Rośnie liczba udarów mózgu. "Nie jest to już choroba wyłącznie osób starszych"
W Polsce rośnie liczba udarów mózgu. Jeszcze kilkanaście lat temu notowano około 60-70 tysięcy zachorowań rocznie. Dziś choroba ta dotyka już około 90 tysięcy Polaków, z czego jedna trzecia to osoby poniżej 65 roku życia.
Czym jest udar mózgu?
Udar to nagłe obumarcie komórek mózgowych w wyniku braku dopływu krwi. Do charakterystycznych objawów zaliczamy nagły, silny ból głowy, zaburzenia mowy, zaburzenia widzenia, asymetrię twarzy a także osłabienie kończyn po jednej stronie.
Gdy zauważymy takie objawy u siebie lub kogoś bliskiego, trzeba natychmiast wzywać pogotowie ratunkowe. Udar jest bowiem stanem zagrożenia zdrowia i życia, a w jego leczeniu czas ma ogromne znaczenie. - Taka jest fizjologia mózgu. Każda stracona godzina, a nawet minuta, potęguje gorsze rokowanie i zmniejsza szansę na odzyskanie sprawności - ostrzega neurolog dr Piotr Płeszka z Centrum Interwencyjnego Leczenia Udarów Mózgu w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 w Bydgoszczy. - Stąd też pacjenci muszą natychmiast znaleźć się pod fachową opieką lekarzy - dodaje.
Aż 85 procent przypadków udarów mózgu stanowią udary niedokrwienne, określane czasem jako zawał mózgu. Są one zazwyczaj skutkiem procesów miażdżycowych w tętnicach mózgu, jak również chorób serca, w tym migotania przedsionków. Pozostałe 15 procent stanowią udary krwotoczne, potocznie nazywane wylewami. Powstają na skutek pęknięcia ściany tętnicy mózgowej i wydostania się krwi poza naczynie.
1000 pacjentów z bydgoskim CILUM
W województwie Kujawsko - Pomorskim jest kilka oddziałów udarowych, m.in. w Bydgoszczy, Toruniu i Włocławku, ale tylko Centrum Interwencyjnego Leczenia Udarów Mózgu w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 w Bydgoszczy przyjmuje pacjentów przez całą dobę. Na miejscu dyżurują neurolodzy i neurochirurdzy, którzy mogą w bardzo szybkim czasie przeprowadzić zabiegi trombektomii mechanicznej lub trombolizy. To dwie metody leczenia, które zastosowane w odpowiednim okienku czasowym, mogą zminimalizować skutki wylewu krwi do mózgu lub jej zatrzymania w wyniku zakrzepu.
W ubiegłym roku do CILUM trafiło 1000 osób, na ogólną liczbę 5,5 tysiąca przypadków z całego regionu. - Około 10 procent pacjentów leczonych jest trombektomią mechaniczną. To bardzo dobry wynik, podobny osiągany jest w Bawarii, więc jesteśmy w czołówce nie tylko polskiej, ale i europejskiej - cieszy się dr Pleszka. - Ponadto wszystkie oddziały w województwie przeprowadzają dożylną trombolizę u około 20 procent pacjentów. Oczywiście relatywnie może to się wydawać niewiele, ale jeśli weźmiemy pod uwagę choćby to, że pacjent musi zmieścić się w okienku czasowym, to są to dobre wyniki - dodaje.
Trombektomię, czyli mechaniczne udrożnienia naczynia poprzez usuniecie skrzepu, można wykonać maksymalnie do sześciu godzin od wystąpienia objawów. Jeszcze krótsze okienko czasowe jest trombolizie, bo wynosi cztery i pół godziny.
Nie jest to już tylko choroba ludzi starszych
Jak podkreśla nasz rozmówca udar mózgu nadal w większości dotyka osób po 65 roku życia, ale coraz częściej zdarzają się pacjenci przed 60-tką czy nawet 40-tką. - Udar mózgu jest następstwem innych chorób, uszkadzających naczynia mózgowe, czyli cukrzycy, nadciśnienia, wysokiego poziomu cholesterolu. Drugą przyczyną są choroby powodujące zatorowość sercowo-mózgową i mam tu na myśli przede wszystkim migotanie przedsionków - tłumaczy dr Płeszka.
Udar jest najczęstszą przyczyną niepełnosprawności u osób dorosłych. Tylko co czwarty chory w wieku produkcyjnym wraca na rynek pracy. - Ciężkie udary mózgu wiążą się z dużą niesprawnością. Pacjentowi trzeba przeorganizować całe życie, zapewnić opiekę i rehabilitację. U 30 procent osób wystąpi depresja, zaniki pamięci i otępienie - wylicza neurolog. - To bardzo duże obciążenie dla całej rodziny i coraz trudniejszy wysiłek, bo mamy mniej rodzin wielopokoleniowych. Często mieszkamy z daleka od siebie, więc obowiązek opieki spada na państwo oraz instytucje - dodaje nasz rozmówca.
Co mogłoby działać lepiej?
Na pytanie, co należałoby poprawić, by system działał lepiej, dr Płeszka odpowiada, że w kujawsko-pomorskim powinna być większa liczba oddziałów udarowych. - W naszym regionie zostały zlikwidowane dwa oddziały - w Grudziądzu i Inowrocławiu. Na rubieżach województwa mamy puste plamy, a co za tym idzie dużo słabszy dostęp do fachowej pomocy - ubolewa nasz rozmówca. Problemem jest też zbyt mała liczba karetek przewozowych, przez co zdarzają się sytuacje, że pacjenci nie zdążą skorzystać z pomocy w oknie czasowym.
Szacuje się, że jedna na cztery do sześciu osób dozna udaru mózgu w ciągu życia. W ciągu miesiąca od udaru umiera około 20 procent pacjentów, w ciągu roku - do 40 procent. Aż jedna piąta chorych, którzy przeżywają ostrą fazę udaru, wymaga stałej opieki.