,
Obserwuj
Lubelskie

Alkohol, przemoc, całowanie w usta. Dlaczego nikt nie reagował na to, co działo się w ośrodku dla młodzieży?

11 min. czytania
19.12.2025 15:13

Dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Puławach usłyszał zarzuty związane z przekroczeniem uprawnień i stosowaniem przemocy wobec wychowanka. Ale wokół Dawida G. od wielu miesięcy pojawia się znacznie więcej niepokojących informacji, ponieważ mężczyzna m.in. był rodziną zastępczą dla niektórych podopiecznych. Część z nich umieszczał w szpitalach psychiatrycznych. Są również sygnały o tym, że jednego z chłopców pocałował w usta. O sprawie wiedzą rozmaite instytucje, ale mężczyzna nie został odsunięty od kierowania ośrodkiem. 

fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER/zdjęcie ilustracyjne

Kwestia przekroczenia uprawnień i stosowania przemocy dotyczy dorosłego już dziś Wojtka (imię zmienione). Wszystko miało się wydarzyć w lutym 2024 roku. - (Dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Puławach -red.) Pobił mnie, jak wróciłem z przepustki. Byłem trochę pod wpływem alkoholu. Wezwał mnie do gabinetu. Potem zadzwoniłem do partnerki mojego taty, a ona - do pani dyrektor z domu dziecka, w którym wcześniej przebywałem. Pani dyrektor powiadomiła policję - opowiada Wojtek w rozmowie z TOK FM. Chłopak miał być też zamknięty w izolatce.  

Wojtek złożył w tej sprawie zażalenie do sądu rodzinnego. I ten przyznał mu rację. Jak przekazało nam biuro prasowe Sąd Okręgowego w Lublinie, uznano że użycie środka przymusu bezpośredniego wobec nastolatka było "niezasadne, nielegalne oraz nieprawidłowe". I choć decyzja sądu jest już od kilku miesięcy prawomocna, dyrektor dalej sprawuje swoją funkcję. 

Redakcja poleca

Ale okazuje się, że to zażalenie Wojtka jest też dowodem w sprawie, którą prowadzi prokuratura, a w której Dawid. G. właśnie usłyszał zarzuty. Chodzi o przekroczenie uprawnień oraz znęcanie się fizyczne i psychiczne, a także naruszenie czynności ciała. - Prokurator przyjął, że działając w umyślnym zamiarze znęcania nad wychowankiem, dyrektor przekroczył swoje uprawnienia, stosując wobec wychowanka środki przymusu bezpośredniego, w następstwie czego spowodował u niego obrażenia ciała, jak też pozbawił go wolności - mówi TOK FM prokurator Marek Zych z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Jak dodaje, wobec podejrzanego nie zastosowano na dziś żadnych środków zapobiegawczych. - W tej chwili trwa uzupełnianie materiału dowodowego. Sprawdzana jest linia obrony pana dyrektora. Nie udzielamy informacji, co do treści wyjaśnień, które złożył - dodaje prokurator. Oznacza to, że dyrektor wciąż pozostaje na stanowisku i przychodzi do pracy. 

Inny z byłych już wychowanków mówi nam: "Dyrektor bywa porywczy, dość często krzyczy - często, jak dla mnie, zupełnie bez powodu. Jednocześnie potrafi sobie upodobać jednych wychowanków, którym np. częściej daje przepustki, jego działania oceniam jako nie do końca sprawiedliwe. Choć wiem też i musze to powiedzieć, że są wychowankowie, którzy bardzo go lubią".

Dyrektor, alkohol i zawieszenie bez zawieszenia

Zanim dyrektor Dawid G. usłyszał zarzuty prokuratorskie, na temat jego zachowania pojawiało się wiele niepokojących sygnałów. Część z nich to zdarzenia dobrze udokumentowana. Jak to z wiosny 2024 roku, kiedy dyrektor przebywał w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym pod wpływem alkoholu, co potwierdziła policja po sygnale od jednego z wychowanków. Policjanci przyjechali na miejsce, przebadali dyrektora trzykrotnie. "Wydmuchał" prawie promil. Sprawa trafiła do Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli przy wojewodzie lubelskim. W sierpniu 2024 roku komisja ukarała Dawida G. karą nagany z ostrzeżeniem za "przebywanie na terenie MOW pod wpływem alkoholu". - Na tej podstawie zarząd powiatu puławskiego postanowił zawiesić pana dyrektora w wykonywaniu jego funkcji na czas wydania ostatecznej decyzji przez Komisję Dyscyplinarną, nie dłuższy niż na sześć miesięcy. Pan dyrektor - miał takie prawo - odwołał się od naszej decyzji i jego odwołanie zostało uwzględnione - tłumaczy w TOK FM starosta puławska Teresa Gutowska. A to oznacza, że dyrektor mógł wrócić do pracy.

Jak przyznaje Gutowska, zaskoczyła ją ta decyzja, bo - jak mówi - nie wyobrażała sobie, by dyrektor placówki, który jest w pracy po alkoholu, mógł dalej pełnić swoją funkcję. Ciekawe jest to, jak Komisja Dyscyplinarna uzasadniała uwzględnienie odwołania. - Komisja - tutaj zacytuję - "wyraża nadzieję, że przebieg postępowania wyjaśniającego, dyscyplinarnego, a także wymierzona kara nagany z ostrzeżeniem w sposób jednoznaczny uświadomią panu dyrektorowi błąd w jego postępowaniu i przyczynią się do zachowania właściwej postawy w przyszłości" - przytacza starosta. Ale to nie koniec, bo komisja stwierdziła, że "zarzut postawiony panu dyrektorowi przez rzecznika dyscyplinarnego nie jest tak poważny, aby było celowe odsunięcie nauczyciela od wykonywania obowiązków w ośrodku, tym bardziej, iż incydent taki zdarzył się pierwszy raz".

- Jak odczytuję te słowa? Nie rozumiem tego. Uważam, że dyrektor, przebadany przez policję trzykrotnie - gdzie ta ilość alkoholu w wydychanym powietrzu wzrastała - nie powinien dalej wykonywać tej funkcji. I absolutnie nie przekonuje mnie argument, że zdarzyło mu się to po raz pierwszy - dodaje Teresa Gutowska. Z naszych ustaleń wynika, że dyrektor tłumaczył się przed Komisją Dyscyplinarną m.in. w ten sposób, że źle się czuł i przed wyjściem z domu teściowa miała mu podać syrop na bazie alkoholu. I stąd te promile. Dyrektor nie pogodził się też z karą nagany z ostrzeżeniem i odwołał się do wyższej instancji. Sprawa cały czas jest w toku. - Dla mnie to jest zaskakujące, że to dalej trwa. Tu przecież jest kawa na ławę, jest badanie wykonane przez policję i jego wynik. Nie rozumiem, dlaczego to jest przeciągane - mówi nam jeden z wizytatorów w Kuratorium Oświaty w Lublinie który zna sprawę.

W maju 2025 roku, czyli nieco ponad rok od sytuacji z alkoholem, do starosty znów dotarła niepokojąca informacja. W jeden z weekendów policja miała dostać kolejny sygnał o tym, że dyrektor jest pod wpływem alkoholu. Policjanci pojawili się w ośrodku dwukrotnie, ale zostali poinformowani, że dyrektora nie ma i odjechali - do badania alkomatem nie doszło. - Gdy otrzymałam informację w tej sprawie, podjęliśmy decyzję, że składamy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Dziś już wiemy, że postępowanie zostało umorzone - dodaje Gutowska.

Starosta, która nadzoruje MOW w Puławach, wiele razy dostawała z Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie sygnały z prośbą o "uzdrowienie sytuacji" w ośrodku. Ale - co podkreśla - miała związane ręce. Bo prawo oświatowe bardzo ogranicza organowi prowadzącemu możliwości odwołania dyrektora placówki. - Szczerze? Mam tu bardzo ograniczone kompetencje. Prawo oświatowe wyraźnie mówi, w jakich przypadkach można odwołać dyrektora. Musi być szczególne uzasadnienie, zwłaszcza jeśli chodzi o gospodarowanie finansami czy sprawy organizacyjne - mówi nam starosta. Do chwili rozmowy z nami nie miała żadnej oficjalnej informacji z prokuratury o przedstawieniu dyrektorowi zarzutów. On sam też jej o tym nie poinformował.

Nienaruszalny

Dawid G. został dyrektorem MOW w Puławach na początku 2023 roku, jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Jedną z pierwszych gościń w ośrodku była ówczesna prezydentowa, Agata Kornhauser-Duda. - Mieliśmy poczucie, że tu gdzieś w tle, w kontekście powołania tej konkretnej osoby na dyrektora, była polityka - mówi nam jeden z lokalnych polityków w Puławach. - Pana Dawida nikt nie znał, przybył z Lublina, gdzie był nauczycielem - dodaje. Uczył m.in. u sióstr Urszulanek.

Krótko po objęciu funkcji dyrektora, mężczyzna razem z żoną wystąpił do sądu o ustanowienie go rodziną zastępczą. Co ciekawe, chciał przejąć opiekę nad jednym z wychowanków Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego - tego, w którym był dyrektorem. Potem do jego rodziny zastępczej trafiło jeszcze dwóch chłopców (był też wniosek dla czwartego). Co bardzo istotne, różne sądy, z bardzo różnych miejsc w Polsce umieszczały chłopców w rodzinie zastępczej na wniosek dyrektora MOW-u i jego żony. Lubelski MOPR, który sprawuje pieczę nad rodzinami zastępczymi, dowiedział się o tym dopiero, gdy mężczyzna zgłosił się po pieniądze - na jedno dziecko w rodzinie zastępczej dostaje się 1517 zł, do tego dochodzi 800 plus i dodatek wychowawczy. Przy trojgu dzieci jest to już pokaźna kwota. 

- Pan przyszedł do nas, ponieważ został ustanowiony rodziną zastępczą niezawodową i zwrócił się z wnioskiem o przyznanie mu świadczeń na pokrycie kosztów utrzymania dziecka w rodzinie zastępczej. W lipcu 2023 roku dotyczyło to jednego chłopca, potem trzech. Nie byliśmy proszeni przez sądy o zaopiniowanie tej rodziny jako kandydatów na rodzinę zastępczą. Dopiero gdy napisaliśmy do sądów, że ta sytuacja nas niepokoi, sądy zwróciły się do nas o zaopiniowanie - mówi Agnieszka Janik, kierownik działu do spraw rodzinnej pieczy zastępczej i asysty rodzinnej Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie.

Rodzic zastępczy nie wie, w której klasie jest dziecko

Jak dodaje Janik, były trudności z wizytacją rodziny zastępczej, z przygotowaniem oceny jej funkcjonowania, z wejściem do domu pana dyrektora i jego żony. "Zaznaczał się schemat przejmowania opieki jedynie nad podopiecznymi MOW, którego dyrektorem jest opiekun zastępczy, kiedy faktycznie nastolatkowie nie przebywali w miejscu zamieszkania rodziny" - czytamy w jednym z pism, które widzieliśmy.

Gdy w końcu udało się wejść do domu rodziny zastępczej, opiekunka zastępcza nie wiedziała nawet, do której klasy chodzą chłopcy. Jak wynika z dokumentów, gdy doszło do kolejnej wizytacji w domu, "widoczne było, że kobieta nauczyła się, co ma mówić na temat dzieci. Na pytania o szczegóły nie potrafiła odpowiadać". A już podczas wizyt w lutym i w marcu 2023 roku kontrolerzy nie zostali wpuszczeni do pokoju podopiecznych.

Jak mówi Agnieszka Janik z MOPR, rodzina - po tym, jak zgłosiła się do ośrodka - została skierowana na szkolenie dla rodzin zastępczych. - Pan uczęszczał razem z żoną na takie szkolenie, jednak warunkiem ukończenia szkolenia jest odbycie dziesięciu godzin praktyk w innej rodzinie zastępczej zawodowej lub w rodzinnym domu dziecka. Jednak - jako, że w międzyczasie otrzymaliśmy niepokojące informacje na temat rodziny zastępczej - nie skierowaliśmy państwa na takie praktyki - wyjaśnia kierowniczka z lubelskiego MOPR. Dyrektor od tej decyzji odwołał się do sądu administracyjnego, ale przegrał. Sąd stwierdził, że MOPR mógł podjąć taką decyzję.

Z rodziny zastępczej do szpitala psychiatrycznego

Ale kwestia tego, co działo się w rodzinie zastępczej prowadzonej przez Dawida G., trafiła do prokuratury. Agnieszka Janik złożyła zawiadomienie ws. nadużycia stosunku zależności i doprowadzenia innej osoby do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej. Jak ustaliliśmy w Prokuraturze Okręgowej w Lublinie, śledztwo rzeczywiście zostało wszczęte, ale utknęło. - Od czerwca 2025 roku śledztwo jest zawieszone z powodu oczekiwania na opinię biegłego psychologa. Mam nadzieję, że wkrótce ta wpłynie i wtedy postępowanie zostanie podjęte i będzie kontynuowane. Biegły cały czas jest monitowany, jeśli chodzi o wykonanie tej opinii. Natomiast jest to instytucja - osoba niezależna - więc też jesteśmy uzależnieni od terminów biegłego. A te  - co jest bolączką systemu - są czasami określane na bardzo odległy czas - mówi prokurator Agnieszka Kępka (gdy kilka tygodni temu odbywaliśmy naszą rozmowę, była rzecznikiem Prokuratury Okręgowej w Lublinie, dziś już nie jest - red.).

Zgłoszone do prokuratury sygnały miały pochodzić od jednego z wychowanków, ale również ze szpitala, w którym jeden z chłopców przebywał. I tu kolejna istotna kwestia - pewną praktyką było, że po zostaniu rodziną zastępczą dyrektor umieszczał przekazanych mu pod opiekę chłopców w szpitalach psychiatrycznych. "Niepokojące są sygnały dotyczące granic w relacji z wychowankami. Opisywano incydent, gdy pocałował jednego z chłopców w usta (chodzi o opisy dostarczone przez pracowników MOPR - przyp. red.), tłumacząc to "zaleceniami psychologów, by nie hamować uczuć" - napisał do nas jeden z wychowawców z domów dziecka, który zna sprawę od środka. "Trudno zrozumieć, jak to możliwe, że w tak znanej instytucji, mimo tylu sygnałów i dokumentowanych problemów, nie podjęto żadnych realnych działań ochronnych wobec dzieci" - wskazał nasz informator.

Agnieszka Janik z MOPR potwierdza, że w tej rodzinie zastępczej trudno mówić o nawiązaniu relacji z nastolatkami. - Dzieci raczej zwracały się bezosobowo lub "pan", "pani", natomiast mężczyzna - w kontakcie z nami - mówił o nich "moi synowie", co również nas bardzo niepokoiło. Jak też to, że nie mieli własnego pokoju, nie mieli własnych szafek, nie mieli miejsca do odpoczynku - mówi Janik. Wiadomo, że jeśli któryś z chłopców odwiedzał dom rodziców zastępczych, to w pojedynkę. "(Dyrektor) mówił, że chłopcy byli urlopowani (z placówki - red.) naprzemiennie(...). W sytuacji, gdy jeden z chłopców przebywał w rodzinie zastępczej, dwóch pozostałych odczuwało zazdrość" - napisano w jednym z pism.

Eksperci wskazywali, że urlopowanie naprzemienne mogło być źródłem rywalizacji między nimi o względy dyrektora. - To też budziło nasze wątpliwości - słyszymy w lubelskim MOPR. - Pan przedstawiał się jako osoba, która ma bardzo bliskie więzi z chłopcami, natomiast trudno było jednoznacznie ocenić, czy po tak krótkim czasie te więzi rzeczywiście można było nawiązać. Mieliśmy wobec tego wątpliwości. Poza tym informacje przekazywane przez państwa były niepełne, okazywało się również, że nieprawdziwe. Również warunki mieszkaniowe były niepokojące - tłumaczy Agnieszka Janik.

Instytucje wiedzą, dyrektor pracuje

O problemach z dyrektorem od ponad roku wie cały szereg instytucji m.in. Ministerstwo Sprawiedliwości, prokuratury, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Rzeczniczka Praw Dziecka. - Mam poczucie, że w tej sprawie jest pewien mur niemocy, bo ciągnie się ona bardzo długo. Było i dalej jest dla nas frustrujące, że zgłaszamy niemal wszędzie i nic się w tej sprawie nie dzieje - przyznaje Agnieszka Janik.

"Sprawa, o którą Pani pyta znajduje się w szczególnym zainteresowaniu Rzeczniczki Praw Dziecka. Została podjęta z uwagi na sygnały wpływające do Biura RPD. W tej sprawie Biuro RPD jest w korespondencji z właściwym Kuratorium Oświaty, Starostwem, Urzędem Wojewódzkim, jak i prokuraturą. RPD monitoruje toczące się postępowania" - przekazała nam Paulina Nowosielska, rzeczniczka prasowa Rzeczniczki Praw Dziecka.

Także Ministerstwo Sprawiedliwości potwierdziło nam, że ma zarejestrowaną u siebie sprawę tej konkretnej rodziny zastępczej i ją bada. "W ramach właściwości Departamentu Spraw Rodzinnych i Nieletnich skierowano pisma m.in. do prezesa Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie, prezesa Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie, Ministerstwa Edukacji Narodowej - z informacją o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Puławach i do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej - z prośbą o informację o działaniach podjętych w celu weryfikacji rodziny zastępczej. Sprawa dotycząca rozwiązania rodziny zastępczej pozostaje w stałym zainteresowaniu Ministerstwa Sprawiedliwości" - wskazało nam biuro prasowe resortu.

Sprawę doskonale zna również Janusz Iwanicki, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego. To on - po sygnale od Rzecznika Praw Dziecka i z MOPR - zaczął podejmować interwencje. - Po zebraniu informacji, które, nie ukrywam, głęboko nas zaniepokoiły, przekazaliśmy zestaw tych informacji do Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Rodziny z prośbą o skoordynowanie tego i objęcie nadzorem na poziomie krajowym, na poziomie ministerstw - przyznaje. Chodziło o to, że jedną sprawą zajmowało się kilkanaście podmiotów z kilku województw. - Dlatego uznaliśmy, że wymaga to koordynacji na szczeblu krajowym, na szczeblu ministerstwa. W międzyczasie pojawiły się wątki dodatkowe dotyczące używania przemocy wobec innych wychowanków. Pojawiły się wątki dotyczące przebywania przez osobę w miejscu pracy pod wpływem alkoholu, wątki również nielegalnego użycia środków przymusu bezpośredniego wobec jednego z wychowanków. Także tutaj sprawa ma wiele elementów, które podlegają ocenie różnych podmiotów - mówi dyrektor Iwanicki.

Od starosty puławskiej, jak i od urzędników wojewody oraz innych instytucji słyszymy, że problemem jest luka w przepisach. Brakuje obowiązku informowania siebie nawzajem, gdy pojawią się zastrzeżenia np. do konkretnej rodziny zastępczej. - Istnieje coś takiego jak Centralny Rejestr Pieczy Zastępczej. To jest elektroniczne narzędzie wprowadzane od niedawna w skali całego kraju i ten system rzeczywiście ma umożliwić podmiotom pracującym w tej dziedzinie dostęp do danych. Ale z różnych przyczyn - np. dane medyczne czy tajemnica postępowań prokuratorskich - ten dostęp jest ograniczony. W każdym powiecie pracownicy, którzy organizują pieczę zastępczą, mają dostęp do danych swoich rodzin, z tego konkretnego powiatu. Ale nie mogą zajrzeć do powiatu w innym regionie, by dowiedzieć się o danej rodzinie zastępczej - wyjaśnia Iwanicki.

I od razu sugeruje rozwiązanie. - Być może warto przemyśleć jakąś nakładkę na ten system, która byłaby pewną czerwoną flagą, tak by pracownicy, którzy pracują na północy Polski, mogli zauważyć, że dana rodzina istnieje w systemie i coś się działo wokół tej rodziny, na przykład, że rodzina została rozwiązana - zastanawia się.

Kto ma kontrolować MOW-y?

Jak mówi nam prof. Marek Konopczyński, pełnomocnik ministra sprawiedliwości do spraw nieletnich, system jest niedoskonały, a odpowiedzialność za sprawowanie kontroli nad młodzieżowymi ośrodkami wychowawczymi jest mocno rozbita. - Ne jest tajemnicą, że tak naprawdę w Polsce nie ma instytucjonalnego systemu wychowawczego czy resocjalizacyjnego dla dzieci i młodzieży, ponieważ istnieją dwa podsystemy. Podsystem, który jakby podlega Ministerstwu Edukacji i to są właśnie młodzieżowe ośrodki wychowawcze, i podsystem, który podlega Ministrowi Sprawiedliwości, i to są zakłady poprawcze i okręgowe ośrodki wychowawcze. I tam nie ma między nimi w zasadzie żadnej współpracy. To powoduje określone problemy - przyznaje profesor.

- Główny problem polega na tym, że tak naprawdę do końca nie wiadomo, kto kontroluje młodzieżowe ośrodki wychowawcze. Bo z jednej strony na pewno jest to organ założycielski - tylko że starosta w większości nie ma narzędzi, dlatego że nie ma wyspecjalizowanych wizytatorów w samorządach do spraw resocjalizacji. Kuratoria z kolei nie posiadają takich wizytatorów, bo wizytatorzy kuratoryjni zajmują się nauczaniem, kształceniem czy edukacją - tłumaczy pełnomocnik ministra. I dodaje, że prace nad reformą systemu dotyczącego nieletnich trwają i w ciągu kilku miesięcy powinny się zakończyć. Chodzi o to, by system ujednolicić i zracjonalizować, by nie dochodziło do sytuacji takich, jak w MOW w Puławach.

Do Dawida G. wysłaliśmy szereg pytań związanych z pracą i z byciem rodziną zastępczą. Czekamy na odpowiedź. Z informacji z Urzędu Wojewódzkiego wynika, że na dziś nie jest już rodzicem zastępczym dla żadnego z wychowanków. Rodzina zastępcza została rozwiązana.

Źródło: TOK FM