię moralną, mam doktorat z filozofii, zajmowałam się średniowieczem, to jest mój żywioł - mówi.

Jak przyznaje, spodziewała się, że biskup Jeż raczej jej nie odpisze. O dziwo, stało się inaczej. - Jestem zaskoczona i bardzo zbudowana tym, w jaki sposób mi odpisał i czuję, że oboje wyszliśmy ze swoich okopów. To znaczy: ja zrobiłam coś, czego zwykle nie robią osoby LGBT, a on zrobił coś, czego zwykle nie robią biskupi, narażając się na krytykę w naszych własnych gronach - ocenia Minakowska.

Biskup Jeż w swoim liście zwrócił się do niej żeńskim imieniem. - W skrócie: dostałam odpowiedź, że jestem jego diecezjanką, jestem kobietą katolicką. Natomiast zgodnie z zasadą autonomii sumienia, muszę sama rozstrzygnąć, czy faktycznie zrobiłam coś złego, czy nie - relacjonuje.

Maria od początku planowała tę odpowiedź nagłośnić. Przede wszystkim, żeby pomóc innym osobom transpłciowym w Polsce. - Polskie społeczeństwo jest zasadniczo konserwatywne. To oznacza, że większość osób transpłciowych rodzi się w środowiskach konserwatywnych, katolickich. Jeżeliby przyjąć, że transpłciowość jest zamachem na boski porządek stworzenia, to oznacza, że kilkadziesiąt tysięcy osób w Polsce nie może się ujawnić z lęku przed odrzuceniem, bo albo sami siebie nie akceptują, albo wiedzą, że rodziny ich nie zaakceptują - wskazuje.

Jak podkreśla, w najgorszej sytuacji są nastolatkowie, którzy odkrywają swoją tożsamość. - Jeśli masz te 15, 16, 17 lat i przyznasz się, kim jesteś i rodzice będą cię chcieli wyrzucić z domu, a przyjaciele się od ciebie odwrócą, to może dojść do tragedii, w tym samobójstw. I to są realne przypadki - alarmuje.

"Transpłciowość nie kłóci się z konserwatywnym światopoglądem"

Maria chce być też pomostem między światem osób LGBT+ a światem chrześcijańskim i konserwatywnym. - Transpłciowość jest wrodzona i niezależna od człowieka, tak jak np. leworęczność. I chciałabym, żeby tak była traktowana. Nikt się nie zastanawia, czy jakaś posłanka Konfederacji jest leworęczna i czy nie wolno być mańkutem. Chciałabym, żeby tak samo było z transpłciowością, która obecnie jest ideologizowana. A nie ma do tego żadnych racjonalnych powodów - przekonuje.

Konsekwencją jest zaś to, że środowisko osób LGBT+ stawia się raczej w opozycji do prawicy. - Skoro nas odrzucają, to my jesteśmy przeciw nim i się kłócimy. A tak nie musi być. Chciałabym, żeby transpłciowość była w Polsce postrzegana jako coś, co nie kłóci się z konserwatywnym światopoglądem - zaznacza.

Jak mówi, na początku miała wrażenie, że też jest "wpychana" w środowisko lewicowe. I to mimo całego jej dorobku, a także środowiska, z którym współpracowała wcześniej. - Bo byłam już znana ze swojej działalności historycznej, byłam jednym z filarów polityki historycznej PiS-u - wspomina.

Redakcja poleca

Dr Maria Jadwiga Minakowska przez lata była bowiem znana jako genealog dr Marek Jerzy Minakowski, twórca Genealogii Potomków Sejmu Wielkiego. Jej działalność historyczna spotykała się z uznaniem polskiej prawicy.

- No i okazało się, że jak się z tymi politykami spotkam i osobiście porozmawiam, to nie mają ze mną problemu, mówią do mnie: "proszę pani", prof. Andrzej Nowak [obecnie doradca prezydenta Karola Nawrockiego - red.] przepuszcza mnie w drzwiach - opowiada. - Czuję, że dużo tu można zmienić, jeśli środowiska konserwatywne przestaną nas nazwać tęczową zarazą, a my z kolei przestaniemy mówić o nich faszyści i usiądziemy, i spokojnie porozmawiamy - wskazuje.

O swoich kontaktach z politykami specjalnie mówi również publicznie i pisze w social mediach, żeby nie sprowadzały się do wspierania po cichu. A są one, jak podkreśla, po obu stronach barykady. - Roman Giertych cytuje mnie w Sejmie, mówiąc Kaczyńskiemu na mównicy sejmowej: "Mów mi wuju". A skąd to wie? Bo co jakiś czas dzwoni do mnie ktoś z kancelarii Romana Giertycha, żeby się o coś dopytać na temat jego genealogii - mówi Minakowska.

Redakcja poleca

"Chrzciny" i nowe życie. "Zrobiłam to z gracją bomby atomowej"

Coming outu dokonała 9 czerwca 2024 roku na swoim blogu oraz Facebooku. Była już wtedy po pięćdziesiątce. - Zrobiłam to z gracją bomby atomowej. Odpaliłam, wybuchło i teraz sobie patrzę, jak ten pył opada. I się okazuje, że wcale tak źle nie było. Tych negatywnych efektów było bardzo mało, a pozytywnych bardzo dużo - mówi.

- Nagle się okazało, że w zasadzie prawie nikt z tym nie ma problemu. Dostałam masę gratulacji oraz życzeń powodzenia od różnych moich znajomych. Z wyjątkiem paru pań, które pracowały w TVP za PiS-u, m.in. Agnieszki Romaszewskiej, która pisała, że nigdy mnie nie zaakceptuje. Ale poza tym się okazało, że tak naprawdę te lęki były głównie we mnie - mówi.

Dlatego sprawy szybko potoczyły się dalej. - W czerwcu tego roku dostałam wyrok, po którym mogłam zmienić akt urodzenia, wszystkie dowody osobiste, paszporty itd. W sierpniu świętowałam zakończenie wszystkiego, zrobiłam sobie coś, co nazwałam chrzcinami. To była taka moja prywatna uroczystość, na której było kilkadziesiąt osób - opisuje.

Ciekawostką jest fakt, że mimo, że Maria nazwała to "chrzcinami" i deklarowała się jako konserwatystka, muzykę uświetniającą to wydarzenie przygotowała Anna Grodzka - transpłciowa działaczka i była posłanka Ruchu Palikota, która zajmuje się obecnie komponowaniem. Grodzka przesłała jej też życzenia.

- Cały ten proces - od coming outu do tego uroczystego świętowania - to było 14 miesięcy. Wszystko mam już za sobą i teraz już po prostu jestem kobietą - wskazuje Maria.

Redakcja poleca

"Teraz wiem, że i ja i biskupi, byliśmy w błędzie"

Co jednak z chrztem w Kościele? W ocenie Minakowskiej jest on ważny, co potwierdza w dużej mierze list od biskupa Jeża. - Napisałam też list do mojej parafii, w której byłam ochrzczona. Moja wersja wydarzeń jest taka, że ksiądz, który mnie chrzcił, nie sprawdzał mojej płci. Rodzice przenieśli akt urodzenia, powiedzieli, że urodził się synek Marek Jerzy i tymi imionami trzeba ochrzcić. Nikt tego nie sprawdzał, nie wypowiadał się w kwestii mojej płci. Teraz mój akt urodzenia jest poprawiony decyzją sądu, więc tak samo powinien być poprawiony akt chrztu. Chciałabym dostać taki odpis skrócony aktu chrztu, na którym będzie stan aktualny: czyli, że ja - Maria Jadwiga Minakowska - zostałam ochrzczona 31 grudnia 1972 roku - wskazuje.

Parafia katedralna w Olsztynie wciąż jednak Minakowskiej nie odpowiedziała. Maria jednak nie ustaje w swoich aktywnościach “Ambasadorki Osób Transpłciowych”. Ostatnio zaoferowała Konferencji Episkopatu Polski pomoc w przygotowaniu nowego, prawidłowego stanowiska w kwestii osób transpłciowych. Napisała w tej sprawie do kard. Grzegorza Rysia. Liczy także na spotkanie z nim w listopadzie w Łodzi na Forum na Forum "Obecni w Kościele" organizowanym przez Kongres Katoliczek i Katolików.

"Jestem pełna empatii dla biskupów - gdy oni publikowali w 2020 swoje błędne stanowisko, uważałam tak jak oni. Teraz wiem, że i ja, i biskupi, byliśmy w błędzie - pora więc by uczciwie to skorygować" - zaznacza Minakowska.

Źródło: TOK FM