Walczyli o życie bez smrodu. "Na osiedlu byliśmy trochę hejtowani"
O koszmarze mieszkańców bydgoskiego Siernieczka pisaliśmy na tokfm.pl. Unoszący się ze składowiska odpadów firmy Remondis odór nie pozwalał na normalne życie. - Za każdym razem, kiedy był upały czy deszczowa pogoda, fetor unosił się nie tylko na nasze osiedle, ale też w okolice wiaduktów, w stronę Fordonu. Nie dało się tego wytrzymać - opowiada Agnieszka Nuciał, mieszkanka Siernieczka i członkini rady społecznej, która walczyła o nową inwestycję.
- Najgorzej było w sezonie wakacyjnym. Ludzie otwierają okna, wietrzą mieszkania, a my nie mogliśmy tego robić, bo taki był smród - dodaje sąsiadka pani Agnieszki - Linda Suwała - która także była w kilkuosobowej radzie społecznej konsultującej projekt Remondisu.
Walczyli od kilku lat
Sprawa odoru ze składowiska ciągnęła się w Bydgoszczy od lat. W 2019 roku mieszkańcy okolicznych domów i bloków zablokowali ulicę Fordońską, by wreszcie ktoś zauważył ich problem. Po wielu spotkaniach - z udziałem przedstawicieli lokalnej społeczności, Remondisu oraz samorządu - zapadła decyzja o budowie nowej kompostowni i sortowni odpadów. W tym roku prace wreszcie udało się zakończyć.
W poniedziałek uroczyście otwarto nową instalację przy ulicy Inwalidów 45. Na terenie firmy stanęły duże, hermetyczne hale, które mają powstrzymać nieprzyjemny zapach. - Hale są już zamknięte i przygotowane. Jest pełen system wentylacji i odpylania, zgodny ze wszystkimi normami - tłumaczy członek zarządu firmy Remondis Małgorzata Gotowska. - Łączna powierzchnia hal to ponad 15 tysięcy metrów kwadratowych, więc jest tego bardzo dużo. Cały proces przetwarzania mechanicznego i biologicznego będzie odbywał się wewnątrz - zapewnia nasza rozmówczyni.
Łyżka dziegciu w beczce miodu
Obecni na otwarciu mieszkańcy Siernieczka nie kryli radości, tym bardziej że procedury i sama budowa trwały bardzo długo. - Ucieszyliśmy się, że zostaliśmy usłyszeni. To nasz ogromny sukces - uważa Linda Suwała.
Mimo radości pani Agnieszka nie kryje też rozczarowania postawą niektórych sąsiadów. - Przychodziliśmy na spotkania, widzieliśmy, jaki jest postęp prac, jakie są procedury i jak to wszystko będzie wyglądać, ale na swoim osiedlu byliśmy trochę hejtowani - ubolewa. - Trudno było wytłumaczyć emerytom, dlaczego to wszystko tak długo trwa. Ciężko się żyło przez te pięć lat. To było bardzo przykre, bo znamy się tak długo. Były momenty, że myśleliśmy, że będziemy chodzić kanałami po własnym osiedlu - dodaje rozczarowana.
- Oczywiście byli też mieszkańcy, którzy bardzo nas wspierali. Proponowali organizację kolejnych pikiet, ale to nie było już potrzebne - śmieje się Suwała. - Bywają takie chwile, że jeszcze coś tam czujemy, ale nie ma porównania w stosunku do tego, co było - podsumowuje nasza rozmówczyni.
Budowa kosztowała 50 milionów złotych.