Mroźna zima uderzy nas po kieszeni. O ile wzrosną rachunki za ogrzewanie?
Choć mrozy odpuściły i za oknami czuć już wiosnę, to niestety zima jeszcze o sobie przypomni - w rachunkach za ogrzewanie. Przedsiębiorstwa ciepłownicze w styczniu i w lutym pracowały na pełnych obrotach i będziemy musieli za to zapłacić.
Z tego artykułu dowiesz się:
- O ile mogą wzrosnąć rachunki za ciepło?
- Komu pomoże bon ciepłowniczy?
Lubelskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej nie kryje, że trzeba było wyprodukować więcej ciepła. - Tegoroczna zima rzeczywiście była znacznie chłodniejsza niż pozostałe. Szczególnie w styczniu, kiedy średnia temperatura w miesiącu spadła nam poniżej minus 6 stopni Celsjusza. W zeszłym roku mieliśmy średnią 1 stopień na plusie. Luty również był bardzo zimny, może nie aż tak spektakularnie jak styczeń, ale jednak. Minus 4 stopnie - podczas, gdy w poprzednim roku było to minus 2 - mówi rzeczniczka prasowa LPEC, Teresa Stępniak-Romanek. I dodaje, że to oczywiście przełożyło się na większe zużycie ciepła w mieszkaniach. - W styczniu tego ciepła mieszkańcy Lublina zużyli o 30 procent więcej, a w lutym o 15 procent - mówi.
- Warto spojrzeć na te dane w szerszym kontekście. Styczeń był mroźny, ale w tym stuleciu mieliśmy trzy jeszcze chłodniejsze stycznie. Luty jest zimny, choć już mniej wyjątkowy - w obecnym stuleciu sześciokrotnie notowaliśmy niższe średnie temperatury. Także powiem tak - większe mrozy oznaczają oczywiście wyższe zużycie energii, ale ostateczne rozliczenie finansowe zależy od całego sezonu grzewczego. A ten trwa zazwyczaj od września do maja, więc na podstawie dwóch zimowych miesięcy nie można jeszcze wszystkiego przesądzać. Dlatego nie da się na dziś powiedzieć, o ile wzrosną rachunki za ciepło w przypadku mieszkańców Lublina - dodaje pani rzecznik.
To, jak będzie wyglądało rozliczenie za ciepło ze spółdzielnią, zależy od wielu czynników. M.in. od tego, ile ciepła zużyliśmy w domach gdy były największe mrozy - czy odkręcaliśmy kaloryfery "na maxa", czy kurki były jednak nieco przykręcone. Druga kwestia wiąże się z tym, jaka pogoda utrzyma się teraz, w marcu i kwietniu, a co za tym idzie, do kiedy potrwa sezon grzewczy i czy będziemy w tym czasie musieli włączać kaloryfery.
- Musimy pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Opłaty za ciepło dzielimy na część stałą i część zmienną. Stała stanowi około 30 procent, zmienna - około 70 procent. Więc zakładając, że zużycie ciepła wzrasta nam o 10 procent i zakładając, że płacimy taką samą cenę ciepła w jednym sezonie i w drugim, to 10 proc. wzrost zużycia przekłada się na 7 proc. wzrost rachunku. Ale tak jak mówię, to jest teoria - w praktyce na dziś nie możemy niczego przesądzić. Wszystko okaże się po rozliczeniu całego sezonu - dodaje Teresa Stępniak-Romanek.
Będzie drożej
Jednak eksperci szacują, że za ogrzewanie zapłacimy więcej. I to wszyscy - zarówno ci, którzy korzystają z tzw. ciepła systemowego, dostarczanego przez przedsiębiorstwo ciepłownicze, jak i ci, którzy mają w domach własne piece i ogrzewają dom sami. Szacunki są takie, że nasze rachunki - na koniec sezonu - mogą być wyższe o 10-20 procent. W przypadku, gdy np. rocznie ogrzanie dużego domu kosztowało 8 tysięcy zł - teraz może to być kwota bliżej 10 tysięcy zł. Oczywiście wiele zależy od tego, jakim źródłem ciepła dysponujemy. Ci, którzy do ogrzewania używali peletu, mocno się rozczarowali, bo cena tony tego surowca wzrosła nawet o 600-700 zł. Część osób - co nie jest tajemnicą - by zaoszczędzić, próbowała łączyć pelet ze zbożem, które w tym sezonie jest tanie. W efekcie, w internecie pojawiło się mnóstwo ogłoszeń z ofertami sprzedaży ziarna do opalania domów. Chodziło głównie o zboże takie jak pszenica, owies czy jęczmień, które nie spełnia parametrów umożliwiających jego sprzedaż na cele konsumpcyjne czy jako pasz. Ale bywało z tym różnie - niektórzy sprzedawali zboże także dobrej jakości.
Jest jeszcze coś, co przełoży się na nasze rachunki
Musimy pamiętać, że do końca czerwca 2025 roku obowiązywała wszystkich odbiorców rządowa tarcza osłonowa, która zabezpieczała nas przed nadmiernym wzrostem cen energii, który obserwowaliśmy w ostatnich latach w całym kraju. Ta tarcza już nie obowiązuje. Zastąpił ją bon ciepłowniczy, który otrzymali w Lublinie jedynie mieszkańcy o najniższych dochodach. Ten bon za okres od lipca do grudnia wynosił 500 złotych, czyli niewiele poniżej 100 złotych na miesiąc.
W Lublinie o przyznanie bonu ciepłowniczego zawnioskowało prawie pięć tysięcy gospodarstw domowych. Bon to pomoc państwa dla mieszkanek i mieszkańców o niskich dochodach, którzy korzystają z ciepła systemowego dostarczanego przez przedsiębiorstwa energetyczne. Aby ubiegać się o niego, należało spełnić określone kryteria dochodowe - było to 3 272,69 zł w przypadku gospodarstwa jednoosobowego oraz 2 454,52 zł na osobę w przypadku gospodarstwa wieloosobowego.
Mroźna zima a awarie
Mimo bardzo niskich temperatur w Lublinie obyło się bez większych awarii sieci ciepłowniczej. Tak naprawdę była tylko jedna, w połowie stycznia - w dzielnicy Czuby. Doszło do uszkodzenia rury ciepłowniczej, a przerwa w dostawie ciepła objęła cześć dzielnicy Węglin Południowy oraz osiedla Błonie i Łęgi na Czubach. Dotyczyło to w sumie pond 170 budynków. Mimo mrozu, ciepłownicy pracowali przez kilka godzin i awarię dość szybko udało się usunąć.
źródło: TOK FM