Lokalny biuletyn za prawie 400 tysięcy zł rocznie. "Takie gazety powinny być zakazane"
W biuletynach wydawanych przez miasta możemy odnaleźć alternatywną rzeczywistość. W publikatorach władza jest tylko chwalona, opisywane są same jej sukcesy. - Uważam, że jest to nieuczciwe, niesprawiedliwe i takie gazety powinny być zakazane - mówi TOK FM Krzysztof Jakubowski z lubelskiej Fundacji Wolności.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie informacje można znaleźć w papierowej wersji miejskiego informatora lublin.eu?
- Jak jego istnienie tłumaczy rzeczniczka ratusza?
- Co z ustawą medialną, która miała zlikwidować takie sytuacje?
W Lublinie od kilku lat wydawany jest - w postaci papierowej - miejski informator lublin.eu. W przyszłym roku miasto wyda na to 370 tysięcy złotych. Rzeczniczka prezydenta Justyna Góźdź przekazała TOK FM, że gazetka jest wydawana ze środków na promocję miasta.
"Informator stanowi uzupełnienie już istniejących kanałów komunikacyjnych i jest odpowiedzią na dynamicznie zmieniający się rynek mediów oraz coraz częstszy fakt wykluczenia informacyjnego szczególnie seniorów i tych osób, które nie korzystają z mediów społecznościowych czy portali internetowych. Dzięki dystrybucji do skrzynek pocztowych, także ta grupa mieszkanek i mieszkańców ma bieżący dostęp do informacji i komunikatów przygotowywanych przez Urząd Miasta Lublin" - przekonuje Justyna Góźdź.
- Gazetka, którą wydaje Lublin, nie bije aż tak mocno propagandą po oczach jak w niektórych innych gminach, gdzie wójt czy burmistrz jest niemal na każdej stronie takiego biuletynu. U nas w ostatnim numerze są chyba trzy zdjęcia prezydenta. Natomiast nie zmienia to faktu, że w tej gazetce są wyłącznie dobre informacje, tylko pozytywne newsy, tylko chwalenie się sukcesami - mówi prezes lubelskiej Fundacji Wolności, Krzysztof Jakubowski. - A to oznacza, że czytelnik, który weźmie ją do ręki, pomyśli sobie, że w Lublinie jest pięknie, znakomicie i wszystko jest super. A to jest kompletnie nieprawdziwy obraz miasta - dodaje.
Fundacja prowadzi stronę jawnylublin.pl, która patrzy władzy na ręce. To portal niezależny, opisuje afery i nieprawidłowości po jednej jak i po drugiej stronie sceny politycznej. Tworzą go dziennikarze, którzy przez lata pracowali m.in. w "Dzienniku Wschodnim" (lokalna gazeta, która przez lata wiodła prym na lubelskim rynku wydawniczym).
Jawny Lublin opisał ostatnio sprawę świątecznych dekoracji na lubelskiej Starówce. Od kilku lat - przy głównym wejściu na Stare Miasto od strony Bramy Krakowskiej - wisiały pięknie podświetlone gwiazdy przygotowane przez artystę, Jarosława Koziarę (tego samego, który przygotowuje dekoracje na finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy). Zachwycali się nimi nie tylko mieszkańcy, ale też turyści z całej Polski. W tym roku już ich nie ma - zostały przeniesione w inne miejsce. W zamian pojawiły się sztampowe lampki, takie jak w wielu innych miejscach w Polsce. Koszt nowych elementów świetlnych na Starym Mieście to 180 tysięcy zł brutto. Za gwiazdy Jarosława Koziary przez ostatnie pięć lat miasto płaciło co roku od 22 do 30 tysięcy zł.
Zmiana dekoracji wywołała wiele emocji i pretensji do urzędników. "Jest droga, nijaka, ale „spójna”. Wyparła tę, którą zachwycała się cała Polska" - napisała Agnieszka Mazuś, redaktorka naczelna Jawnego Lublina.
Alternatywna rzeczywistość
A jak całą sprawę przedstawiono w miejskim biuletynie? "Przed lubelskim ratuszem stanęła choinka, szopka i karuzela są na Starym Mieście, a na Placu Litewskim lodowisko. Festiwal Bożego Narodzenia rozpoczął się w Lublinie oficjalnie w ostatni weekend listopada od uroczystego zaświecenie miejskiej choinki przed ratuszem oraz włączenia iluminacji. Wydarzeniu towarzyszył mini koncert lubelskich muzyków. Najbardziej efektownymi nowościami są rozświetlone Brama Krakowska i Brama Grodzka, które symbolicznie otwierają wejścia na Stare Miasto" - czytamy. Świąteczne iluminacje zostały opisane w grudniowym numerze, w samych superlatywach. Nawet słowem nie wspomniano o kontrowersjach, jakie wywołało zabranie z głównego wejścia na Starówkę gwiazd Jarosława Koziary.
Dalej mamy "sprawozdanie" z działalności prezydenta Lublina: informacje o Gali Kultury i wręczeniu przez Krzysztofa Żuka nagród, notatkę o wsparciu dla studentów, czy miejskich stypendiach biznesowych. Są też podziękowania prezydenta za 15 lat wspólnej działalności (czyli za lata jego rządów w mieście) i chwalenie się tym, co przez ten czas udało się zrobić. Nie ma krytycznego spojrzenia na to, co się nie udało. "Publikacja zawiera informacje o projektach realizowanych z podatków mieszkanek i mieszkańców Lublina oraz środków europejskich i innych źródeł zewnętrznych, a także informuje o istotnych akcjach i wydarzeniach skierowanych do lublinianek i lublinian" - przekonuje miasto.
- Ta gazeta ma ogromne nakłady, dociera bardzo szeroko, wpływa na opinię publiczną - mieszkańców, wyborców. Uważam, że jest to nieuczciwe, niesprawiedliwe, i takie gazety powinny być zakazane - mówi Krzysztof Jakubowski z Fundacji Wolności.
Każdy numer (w roku wyszło ich dziesięć), jest wydawany w liczbie 150 tysięcy egzemplarzy. "Należy wskazać, że koszt jednego egzemplarza wynosi ok. 24 groszy, zapewniając jednocześnie bezpośrednie dotarcie z aktualną informacją o sprawach istotnych dla mieszkanek i mieszkańców do szerokiego grona odbiorców" - przekonuje rzeczniczka ratusza, Justyna Góźdź.
Wydawnictwo wystartowało w marcu 2021 roku. Teksty są opracowywane przez pracowników Kancelarii Prezydenta w ramach obowiązków służbowych, czyli mówiąc wprost - w czasie pracy. Przygotowują oni artykuły chwalące prezydenta, jego urzędników i podejmowane przez nich decyzje.
Znikające zapisy
Zgodnie z zapowiedziami w nowej wersji ustawy medialnej miał się znaleźć zapis zakazujący samorządom wydawania propagandowych, pochwalnych dla wójta, burmistrza czy prezydenta gazetek. Stało się jednak inaczej. Zakazu ani żadnego ograniczenia w tym zakresie w projekcie nowej ustawy nie ma.
- Samorządy nie prowadzą mediów, tylko wydają biuletyny propagandowe. Jesteśmy w takiej sytuacji - i powiem to, choć wiem, że to mocne porównanie - że lokalna władza chce sobie zafundować rodzaj TVP z czasów PiS. Mieliśmy rząd, który posiadał swój masowy publikator propagandowy, a dzisiaj mamy samorządy, które posiadają swoje - ważne na lokalnym polu - środki dotarcia do wyborców - mówi TOK FM Róża Rzeplińska z portalu mamprawowiedziec.pl. - A ja chcę żyć w takim państwie i mieszkać w takiej miejscowości, w której będę mieć dostęp do obiektywnej informacji o tym, co się dzieje w Radzie Miasta, w jaki sposób prezydent podejmuje swoje decyzje, czy te decyzje są podejmowane w sposób transparentny i gospodarny. Chcę móc przeczytać krytykę tego prezydenta czy wójta, a nie tylko peany na jego cześć - dodaje nasza rozmówczyni.
Róża Rzeplińska liczy na to, że przedstawiciele organizacji pozarządowych w ramach prac nad nową ustawą medialną dalej będą walczyć o zmianę zapisów tak, by jednak ograniczyć samorządom wydawanie swojej własnej "prasy".
- Nie można tego tematu odpuścić - dodaje Krzysztof Jakubowski z Fundacji Wolności.
Ministra kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska poinformowała, że prace nad ustawą medialną mogą potrwać do połowy przyszłego roku. Będą to m.in. konsultacje publiczne.