,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Rodzeństwo zabrano, o Grzesiu zapomniano. Przeanalizowali sprawę głośnej tragedii w Bydgoszczy

5 min. czytania
13.10.2025 13:33

Już 103 sprawy wpłynęły do specjalnego zespołu, który powstał po śmierci Kamilka z Częstochowy i analizuje zdarzenia, wskutek których doszło do tragedii dziecka. Właśnie powstał trzeci raport, w którym eksperci przyjrzeli się historii Grzesia z Bydgoszczy.

fot. Materiały policji z Bydgoszczy

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są wnioski i rekomendacje zespołu ds. analizy zdarzeń związanych z przemocą wobec dzieci?
  • Dlaczego system opieki społecznej zawiódł w przypadku śmierci 13-miesięcznego chłopca?
  • Jakie są proponowane zmiany, aby poprawić ochronę dzieci w sytuacjach zagrożenia?
  • Jak na rekomendacje zespołu reaguje władza?

Od 16 miesięcy przy Prokuratorze Generalnym działa Zespół do spraw analizy zdarzeń, na skutek których małoletni poniósł śmierć lub doznał ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Inicjatywa ta powstała po tragicznej śmierci 8-letniego Kamilka z Częstochowy, który został zakatowany przez swojego ojczyma i matkę. Zespół działa pod przewodnictwem mecenasa Grzegorza Wrony i przygotował właśnie swój trzeci raport. Dotyczy on śmierci 13-miesięcznego dziecka z województwa kujawsko-pomorskiego. Chłopczyk też był ofiarą przemocy domowej. Zmarł w wyniku pobicia.

Rodzina Grzesia była objęta nadzorem policji, sądu rodzinnego, kuratora sądowego, pomocy społecznej i pielęgniarki środowiskowej. Co kluczowe - starsze przyrodnie rodzeństwo chłopca zostało zabezpieczone w pieczy zastępczej. Grześ, w chwili postępowania, był jeszcze w brzuchu mamy. Potem, gdy się urodził, system jakby o nim zapomniał.

Kilkunastomiesięczny chłopczyk trafił do szpitala w Bydgoszczy we wrześniu 2024 roku i dopiero wtedy placówka powiadomiła policję. Matka dziecka utrzymywała, że mały Grześ spadł z łóżka i stąd obrażenia. Lekarze nie uwierzyli. Niestety, na uratowanie 13-miesięcznego chłopczyka było już za późno. 

Opiekunom postawiono zarzuty fizycznego znęcania się nad osobą nieporadną ze względu na wiek i spowodowania u chłopca ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Ponadto wojewoda - po tej sprawie - zlecił kontrolę, która wykazała n ieprawidłowości w działaniach Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Co ustalił zespół, który badał sprawę Grzesia?

Zespół działający pod kierunkiem mecenasa Wrony zwrócił uwagę na fakt, iż w Bydgoszczy nie ma hostelu dla matek z dziećmi, do którego mogłaby trafić kobieta, która doświadcza przemocy. Stąd rekomendacja, by takie miejsce jak najszybciej stworzyć. Kluczowe jest również zatrudnienie asystentów rodziny, których - jak podają eksperci - w tak dużym mieście nie ma. "Zespół rekomenduje przekazanie środków finansowych na zatrudnienie w niezbędnym wymiarze asystentów rodziny dla mieszkańców miasta" - czytamy w raporcie

Redakcja poleca

Zespół podkreśla, że nigdy więcej nie można pozwolić na to, by - w sytuacji zagrożenia - zabrano z domu nie wszystkie dzieci. - To problem systemowy. W Polsce zdarzają się stosunkowo często takie sytuacje, że przy stwierdzeniu przez sąd niewydolności wychowawczej odbierane są dzieci, ale nie wszystkie. Zostawia się jedno, na przykład najmłodsze. Czasem jest też tak, jak było w tym konkretnym przypadku, że w czasie procedur kobieta zachodzi w ciążę i dziecko, które rodzi się później, nie jest objęte opieką systemu. Niestety czasem kończy się to tragedią - mówi w TOK FM mecenas Grzegorz Wrona.

Przewodniczący zespołu opowiada nam również o innym mechanizmie, który się powtarza. - Rodzic, który samotnie wychowuje dziecko, poznaje osobę trzecią i wchodzi z nią w relację romantyczną. Powstaje sytuacja, w której albo ta osoba trzecia i rodzic biologiczny zaczynają krzywdzić dziecko, które - nazywając to brutalnie - jest im nie po drodze w tej nowej relacji. I system jakby tego nie dostrzega - opisuje nasz rozmówca.

Eksperci rekomendują też, by pracownicy pomocy społecznej oceniali, jakie jest ryzyko krzywdzenia dziecka (również nienarodzonego) w danym domu - wysokie, średnie lub niskie - i aby było to analizowane w formie opisów.

- Takim czynnikiem ryzyka, który powinien być brany pod uwagę, mogłoby być m.in. samotne rodzicielstwo - mówi Wrona. I od razu zaznacza: "Oczywiście czynnik ryzyka to nie jest okoliczność polegająca na tym, że ktoś coś złego zrobił lub że zadziało się coś złego w danej rodzinie. To jest jedynie coś, co warto mieć na uwadze. To może być też wiek dziecka, niepełnosprawność, kwestia dotycząca otoczenia".

Zaniedbanie też może być przemocą 

Zespół, który działa przy Prokuratorze Generalnym, apeluje o coś jeszcze - o uznanie "zaniedbania" jako formy przemocy. Chodzi o to, by pielęgniarki, lekarze, ale też pracownicy socjalni i przedstawiciele różnych instytucji potrafili rozpoznać nieoczywiste symptomy przemocy domowej, w tym przemocy domowej w formie zaniedbania, jego oznak i czynników ryzyka w rodzinie. 

Zaniedbanie - jak podaje nasz rozmówca - może mieć różną postać. Rodzice mogą się w ogóle nie zajmować dzieckiem, nie dopełniać obowiązków w zakresie opieki medycznej. - Widzimy też problemy związane z odżywianiem swoich pociech. Zdarza się, że rodzice eksperymentują w tym temacie - mówi Wrona. Kolejna kwestia to zaniedbanie dotyczące rozwoju fizycznego. I to może działać w dwie strony - dzieci albo nie mają ruchu wcale, nie mają przyjaciół, nie wychodzą z domu. - Ale czasem rodzic jest nadaktywny, zmusza dziecko do ćwiczeń, do czynności ponad jego siłę i ponad jego wiek rozwojowy. To są też sytuacje niezwykle niebezpieczne - zwraca uwagę nasz rozmówca.

103 przypadki do analizy

Jak podkreśla gość TOK FM, do jego zespołu wpłynęły już 103 przypadki od policji (wcześniej również od prokuratury) do przeanalizowania przez ekspertów. - To jest znacznie większa liczba niż ktokolwiek z nas spodziewał się, że może być zgłoszona w tak krótkim czasie - przyznaje adwokat. 

Zespół mecenasa Wrony naciska na to, by jak najszybciej powstał system e-niebieskiej karty. - Dzięki niemu będzie można błyskawicznie, poprzez numer PESEL, sprawdzić, czy względem danego dziecka były wydawane jakiekolwiek zalecenia lekarskie albo czy było ograniczenie władzy rodzicielskiej bądź jakiekolwiek inne postępowanie. Chodzi o to, by szereg informacji można było uzyskać tu i teraz, nie czekając na przesyłanie dokumentacji w formie tradycyjnej - wyjaśnia gość TOK FM. 

Wrona przyznaje jednak, że ma poczucie, iż władza ignoruje prace jego zespołu i wystawiane rekomendacje. - Tak jakby śmierci tych dzieci nie przykuwały właściwej uwagi i osób rządzących, i opinii publicznej. Wszystko toczy się zupełnie obojętnie wobec rzeczy, które staramy się ustalić. Bo my przecież już dość dużo wiemy na temat tego, jaki jest mechanizm, ale nikt o to nie pyta. Mam na myśli tych, którzy decydują, jak system [ochrony dzieci] ma wyglądać - rozkłada ręce.

Mecenas zaznacza, iż zdaje sobie sprawę z tego, jak dużo się dzieje na świecie - chociażby kwestia wojny tuż za naszą granicą. Niemniej jednak oczekiwałby działań również w tej materii. - Z mojego punktu widzenia śmierć człowieka, której można było uniknąć, jest kluczowym problemem. Natomiast mam poczucie, że z punktu widzenia polityki, przeciwdziałanie takim zjawiskom nie jest priorytetem i ta obojętność jest dla mnie trudna do wytłumaczenia - podsumowuje gość TOK FM. 

Źródło: TOK FM