Utknąłem za granicą, nie mogę przyjść do pracy. Co robić? "Kasy za to nie będzie"
Jeśli z powodu wojny na Bliskim Wschodzie nie możemy wrócić z urlopu, a powinniśmy już pojawić się w pracy, pierwszą rzeczą, którą trzeba zrobić to zawiadomić naszego przełożonego i poinformować go o naszej sytuacji -tak radził w TOK FM Piotr Wojciechowski. Jakie dalsze kroki podjąć? Adwokat i ekspert prawa pracy wyjaśnił wiele aspektów tej trudnej sytuacji.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co zrobić, gdy przez wojnę na Bliskim Wschodzie nie możemy wrócić do pracy?
- Jakie uprawnienia ma pracownik?
- Co może zrobić pracodawca?
Konflikt na Bliskim Wschodzie od kilku dni powoduje poważne utrudnienia w ruchu lotniczym i problemy z powrotem do kraju dla wielu turystów, w tym także Polaków. Choć kilkuset z nich już wróciło do kraju. Nie chodzi tylko o osoby, które wybrały Dubaj na swoje miejsce urlopu. Problemy mają też ci, którzy lecieli chociażby do Wietnamu czy Sri Lanki, a ich droga powrotna miała przebiegać przez obszar objęty konfliktem zbrojnym. W czwartek po południu pojawiła się informacja, że Polskie Linie Lotnicze LOT, we współpracy z biurami podróży, uruchamiają rejsy powrotne dla turystów na trasach Colombo (Sri Lanka)-Warszawa i Male (Malediwy)-Warszawa. Loty z obu portów mają się odbyć 10 marca.
Urlop się skończył, a nie ma jak wrócić do domu
Z jednej strony ważny jest bezpieczny powrót do Polski. Jednak z drugiej, wiele takich osób powinno być już w swoich miejscach pracy. Jak mówił w TOK FM Piotr Wojciechowski, adwokat i ekspert prawa pracy, najważniejsze czynność, jaką powinniśmy zrobić w sytuacji, gdy skończył się nam urlop, a my nie mamy jak wrócić do domu i pracy, to usprawiedliwić swoją nieobecność.
- Czyli skontaktować się z przełożonym i powiedzieć, jaka jest sytuacja. Nasz szef w takiej sytuacji ma obowiązek uznać tę nieobecność za usprawiedliwioną, ale też bez zachowania prawa do wynagrodzenia, bo pracownik w tym czasie pracy nie wykonuje, więc kasy za to nie będzie - podkreślił adwokat.
Pytany, czy pracodawca ma obowiązek zaakceptować usprawiedliwienie, jeśli taka sytuacja przedłużyłaby się do np. miesiąca, Wojciechowskiego powiedział, że dopóki występują obiektywne okoliczność, to pracodawca ma taki obowiązek.
- Jeśli pracownik po powrocie do kraju uzna i przekona, a nie będzie chyba trudno przekonać, zważywszy na trudną sytuację polityczną, którą mamy na świecie, że te okoliczności były obiektywne - to tutaj pracodawca żadnego zarzutu postawić nam nie może - dodał.
Drogie bilety do domu
Co jednak, gdy okaże się, że powrót jest możliwy, ale ceny biletów są bardzo wysokie. Jak opisywał Paweł Soszyński w tokfm.pl zamknięcie przestrzeni lotniczej w wielu państwach na Bliskim Wschodzie spowodowało gwałtowny wzrost cen biletów lotniczych na trasie Azja-Europa.
- Z jednej strony niby mamy możliwość powrotu, ale z drugiej strony te koszty są kosztami dla nas drakońskie. Co wtedy? - pytał prowadzący rozmowę w TOK FM Filip Kekusz.
Ekspert ocenił, że w takiej sytuacji mamy "pewien rodzaj sporu" między pracownikiem a pracodawcą. - Ja bym go rozstrzygnął, tak jak prawo pracy od wielu lat rozstrzyga takie spory, na rzecz pracownika - powiedział.
I podkreślił od razu, że w takiej sytuacji "pracownik nie musiałby być przygotowany do ponoszenia jakiś nadmiernych kosztów". - Przecież nie pojechał specjalnie na wojnę, żeby tam latać po tej wojnie, tylko chce wracać, ale nie jest przygotowany finansowo - dodał.
Wskazał, że pracodawca w tej sytuacji ma dwa wyjścia. - Albo partycypować w kosztach np. zwrócić część pieniędzy za bilet pracownikowi, mając na uwadze, że to dobry pracownik i chce z nim współpracować albo poczekać na tzw. normalne warunki, ale to może potrwać -powiedział.
Zaznaczył, że ta sytuacja przypomina "troszkę znaną nam instytucji odwoływania z urlopu".
- Ja pana odwołuje z urlopu, bo jest mi pan potrzebny, ale wtedy Kodeks Pracy mówi wyraźnie, że pracodawca zwraca koszty. W tej sytuacji (wojny na Bliskim Wschodzie - przyp. red.) wyraźnie nie mówi, na szczęście, bo nie mamy na co dzień wojen i sytuacji nadzwyczajnych. Tutaj nie ma żadnych regulacji prawnych, ale myślę, że strony powinny się dogadać - podkreślił.
Co się dzieje na Bliskim Wschodzie?
W sobotę (28 lutego) rano Izrael i USA rozpoczęły skoordynowaną operację "Roaring Lion" i "Epic Fury" - ok. 200 myśliwców zaatakowało ponad 500 celów, m.in. w Teheranie, Isfahanie i Tebrizie, niszcząc obiekty wojskowe i rakietowe. W nalotach zginął m.in. najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei.
Dlaczego Izrael i USA zaatakowały Iran (przynajmniej według oficjalnych przekazów)? Dlaczego Teheran atakuje Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie, a izraelskie bomby spadają na Liban? Wyjaśniała na tokfm.pl Katarzy Rogowska w tym tekście:
Źródło: TOK FM, fot. Mateusz Kotowicz/REPORTER/East News