Kolejki po ciepłą zupę. "To dla mnie bardzo duże wsparcie"
Jadłodajnia Brata Alberta w Lublinie przeżywa w mroźne dni prawdziwe oblężenie. - Staramy się, aby zupa była zawsze pożywna, z mięsem - mówi TOK FM Anna Wypuszcz, która od ponad 30 lat odpowiada tu za gotowanie. -Na gorący posiłek można przyjść prosto z ulicy - dodaje prezes Bractwa Miłosierdzia im. Brata Alberta w Lublinie, Małgorzata Krauze-Hałas.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaką pomoc oferuje organizacja?
- Kto może ją dostać?
- Co o kuchni mówią osoby z niej korzystające?
Jadłodajnia Brata Alberta w Lublinie działa od prawie 40 lat. Codziennie - niezależnie od pogody czy pory roku - zgłasza się do niej 200-250 osób. W największe mrozy potrzebujących jest jednak więcej - nawet ponad 300. Przychodzą zjeść coś gorącego, napić się kawy czy herbaty. - Wiemy, że dla części tych osób zupa zjedzona u nas jest jedynym posiłkiem w ciągu dnia. Dlatego to tak ważne, by codziennie coś ugotować. Kolejki ustawiają się od wczesnego rana - mówi prezes Bractwa Miłosierdzia im. Brata Alberta w Lublinie, Małgorzata Krauze-Hałas.
Jak dodaje, w czasie srogich mrozów wszyscy, którzy stoją w kolejce i czekają na zupę czy gulasz, dostają coś gorącego do picia. Herbata, kawa czy zupa dawana jest im także w termosy. - Prowadziliśmy zbiórkę termosów i kubków termicznych i naprawdę wiele otrzymaliśmy. Dlatego mamy w co dawać. Zbiórka jest otwarta, a termosy wciąż są potrzebne. Prosimy też o ciepłe kurtki, buty, bo o nie szczególnie pytają nasi podopieczni. W czasie mrozów przydadzą się też rękawiczki, czapki, szaliki - każda ilość. Można przynosić do nas, na Zieloną - mówi prezeska.
Przed wejściem do jadłodajni spotykamy panią Marię (imię zmienione). Starsza, samotna mieszkanka Lublina - dzieci mieszkają za granicą, mąż zmarł kilka lat temu. Żyje z emerytury, która wynosi nieco ponad 1500 zł. Musi zapłacić za mieszkanie, prąd, gaz. Do tego ogromne wydatki na leki, bo nasza rozmówczyni ma kilka chorób przewlekłych. - Przychodzę tutaj, by w domu nie gotować i troszkę chociaż zaoszczędzić, by mieć na leki. Początkowo się wstydziłam, przychodziłam na Zieloną i po kilku minutach odchodziłam. Dziś wiem, że nie ma się co wstydzić, bo proszenie o pomoc to żaden wstyd. Na miejscu jem gorącą zupę albo jakąś kaszę z mięsem, do domu też zawsze coś dostanę w termos albo w wiadereczko po śmietanie. To dla mnie bardzo duże wsparcie. A jeszcze jakiś chlebek czasami jest albo jogurt. I przy okazji sobie porozmawiam - opowiada nasza rozmówczyni.
Spotykamy też pana Wojciecha (również imię zmienione), który jest osobą w kryzysie bezdomności. Nie chce opowiadać o szczegółach. - To dla mnie bolesne, nie chcę do tego wracać. Mieszkam w pustostanie na obrzeżach miasta. Teraz jest bardzo zimno, bardzo. Dwa razy byłem w ogrzewalni. Pewnie jeszcze pójdę, bo słyszałem, że w nocy z poniedziałku na wtorek i z wtorku na środę temperatura odczuwalna ma być poniżej minus 30. Mam koce, jakieś kołdry, ale jest zimno. A ta ciepła zupa? Oj, to bardzo duży ratunek dla mnie. Jak ją zjadam, to aż tak ciepło się na sercu robi. I zawsze jest bardzo smacznie. Nie mogę narzekać, a jestem naprawdę często. I coś na wynos dostanę. Bardzo jestem wdzięczny, że jest takie miejsce - mówi.
- Staramy się, aby zupa była zawsze pożywna, z mięsem. Dzisiaj mamy pomidorówkę z ryżem - proszę zobaczyć jaka gęsta. Jutro planuję zupę fasolową z dużą ilością wędliny, a na środę potrawkę z mięsa plus kaszę. Chodzi o to, by były to energetyczne posiłki. Przychodzą do nas m.in. seniorki, którym nalewam też zupy do domu. Mamy też osoby z Ukrainy. Jest pani, która przychodzi z dwiema dziewczynkami i zawsze dostają coś na wynos, dla większej rodziny. To, co jeszcze zauważyłam, to bardzo duża liczba ludzi młodych - mówi Anna Wypuszcz, która od ponad 30 lat odpowiada w kuchni Brata Alberta za gotowanie.
- My nikogo nie oceniamy, nie sprawdzamy, jakie kto ma dochody. Na gorący posiłek można przyjść prosto z ulicy. Jednocześnie chcę podkreślić, że możemy liczyć na wsparcie zwykłych mieszkańców, firm, sklepów, piekarni. Dzięki nim mamy z czego gotować, mamy co dać potrzebującym. Będziemy bardzo wdzięczni też za wsparcie finansowe, bo - ze względu na mrozy - już się borykamy z o wiele wyższymi rachunkami za prąd, gaz, wodę i jesteśmy pełni obaw, co dalej. Zima trwa, mrozy nie odpuszczają - mówi prezes Bractwa Brata Alberta w Lublinie Małgorzata Krauze-Hałas.
Nikt nie zostanie bez pomocy
W schroniskach i ogrzewalniach praktycznie nie ma już miejsc, a jeśli są, to tylko pojedyncze. Jak mówi nam jednak Małgorzata Krauze-Hałas, nikt nie zostanie pozostawiony bez pomocy. - Mamy dodatkowe materace, mamy koce, poduszki, przyjmujemy każdego. Na kilka godzin albo na cały dzień, bo ogrzewalnia w czasie mrozów jest czynna 24 godziny na dobę - mówi nasza rozmówczyni. Na miejscu można się przespać, umyć, zjeść, napić się czegoś ciepłego.
Do osób w kryzysie bezdomności, które wciąż przebywają na działkach czy w pustostanach, jeżdżą policjanci, pracownicy MOPR czy Straży Miejskiej. - Dostarczają im gorącą herbatę, sprawdzają, czy nie znajdują się w stanie zagrożenia życia poprzez wychłodzenie organizmu. Jeśli zachodzi taka potrzeba a osoba bezdomna wyraża chęć, jest ona przewożona do noclegowni. Apelujemy do mieszkańców, aby w przypadku zauważenia osoby bezdomnej przebywającej w warunkach, które mogą zagrażać jej życiu bądź zdrowiu, niezwłocznie kontaktowali się z całodobowym numerem alarmowym Straży Miejskiej - 986 - mówi rzecznik lubelskiej straży, Robert Gogola.
Każdy, kto chce się zagrzać, może też skorzystać z dworców PKP - w czasie siarczystych mrozów nie są zamykane na noc. Tak jest m.in. na dworcach w Lublinie, Kraśniku, Chełmie, Lubartowie, Łukowie, Nałęczowie czy w Świdniku. Dworce mają być czynne całodobowo do 8 lutego. W Chełmie, który leży najbliższej polsko-ukraińskiej granicy i przez który przejeżdżają pociągi jadące z i do Ukrainy - uruchomiono też specjalne ciepłe wagony, głównie dla uchodźców. Można się w nich zagrzać, w jednym stworzono kącik dla dzieci.
Z kolei w samym Lublinie od 2 lutego na przystankach komunikacji miejskiej ustawiono koksowniki. "Będą dostępne do ustąpienia mrozów" - informuje Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego w Lublinie.